Efektowny Gladiator

Całe lata minęły od czasu, gdy na ekranach kin można było obejrzeć wielkie historyczne widowiska, takie jak "Kleopatra" czy "Ben Hur". Tegoroczny "Gladiator" nawiązuje klimatem do tamtych filmów zarówno scenografią, jak i rozmachem licznych scen z dziesiątkami tysięcy statystów. Jednak tłumy widoczne na ekranie... nigdy nie pojawiły się na planie filmowym "Gladiatora".

Całe lata minęły od czasu, gdy na ekranach kin można było obejrzeć wielkie historyczne widowiska, takie jak "Kleopatra" czy "Ben Hur". Tegoroczny "Gladiator" nawiązuje klimatem do tamtych filmów zarówno scenografią, jak i rozmachem licznych scen z dziesiątkami tysięcy statystów. Jednak tłumy widoczne na ekranie... nigdy nie pojawiły się na planie filmowym "Gladiatora".

W filmie - wyprodukowanym przez wytwórnię DreamWorks/Universal Pictures, w reżyserii Ridleya Scotta - zastosowano cyfrowe efekty specjalne przede wszystkim dla uzupełnienia rzeczywistej scenografii - głównie w panoramach Rzymu oraz do zwielokrotniania tłumów żołnierzy i widzów w Colosseum. Ze strony producenta za efekty był odpowiedzialny John Nelson, głównym zaś wykonawcą została londyńska firma Mill Film (pracami kierowali Tim Burke i Laurent Hugueniot). Rozpoczęły się w listopadzie 1998 roku i osiągnięto 90 efektów specjalnych.

Z punktu widzenia metod produkcji efekty w "Gladiatorze" można podzielić na wykonane techniką 2D (są to głównie kompozycje opracowane na systemach flame i inferno) oraz 3D (wykonane w pakietach SOFTIMAGE|3D i RenderMan). Prosta dwuwymiarowa kompozycja była wykorzystywana na przykład w efektownym ujęciu, gdy dwóch żołnierzy zostaje przybitych włócznią do drzewa. Efekt uzyskano filmując aktora odrzucanego na drzewo przez sprężystą linę (bungee). W locie wpadał on na drugiego statystę. Następnie sfilmowano ujęcie bez aktorów, dzięki czemu usunięcie liny nie sprawiało żadnych problemów. Ostatnim krokiem było nałożenie na całość, sfilmowanej wcześniej, lecącej włóczni.

W praktyce okazało się, że metody 2D i 3D mogą być wykorzystywane łącznie, dając równie realistyczne efekty, jak w przypadku czystej grafiki 3D przy znacznym obniżeniu kosztów i skróceniu czasu produkcji. Dysponując bogatym materiałem fotograficznym zebranym na Malcie, w Londynie i Prowansji można było wykonać fascynujące ujęcia, takie jak to, w którym kamera wznosi się nad Colosseum pokazując odległy krajobraz. Góry widoczne w tym ujęciu pochodzą w filmowej rzeczywistości właśnie z Prowansji - są to po prostu tekstury, nałożone na proste obiekty 3D, połączone w warstwy, z oświetleniem korygowanym w programie Adobe Photoshop. Z kolei widok Rzymu w scenie, w której gladiatorzy zbliżają się do Wiecznego Miasta, to głównie efekt wykorzystania materiału fotograficznego (rys. 1 i 2). Specjaliści od efektów specjalnych fotografowali o określonych porach dnia różnego rodzaju budynki i ściany, które połączone ze sobą pozwoliły utworzyć panoramę antycznego Rzymu. Ostateczne malowanie masek i ich animowanie przeprowadzono w sposób przypominający wieloplan, stosowany w tradycyjnej animacji. Obraz został podzielony na poszczególne plany, którym przyporządkowano ścieżki ruchu. W ten sposób utworzenie scenografii trójwymiarowej wcale nie okazało się konieczne. W ujęciu tym dodano także wozy i ludzi zdążających do i z Rzymu. Niektóre z dodanych postaci miały rozmiary zaledwie pikseli i na monitorach komputerowych były niemalże niewidoczne. Aby sprawdzić, jak podczas projekcji kinowej widzowie będą odbierali ich obraz, wielokrotnie przeglądano naświetlony materiał w jednym z londyńskich kin.


Zobacz również