Excalibur 2555

Bez wątpienia każdy z nas słyszał kiedyś historie o legendarnym (?) królu Arturze i jego rycerzach rezydujących w zamku Camelot. Obok imienia króla pojawiają się też inne charakterystyczne dla tego podania imiona i nazwy: Lancelot, Parceval, Merlin i oczywiście Excalibur, słynny miecz będący atrybutem słusznie zdobytej władzy.

Bez wątpienia każdy z nas słyszał kiedyś historie o legendarnym (?) królu Arturze i jego rycerzach rezydujących w zamku Camelot. Obok imienia króla pojawiają się też inne charakterystyczne dla tego podania imiona i nazwy: Lancelot, Parceval, Merlin i oczywiście Excalibur, słynny miecz będący atrybutem słusznie zdobytej władzy. Dlaczego o tym piszę? Otóż warto sobie przypomnieć tę klasyczną opowieść, stała się ona bowiem pretekstem do "zmontowania" fabuły dosyć znanej gry komputerowej. Excalibur 2555, bo o nim oczywiście mowa bazuje w dużej mierze na legendarnych wątkach opiewających losy magicznego miecza. jednak poznawana przez nas w trakcie gry "historia" daleko wykracza poza ramy (w dosłownym tego słowa znaczeniu!!) historyczne oryginalnego opowiadania otóż cała historia zaczyna się w. . . przyszłości Wtedy to (A. D. 2555) zbuntowany magnat będący głowa jednego z możnych rodów rządzących technokratycznym społeczeństwem przyszłości wyprawia się w przeszłość by wykraść tytułowy miecz.

Jak to zwykle w takich historiach bywa, jego niecny plan zagraża całej populacji (w roku 2555) oraz stawia pod znakiem zapytania losy angielskiego rycerstwa. Jedyną osobą mogącą powstrzymać szalonego renegata jest córka czarodzieja Merlina, wyprawiona w tym celu przez niego w przyszłość. Słusznie się domyślasz, że zaraz padnie sakramentalne stwierdzenie: ". . . teraz los wyprawy leży w Twoich rękach!"-i rzeczywiście pod tym względem gra ta nie stanowi wyjątku. To ty pokierujesz poczynaniami młodej wojowniczki rzuconej zaklęciem swego ojca w całkowicie obcy świat, odległy od jej rodzinnego o "zaledwie" dwa tysiąclecia. Dlatego nie zastanawiaj się już dłużej nad paradoksami podróży w czasie i innymi bzdurami tego rodzaju, uruchom grę i rzuć wyzwanie (licznym) oponentom! Gra to to przygodówka w modnym ostatnio (od czasu Tomb Raidera) środowisku 3D- podobnie jak w tamtej grze rozgrywającą się akcję obserwujemy zza pleców bohaterki. Wystarczy rzut oka na "Excalibura" by utwierdzić się w przekonaniu, że autorzy gry musieli bardzo zazdrościć sukcesu programistom z Core Design (to właśnie tam ?urodziła? się słynna Lara Croft) -obie gry wykazują naprawdę ogromną ilość cech wspólnych. Gdyby jednak porównać oba tytuły-laur zwycięstwa bez dwóch zdań przypadnie Tomb Raiderowi... Mimo tego warto bliżej przyjrzeć się cechom różnicującym obie gry (zakładam, że większość graczy przynajmniej widziała TR, dlatego też najlepiej chyba będzie opisać Excalibura drogą porównawczą...).

Po pierwsze E2555 jest rzeczywiście PRZYGODÓWKĄ-grając należy mieć świadomość, że sama przemoc jako metoda na rozwiązanie napotkanych trudności nie wystarczy-potrzebne też będą umiejętność (logicznego) myślenia, kojarzenia i. . . znajomość języka angielskiego. Podczas poszukiwań przyjdzie nam bowiem spotkać się z wieloma postaciami, nie wszystkie zaś można potraktować w standardowy w takich sytuacjach sposób tzn. zabić. Takie podejście odradzają ponadto okoliczności- naszą jedyną bronią jest bowiem miecz-broń cokolwiek archaiczna w eksplorowanym przez nas świecie. Newralgicznym elementem rysującej się fabuły są rozmaitego typu przedmioty-od kluczy i butelek na niezbędnym do życia jedzeniu (jabłka, chleb, mięsiwo i inne takie...) . Zazwyczaj trzeba użyć ich w odpowiedniej kolejności i odpowiednim miejscu-w zasadzie brak tu tak pożądanej w tego typu grach nieliniowości, dopuszczającej kilka alternatywnych rozwiązań prowadzących do upragnionego celu. Podobnie jak w TR rozgrywka dzieli się na kilkanaście dużych poziomów, znacznie różniących się od siebie wyglądem i "środowiskiem gry" (spotykani przeciwnicy, zadania do wypełnienia itp.).

To, czego z pewnością będzie brakowało każdemu miłośnikowi Tomb Raidera to skomplikowane "przeszkody terenowe" wymagające od naszej bohaterki spektakularnych popisów akrobatycznych, od gracza zaś kevlarowej klawiatury i mocnych nerwów (no i mnóstwa czasu: -) . W przypadku "Excalibura" rozbudowanie wątków przygodowych odbyło się kosztem grywalności-w efekcie tego można dojść do wniosku, że wspaniałe, trójwymiarowe środowisko gry jest po prostu nie potrzebne i bez problemu myłoby być zastąpione przez mniej wymagający engine. Mimo tego trzeba przyznać, że grafika to jeden z największych atutów tego tytułu. Do wyboru mamy dwa typy widoku akcji: standardowy, z widokiem zza pleców bohatera (bohaterki) i drugi w którym obserwujemy grę z nieruchomej kamery, umieszczonej zazwyczaj gdzieś pod sklepieniem. W obu przypadkach realizm generowanych scenerii jest bardzo wysoki: postacie wymodelowane są z dużą starannością, to samo można powiedzieć o ciekawych wnętrzach (niestety podczas gry ani razu nie trafimy na otwarta przestrzeń) i dopracowanych teksturach.

Niestety taki "luksus" ma swoja cenę gra w przyzwoitej rozdzielczości (czytaj: od 640x480 w górę) działa płynnie dopiero na maszynie z oznaczeniem 200 MHz. Jak przystało na współczesna produkcje Excalibur obsługuje najpopularniejsze akceleratory grafiki 3D, co pozwala na osiągniecie pełni szczęścia niektórym graczom. Gra z "monsterem" na pokładzie po prostu powala na kolana (tak się składa, że to samo można powiedzieć o większości gier odpalonych na ww. sprzęcie) : lightsourceing, realistyczne, kolorowe oświetlenie i ta prędkość. . . Również oprawa dźwiękowa produktu nie budzi większych zastrzeżeń, choć ani muzyki, ani dosyć skąpych efektów dźwiękowych nie można uznać za rewelacyjne. Na uwagę zasługuje natomiast fakt, że wszystkich dialogów pojawiających się w grze (a jest ich sporo) możemy posłuchać-twórcy gry twierdzą że dzieje się tak za sprawą nowatorskiego mechanizmu syntezy mowy; trudno jednak ocenić czy jest tak rzeczywiście.

Podsumowując trzeba ustosunkować się do obiegowych opinii, jakie zaczęły się pojawiać na długo przed premierą gry. Miała być ona przebojem na miarę Tomb Raidera czy Ecstatiki, jednak efekt końcowy nie wytrzymuje konkurencji w wymienionymi przebojami. Trudno ocenić co jest tego powodem: od strony technicznej gra prezentuje się znakomicie, tak wiec jej słabym punktem musi być mało pociągająca i nazbyt sztuczna fabuła. Jest to żywy przykład na to, że o sukcesie wydawniczym nie decyduje jedynie "odbajerowany" engine i setki megabajtów filmów atakujących nas na każdym kroku. Równie ważny (a może nawet ważniejszy) jest pomysł nadający programowi specyficzny charakter i decydujący o jego niepowtarzalności. Nie chce przez to bynajmniej powiedzieć że E2555 jest gra słabą - warto ja zdobyć choćby po to, by dać się oczarować przepiękną grafiką.


Zobacz również