Facebook made in Japan

Jak wygląda kwestia popularności Facebooka w Japonii? Dane pokazują, że także i w tym przypadku zdarzenia z 11. marca 2011 roku są konkretną cezurą. Można mówić o epoce przed- o po- Facebookowej. Gdy cały świat poczuł gorączkę posiadania konta na tym społecznościowym portalu, Japończykom się kompletnie do tego nie spieszyło.

Na Facebooku nie czuli się wystarczająco pewnie. Ich prywatne dane były widoczne dla innych, trzeba było występować pod swoim imieniem i nazwiskiem, nie było za wiele gier - to wszystko było za dużą barierą wejścia dla narodu, dla którego prywatność jest rzeczą świętą. Wyobrażano sobie, że kontakty z innymi na tym portalu mogą być niczym wejście w butach do naszego domu - coś niewyobrażalnego w Japonii. Zawsze przed wejściem do kogoś zostawiamy buty w maleńkim przedpokoiku, położonym poniżej samej podłogi, a brudy rzeczywistości zostawia się na zewnątrz. W tym przypadku takiej ochrony by nie było.

Gdy pojawił się marzec i tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi, okazało się, że Facebook może pomóc. Osoby występujące pod prawdziwymi nazwiskami były wiarygodne dla społeczności i mogły uzyskiwać informacje o swoich bliskich, z którymi nie było innego kontaktu. Japończycy przekonywali się do Facebooka w jakże typowy dla siebie ostatnio sposób - potrzebowali odpowiedniego idola, z którym mogliby się utożsamiać. Takimi postaciami stali się dla nich Jessie Eisenberg (odtwórca roli Marka Zuckerberga w filmie o Facebooku zatytułowanym "Social Network") oraz sam Mark.

Do serwisu zaczęły się przekonywać duże marki jak Uniqlo i Muji, pojawiła się też Kazuyo Katsuma, która niczym kilka lat temu w USA Oprah Winfrey o Twitterze, przemyca w wywiadach informacje o korzyściach płynących z Facebooka. Japończycy muszą mieć kogoś do naśladowania, wtedy z przekraczaniem własnych granic jest o wiele łatwiej. Podobnie było z szałem na irokezy a’la David Beckham. Liczby użytkowników rosną w tempie astronomicznym. Z 6 milionów userów w poprzednim, do 13,5 miliona na początku 2012 roku. Według raportów firmy badawczej Nielsen oraz analityków Facebooka z Social Bakers Japonia zajmuje drugie miejsce pod względem wzrostu użytkowników FB w 2011 roku. Wynik 254% ustępuje jedynie Brazylii, w której w tym samym czasie nastąpił trzykrotny przyrost Facebookowiczów.

Język japoński dostosowuje się do zaistniałej sytuacji jak kameleon i przekłada wszystkie dobrze nam znane opisy z Facebooka na swój sposób. Można komento (czyli komentować), shea (udostępniać), zmieniać puraibashi settei (czyli ustawienia prywatności). Wysyłać messeji (wiadomości), tworzyć arubamu (albumy), ibento (wydarzenia) I grupu (grupy). Szybko można zapamiętać, że status to kinkyo, post to  toko, przyjaciel to tomodachi, a komunikat w polu statusu to Ima nani shiteru?. No i wreszcie najważniejsze - lajk po japońsku to Ii ne!. Czyli dosłownie "To jest dobre!".

A konkurencja traci. Akcje DeNA zanotowały spadek o 24%, a Mixi aż o 38% w 2011 roku. Wartość indeksu tokijskiej giełdy Topix wzrosła w tym czasie o prawie 4%. Ci dwaj gracze japońskiego rynku wraz z wcześniej wspominanym Gree Yoshikazu Tanaki bazowali na kontach, które my byśmy określili mianem fake’owych, sztucznych. Japończycy w sieci występowali w przeważającej większości jako własne awatary, traktując komunikację w internecie jak dodatkowy świat na zasadach z gry komputerowej. Można się było ukryć, schować pod mangowym rysunkiem, dać wciągnąć się w rozbudowę ludzika z profilowego pseudozdjęcia za kolejne tysiące jenów.

Model mikropłatności połączony z dużą grywalnością społeczności trafił w japońskie gusta. Wszędzie indziej sprawa wyglądała odwrotnie. To właśnie transparentność informacji o sobie zawartych w serwisach społecznościowych zdobywały zaufanie coraz większych grup użytkowników. Gry były do grania, a Facebook i spółka do nawiązywania kontaktów i opowiadania o sobie. Sobie podrasowanym, lekko sfotoshopowanym i nie do końca w 100% wiarygodnym, ale mimo wszystko o sobie. Na świecie takie idee jak np. All Your Lives (nota bene polski projekt), które umożliwiały społecznościową interakcję awatarów z gier typu World of Warcraft to pomysł ostatniego roku. Gigant Mixi, który niegdyś kontrolował 80% japońskiego rynku social media, notuje obecnie spadek niewyobrażalnej grupy 60 milionów użytkowników.

Jest jeszcze jeden powód załamywania się rynku social media w Japonii i przechodzenie użytkowników w stronę Facebooka. Ten powód to tak zwana kompu-gacha. Czym jest kompu-gacha? Zjawisko to omówię dokładniej już niebawem na łamach serwisu PC World.


Zobacz również