Facebook na razie sam się "wykańcza". Giełda to potwierdziła

Wejście Facebooka na giełdę z pewnością nie przebiegło według zakładanego scenariusza. Pomimo początkowego przyzwoitego otwarcia kolejne notowanie zakończyło się bowiem znaczącym spadkiem. Wydaje się, że jednym z czynników odpowiedzialnych za taki stan rzeczy jest brak jasnej strategii serwisu w zakresie pozyskiwania dochodów z rynku mobilnego, co negatywnie wpływa również na dochody generowane przez "stacjonarnego" Facebooka.

Największy na świecie serwis społecznościowy wkroczył w końcu na giełdę. Niestety sprawdziły się tutaj opinie sceptyków, którzy twierdzili, że może on być przewartościowany.

Podczas piątkowego otwarcia co prawda akcje Facebooka natychmiast poszybowały mocno w górę, lecz już na zakończenie sesji nie wyglądało to tak różowo. O ile jednak udało się jeszcze wówczas obronić poziom otwarcia, o tyle w poniedziałek i wtorek akcjonariuszy Facebooka spotkała bardzo niemiła niespodzianka: kurs akcji spadł (odpowiednio) o 11 % i o 8,9 %. Wczoraj na szczęście tendencja ta się odwróciła i akcje zaczęły drożeć.

Dlaczego tak się stało?

Chyba najważniejszym powodem takiego rozwoju wypadków jest fakt, że Facebook będzie w obecnym roku musiał się borykać ze spadkiem dynamiki swoich przychodów, o czym na kilka dni przed piątkowym debiutem poinformował tylko swoich klientów i dużych, instytucjonalnych inwestorów (dzisiaj został za to pozwany przez grupę "zwykłych" inwestorów, którzy stracili na akcjach Facebooka) największy na świecie bank inwestycyjny Morgan Stanley.

Problem z rynkiem mobilnym

Jeden z czynników za to odpowiedzialnych to brak jasno opracowanej strategii co do rynku mobilnego. Facebook wciąż niestety nie wie, jak na nim zarobić, o czym otwarcie przyznał we wstępnym prospekcie emisyjnym (dokument S-1) złożonym przed planowanym debiutem giełdowym.

Wpływ na dochody

Co więcej, niewykorzystanie możliwości mobilnej platformy "dusi" ogromne przychody z reklam generowanych przez "zwykłego" Facebooka. Użytkownicy coraz częściej zaglądają bowiem na swoje profile (średnio przez ponad 7 godzin miesięcznie; dane za marzec wg comScore) za pomocą "niedochodowych" smartfonów oraz tabletów zamiast przynoszących zyski komputerów stacjonarnych i laptopów.

Są przecież możliwości

Facebook nie ma więc wyjścia, musi zacząć zarabiać na rynku mobilnym. Może to osiągnąć na kilka sposobów. Najważniejszym z nich z pewnością są reklamy. Tutaj serwis ma interesujące możliwości, gdyż np. dzięki zbieraniu większej ilości informacji na temat lokalizacji użytkownika oraz wykorzystaniu rekomendacji znajomych dotyczących różnych produktów będzie w stanie lepiej dopasować je do konkretnych osób.

Może również liczyć na zyski z płatności, które użytkownicy (zarówno stacjonarni jak i mobilni) realizują zakupując wirtualne towary dostępne z poziomu gier (np. klejnoty, czy wirtualne pieniądze). Według ostatnich danych jest to bardzo dynamicznie rozwijająca się strefa, która do 2014 roku powinna zapewniać korzystającym z niej firmom aż 15 miliardów przychodu.

The Wall Street Journal zauważa też, że Facebook powinien postarać się o stworzenie platformy, która przyciągnie i zatrzyma przy sobie twórców gier takich jak np. Zynga (generuje ona dla serwisu spore dochody z poziomu pecetów), którzy być może zrezygnują (oby nie!) z pisania osobnych aplikacji dla systemów Android i iOS.

Że Facebook zarobi, to pewne

Nie ma wątpliwości, że Facebook będzie coraz więcej zarabiał na użytkownikach mobilnych. Wydaje się jednak, że proces ten nie osiągnie w najbliższym czasie takiego poziomu, który zadowoliłby Wall Street.


Zobacz również