Fatum Singapuru

Światowy szczyt WTO w Cancun w Meksyku, zakończył się całkowitym niepowodzeniem. Było to do przewidzenia już siedem lat temu, po podobnym spotkaniu w Singapurze - twierdzi The Economist.

Rozmowy na szczycie zakończyły się fiaskiem, po pięciu dniach obrad ustalono jedynie 6-punktowe oficjalne oświadczenie, któremu towarzyszyło mnóstwo nieoficjalnych plotek i wzajemnych pomówień.

Jednak fiasko w Cancun nie było nadzwyczajną niespodzianką. Członkom WTO już podczas rozmów w Doha nie udało się dojść do porozumienia. Wielu obserwatorów przewidywało, że rozmowy utkną w martwym punkcie z powodu drażliwego tematu dopłat do rolnictwa. Jednak to nie rolnictwo okazało się piętą achillesową spotkania - po długiej, wypełnionej negocjacjami, sobotniej nocy, państwa zamożnej części świata, które wydają rocznie ok. 300 mld USD na subsydia dla swoich rolników oraz świata nowo utworzonego bloku państw rozwijających się - G22, zaczęły powoli widzieć możliwość dogadania się. Gwoździem do trumny rozmów stały się natomiast tak zwane sprawy singapurskie.

W 1996 roku na szczycie WTO w Singapurze rozmawiano o wprowadzeniu globalnych zasad zagranicznych inwestycji, polityki konkurencji, zakupów rządowych i ułatwieniu międzynarodowego handlu (zwłaszcza uproszczeniu przepisów celnych). Niektórzy twierdzą, że był to odpowiedni czas, aby spisać reguły globalizacji. Jeśli ktoś chce zainwestować pieniądze w innym kraju, sprzedać coś obcemu rządowi itd., musi stosować się do międzynarodowych zasad. Jeśli chce konkurować z zagraniczną firmą, powinien stosować się zarówno do prawa międzynarodowego jak i krajowego.

Niektóre z proponowanych przepisów miały sens. Przepisy celne w większości krajów rozwijających się utrudniają a nie ułatwiają wymianę handlową. Na przykład niemal 11 dni zajmuje hinduskim celnikom skontrolowanie towarów, które przybyły do tego kraju drogą morską. Na takim opóźnieniu korzystają jedynie urzędy celne. Jednak jeśli przepisy byłyby sensowne, czemu nie można by pozwolić poszczególnym krajom wprowadzić ich po swojemu? Czemu ma tym zarządzać międzynarodowa organizacja? Zwłaszcza ubogie państwa nie chciały wprowadzać u siebie nowego zestawu międzynarodowych zobowiązań i ponosić związanych z tym znaczących kosztów. Poza tym obawiały się grożących im sankcji gospodarczych za łamanie nowych przepisów.

Prawa dotyczące zagranicznych inwestycji okazały się bardzo kontrowersyjnym tematem w Cancun. Zwolennicy globalizacji długo przekonywali, że inwestycje nie tylko przynoszą ubogim państwom pieniądze, ale również doświadczenie i technologię, które przenikają do lokalnych firm i polepszają kwalifikacje pracowników. Rządy ubogich krajów starają się aby to "przenikanie" było jak najintensywniejsze i np. zachęcają zagraniczne przedsiębiorstwa do zakładania spółek typu joint-venture z miejscowymi firmami. A teraz obawiają się, że bogate kraje przejmą kontrolę nad tymi przepisami.

Skoro jednak państwa ubogie nie chcą słyszeć o tematach singapurskich, czemu bogate kraje są nimi tak zainteresowane? Największym zwolennikiem wprowadzenia w życie pomysłów z Singapuru jest Unia Europejska, której członkowie są już przyzwyczajeni do międzynarodowych przepisów dotyczących konkurencji i dostaw dla rządu. Propagatorem tematów singapurskich jest również Japonia. USA, które inwestują za granicą bardzo dużo, chcą chronić te inwestycje przepisami WTO, podchodzą jednak bardziej sceptycznie do zagadnień z 1996 roku.

Niektórzy cyniczni komentatorzy sugerują, że UE oraz Japonia podnoszą tak konsekwentnie tematy singapurskie, aby odwrócić uwagę od swojej nieprzejednanej postawy w kwestiach dopłat dla rolnictwa. W Cancun nie udało się jednak wypracować żadnego porozumienia w kwestiach dotyczących przepisów celnych czy dostaw na zamówienia rządowe (choć do tych negocjacji się w końcu ograniczono).

Jest jednak jeden pozytywny wynik szczytu w Cancun. Powstała tam nowa koalicja państw rozwijających się, której udało się nie rozpaść przez cały czas trwania szczytu. Z pewnością kraje z tej grupy nie zyskały niczego podczas spotkania. Jednak grupa G22 powinna starać się zostać czymś więcej niż tylko blokiem negocjacyjnym i wymagać na przykład, aby kraje, które żądają obniżenia barier celnych obniżyły również swoje. Ubogie kraje mogą również bardzo wiele zyskać na wzajemnym ułatwianiu sobie handlu.

Na podstawie The Economist "Tequila sunsest in Cancun"


Zobacz również