Film: Lara Croft - Tomb Raider

Lary Croft nie pokochano tym razem zbyt mocno. Film Tomb Raider został zmiażdżony przez krytyków. Wystarczy rzucić okiem na jeden z artykułów: "Czego się durnie spodziewaliście? To jest Tomb Raider, do diabła!". 10 sierpnia film wszedł na ekrany naszych kin. Jak zostanie przyjęty przez polską widownię?

Pomysł na film został zaczerpnięty z gry wideo o hojnie obdarzonej przez naturę kobiecie, która mówi do siebie. Używając dwóch pistoletów zabija jaskiniowe niedźwiedzie, jeździ pojazdami śnieżnymi i mówi z brytyjskim akcentem rzeczy takie jak "Nie pasuje" ("It doesn't fit"), kiedy Niebieski Klucz nie chce zmieścić się do Zielonej Dziurki. Lary Croft nie pokochano tym razem zbyt mocno. Film Tomb Raider został zmiażdżony przez krytyków. Wystarczy rzucić okiem na jeden z artykułów: "Czego się durnie spodziewaliście? To jest Tomb Raider, do diabła!"

Nie mówię, że sam fakt iż film Tomb Raider powstał w oparciu o grę komputerową, musi mieć jakikolwiek wpływ na jego jakość. To, że materiał źródłowy jest płytki, nie znaczy, że i film jest kiepski. Jednak Tomb Raider nie aspiruje do niczego więcej niż tylko do bycia filmem opartym na grze. Całą swoją energię skupia właśnie na tym fakcie, i to akurat udaje mu się znakomicie. I choć takie stwierdzenie nie mówi nic konkretnego, to śmiało można powiedzieć, że Tomb Raider jest najlepszym filmem o grze wideo.

Pamiętacie Super Mario Brothers? Oto co poszło tu nie tak. Producent powiedział OK, jest sobie gość, który rośnie kiedy zjada grzybki i może wydobywać monety z przeróżnych brył używając do tego celu swojej głowy. Jest też jaszczurkowaty gość o imieniu Browser, któremu towarzyszy ogień. Acha, i jeszcze ten hydraulik ma swój zielony odpowiednik o imieniu Luigi i razem mogą uratować księżniczkę. Do tego wszystkiego wmieszało się kilka niezłych pomysłów i w rezultacie Królestwo Grzybów zamieniło się w industrialne pustkowie, rodem z koszmaru Williama S.Burroughs - Sok z Żuka, gdzie Yoshi zostaje zastąpiony Mugwump'em, a ojciec Księżniczki Toadstool staje się wmiotującym zarodnikami grzybowym zawieszonym pod sufitem w fabryce narkotyków. Jedyne co film Super Mario miał wspólnego z grą jest tytuł, i niewyraźne, nieprzyjemne uczucie że może to być zbiorowa halucynajca.

Tomb Raider nie aspiruje do niczego więcej niż tylko do bycia filmem opartym na grze. Całą swoją energię skupia właśnie na tym fakcie, i to akurat udaje mu się znakomicie.

Tomb Raider nie aspiruje do niczego więcej niż tylko do bycia filmem opartym na grze. Całą swoją energię skupia właśnie na tym fakcie, i to akurat udaje mu się znakomicie.

Tomb Raider nie ma takiego problemu. Gra na podstawie której powstał jest już i tak dość filmowa, i bogata w pomysły wzięte rodem z Indiana Jones oraz starych awanturniczo-przygodowych produkcji lat 40-tych i 50-tych. Teraz gdy Lara pojawiła się na dużym ekranie krąg zamknął się. Oto jak w skrócie przedstawia się fabuła Tomb Raidera: Po raz pierwszy od 5000 lat dziewięć planet układu słonecznego ma ustawić się w jednej linii, a Illuminati (któż inny?) pragną posiąść kosmiczną moc i wykorzystać ją do swych własnych zagadkowych (oczywiście złych) celów. Klucz do ujarzmienia tej kosmicznej mocy znajduje się w strzaskanym trójkącie, wytopionym 5000 lat temu z metalu pochodzącego z upadłego meteorytu, którego części zostały rozproszone po wszystkich zakątkach ziemi. Lara musi odbyć podróż dookoła świata, odwiedzając egzotyczne kraje, próbując przejąć kontrolę nad roztrzaskanym trójkątem zanim wpadnie on w łapy jej wroga Manfred Powell.

Fabuła swobodnie mogła być zaczerpnięta prosto z jednej z gier, lub z którejś prasówki Eidos. Tak naprawdę to nie jestem do końca przekonany, że tak właśnie nie było. A to jest Drugi Znak Upewniający, że jesteś na dobrej drodze. (Pierwszym Znakiem Upewniającym był fakt, że Angelina Joli dostała rolę w filmie). Tomb Raider jest rozszerzeniem określonego wszechświata, który podoba się wszystkim, a nie przeróbką abstrakcyjnego wszechświata, który nie podoba się nikomu.

Ta dość banalna historyjka tworząca fabułę, została wzbogacona mnóstwem niesamowitych, wspaniale wyglądających, fachowo wykonanych efektów specjalnych takich jak bitwy z kamiennymi małpami, sześcioręki bożek złota, i kieszenie anty-czasowe, umiejscowionych w kilku przepięknych sceneriach. Jest na przykład scena, w której Lara Croft zwisa sufitu swojego domu na linie bungee, tak po prostu bung-uje sobie po salonie. Po co? Żeby grupka odzianych na czarno najemników mogła wpaść przez dach i zaprosić ją do bungee-baletu z pociskami. Głupi pomysł? Tak. Głupie w reklamie? Tym bardziej. Głupie na dużym ekranie, w końcowej wersji filmu? Oczywiście, że tak. Jest to jednak tak niesamowita i dobrze skonstruowana scena, że "głupie" nie ma tu żadnego znaczenia. To było podstawową przyczyną tego, że film Mumia Powraca nie odniósł sukcesu, gdyż można wybaczyć mu brak fabuły, jednak niewybaczalny jest brak dobrych scen akcji.

Tomb Raider jest filmem porównywalnym do pierwszej Mumii - dobrym do obejrzenia pod popcorn, który ani razu nie udaje, że traktuje siebie na poważnie. Obejrzenie go jest jak obejrzenie odcinka Xeny: Wojowniczej Księżniczki, tylko że na większą skalę. Są tu oczywiście postacie, które mogły być bardziej wyraziste (o co chodziło z tym całym Alexem?), zagadki, które nie musiały być od razu rozwiązane (co to było z tym białym jaśminem?), i pomysły które mogły zostać lepiej wykorzystane (po co robić z miasta na Syberii "martwą strefę" jeśli to nie ma żadnego znaczenia?), jednak to nie szkodzi. Dzięki temu jest więcej czasu na pokazywanie tego co chcecie oglądać, jak... Larę Croft walącą złych gości po głowach tylnym kołem swojego motocykla. Dla niektórych jest to jednak za mało. Ale jest na to sposób: można to po prostu olać i cieszyć się krwawą jatką.


Zobacz również