FinalCut Pro

Jeszcze do niedawna słowa "cyfrowe wideo" oraz "montaż wideo" kojarzyły się albo z tanimi, amatorskimi programami, dołączanymi często przy okazji różnorakich promocji do komputerów osobistych, albo też z wysoce wyspecjalizowanymi zestawami, skomplikowanymi w obsłudze, których ceny kształtowały się na pułapie od kilkudziesięciu tysięcy dolarów.

Jeszcze do niedawna słowa "cyfrowe wideo" oraz "montaż wideo" kojarzyły się albo z tanimi, amatorskimi programami, dołączanymi często przy okazji różnorakich promocji do komputerów osobistych, albo też z wysoce wyspecjalizowanymi zestawami, skomplikowanymi w obsłudze, których ceny kształtowały się na pułapie od kilkudziesięciu tysięcy dolarów.

Nic dziwnego - możliwości przeciętnego komputera jeszcze dwa lata temu nie pozwalały na osiągnięcie więcej niż przeciętnych efektów. Aby uzyskać lepsze rezultaty, było konieczne dokupienie dodatkowych kart, dysków i układów pamięci - co najczęściej podwajało (co najmniej) wartość urządzenia. Tanie programy były, co prawda, łatwe w obsłudze, jednak najczęściej działały wyłącznie z wybranymi modelami Macintoshy, a efekty pracy pozwalały na prezentację gotowych dzieł co najwyżej

w gronie znajomych lub rodziny przy użyciu kasety VHS.

W takiej sytuacji na rynku wideo wytworzyła się luka. Z jednej

strony, wielu użytkownikom domowym nie wystarczał zestaw funkcji i możliwości tanich programów, z drugiej wielu profesjonalistom brakowało taniej stacji roboczej. Urządzenia służącego do wstępnej edycji materiału

nie wymagającego zatrudniania specjalnie przeszkolonego pracownika i umożliwiającego przeniesienie efektów pracy na stanowisko

profesjonalne. Małe firmy były zmuszone korzystać z amatorskich rozwiązań lub zlecały prace wyspecjalizowanym, ale i bardzo drogim studiom montażowym.

Dopiero wraz z premierą komputerów Power Macintosh G3, seryjnie wyposażonych w cyfrowe gniazda standardu FireWire oraz coraz szybszemu upowszechnianiu się cyfrowych kamer wideo możemy mówić o swego rodzaju przełomie.

Inżynierowie i programiści firmy Apple z pewnością zauważyli wspomnianą wcześniej lukę na rynku. Występując naprzeciw oczekiwaniom użytkowników (cena, łatwość obsługi i bogaty zestaw funkcji), stworzyli program, łączący w sobie (co do niedawna wydawałoby się nieprawdopodobne) wszystkie te cechy. Za cenę niespełna 1000 USD (cena na rynku w USA, produkt nie jest jeszcze oficjalnie dostępny poza USA i Kanadą) użytkownik otrzymuje bardzo zaawansowany zestaw narzędzi montażowych, możliwościami dorównujący rozwiązaniom profesjonalnym.

Dodajmy do tego wyjątkowo przyjazny interfejs, a przekonamy się, że w środowisku twórców multimediów i wideo szykuje się rewolucja.

Wygląd okien programu przypomina na pierwszy rzut oka programy "z górnej półki". Rzeczywiście - nie jest to jednak powód do wstydu - po prostu w tej dziedzinie trudno jest wymyślić coś lepszego i równie dobrze można by się czepiać, że każdy samochód ma cztery koła i kierownicę.


Zobacz również