Fiolka Najdenowicz: "Jestem makowa panienka"

"Mac jest boski - pecety są dla kwadratowych ludzi" - mówi w rozmowie z PCWK Online Fiolka Najdenowicz, wokalistka, współzałożycielka kultowej niegdyś kapeli Balcan Electrique.

PCWK Online: Jak wygląda twój kontakt z komputerami?

Fiolka: Przecież ja używam komputera na co dzień. Tylko, że to musi być Mac, bo ja jestem makowa panienka (śmiech). Uważam, że w ogóle pecety są dla kwadratowych ludzi. Pecety to trzeba cały czas "apgrejdować", a ja się na tym nie znam. Mac się nie psuje, nie wariuje, nie ma żadnych wirusów i innych takich rzeczy. No i generalnie jest... boski. Kocham mojego "iMaczka". Poza tym one są takie... piękne.

Fiolka Najdenowicz
Fiolka Najdenowicz

Fiolka Najdenowicz

Fiolka Najdenowicz, wokalistka kultowego niegdyś zespołu Balcan Electrique, grającego elektronicznego, alternatywnego rocka. Solistka obdarzona niesamowitym głosem, od którego pękają szyby i kryształy, miłośniczka dobrej zabawy, humoru i dowcipu, bywalczyni warszawskich salonów towarzyskich.

Fiolka wydała z grupą Balkan Electrique dwie płyty - "Kochaj, nie zabijaj" oraz "Piosenki o miłości". W 2000 r. artystka nagrała płytę solową, zatytułowaną po prostu "Fiolka". Współpracowała m.in. z Markiem Niedźwieckim, dziennikarzem Programu 3 Polskiego Radia. Przez pewien czas pracowała jako promotor radiowy w dwóch największych polskich wytwórniach fonograficznych.

Oprócz tego, że są piękne, przydają się jeszcze do czegoś?

Do maili, do pisania, do wszystkiego. Bo tak, jak ci powiedziałam, nie znam się na komputerach i nie mam ochoty co tydzień wzywać informatyka, bo coś trzeba w komputerze "zapgrejdować", naprawić, skonfigurować, itd. A moi znajomi mówią, że jak mają peceta, to cały czas coś muszą w nim naprawiać, muszą w nim cały czas grzebać. A ja się na tym nie znam, mam to w tyłku i dlatego jestem makowa panienka. Bo w tym jest piękno Maka, że nic mi się jeszcze do tej pory nie zepsuło, nie muszę się na nim specjalnie znać, żeby spokojnie pracować z komputerem.

Korzystasz też z Internetu?

Rzadko, bardzo rzadko. Oczywiście, czasami, jak coś mnie interesuje, to tak. Ale ostatnio czytałam książkę o Hanibalu Lecterze i o kosmetykach, których używała Jodie Foster w filmie, i usiłowałam znaleźć te kosmetyki w Internecie. I okazało się, że nie da się nic kupić przez Internet, bo jest tylko jakieś mydło za 40 euro (szalony śmiech).

Nie utrzymujesz jakiś komputerowych kontaktów?

Zdecydowanie wolę kontakty na żywo. Jestem "oldskulowa" (śmiech). Zdecydowanie jestem za kontaktem z żywym człowiekiem, a komputer służy mi raczej wyłącznie do tego, żeby coś tam napisać, wysłać, ale nie do kontaktów ze znajomymi.

Byłaś kiedyś na jakimś czacie?

Byłam. Próbowałam nawet rozmawiać. Sami zboczeńcy, którzy próbują "wytanić" na burdelu.

Odejdźmy na chwilę od komputerów. A co z muzyką? Nie kusi cię powrót na scenę?

A po co? Żeby sprzedać dwanaście tysięcy płyt? Po co mi ta frustracja? Mnie to naprawdę frustruje, bo ja w to wkładam bardzo dużo pracy i wysiłku. Po co wam Fiolka? Słuchajcie Mandaryny. Takie czasy (śmiech).

Czyżbyśmy nie dorośli do takiej muzyki, jaką chciałabyś nam zaproponować?

Nie. Jak dorośniecie, to może ryknę (śmiech). Ale będę wtedy w wieku Cesarii Evory. Cmok dla wszystkich internautów i moich słuchaczy.


Zobacz również