Fontowy interes

W ostatnim okresie korespondowało ze mną kilku Czytelników, a zarazem użytkowników fontów kiedyś przeze mnie zlokalizowanych. Wspólnym akcentem owych listów były głośne wyrzuty na temat konieczności kupowania kolejnych wersji, bo poprzednie nie chcą działać pod nowymi systemami operacyjnymi.

W ostatnim okresie korespondowało ze mną kilku Czytelników, a zarazem użytkowników fontów kiedyś przeze mnie zlokalizowanych. Wspólnym akcentem owych listów były głośne wyrzuty na temat konieczności kupowania kolejnych wersji, bo poprzednie nie chcą działać pod nowymi systemami operacyjnymi.

Przypomnę Czytelnikom, że kiedy wyprodukowałem pierwsze CD z bibliotekami fontów, Microsoft wypuścił właśnie Windows 95, zaś w tym samym okresie Apple rozpowszechniał wersję Mac OS-a 7.5. Do Windows XP oraz Mac OS-a 10.3 przebyliśmy daleką drogę. Podejrzewam, że nikt już nie używa na co dzień owych historycznych systemów ani towarzyszących im programów (Word 5.1, CorelDRAW 4, QXP 3.11).

Jako producent i lokalizator fontów rozumiem marzenia moich klientów. Ja też chciałbym raz a dobrze coś zrobić, a potem o tym zapomnieć. Po zlokalizowaniu ponad trzech tysięcy fontów i sprzedaniu ponad dwu milionów sztuk fontów na płytach CD, naprawdę niewiele mam przyjemności z grzebania w ogonkach. Byłem tam, widziałem, wolę siedzieć w domu! Niestety, komputery ciągle się zmieniają, standardy ewoluują, a interesy się kręcą. O ile zlokalizowanie pojedynczego fontu może być wcale przednią zabawą, to zrobienie płyty z 500 fontami jest złożonym przedsięwzięciem. Na polskim rynku niewiele było takich produktów. Z pewną nieśmiałością mogę zauważyć, że większość z nich wyprodukowałem osobiście. Dlatego chciałbym Czytelnikom-konsumentom przedstawić biznesplan przedsięwzięcia takim, jakie powinno ono być.

Dane GUS pokazują, że w Polsce jest około piętnastu tysięcy firm zajmujących się tzw. przygotowalnią oraz drukowaniem. Do potencjalnych klientów fontowych należy doliczyć drugie tyle grafików i operatorów DTP. Oba zbiory częściowo pokrywają się, bo wiele osób z drugiej grupy pracuje w pierwszej. Nie popełnię większego błędu zakładając, że rynek fontowy w Polsce to około dwudziestu tysięcy podmiotów. Zakładając 25 procent uczciwości oraz polskie możliwości inwestowania, szacuję, że nasz rynek fontowy może wchłonąć około 500 bibliotek w cenie 2000 USD za sztukę i 2000 zestawów w cenie jednostkowej 500 USD. A więc rynek ma możliwość zakupu fontów za jakieś dwa miliony dolarów. Nie sądzę, abym w rozumowaniu popełniał błąd większy niż 50 procent, w każdym razie oszacowanie dobrze zgadza się z rozpowszechnieniem legalnych wersji bibliotek kiedyś przeze mnie wykonanych.

Załóżmy, że ktoś widząc taki ogromny rynek postanawia na nim zarobić. Ambitny przedsiębiorca zacznie od negocjacji ze znanymi firmami fontowymi, bo zrobienie własnej biblioteki od początku to projekt na dziesięciolecia, o czym może przekonać się każdy, kto śledzi historię małych firm produkujących fonty. A więc licencjonowanie. Przy pewnej dozie szczęścia oraz umiejętnościach negocjacyjnych przedsiębiorcy uda się licencjonować 500 fontów. Trzeba je spolszczyć. Z moich doświadczeń oraz obserwacji pracy innych lokalizatorów wynika, że jedna osoba może dziennie zrobić dodawanie akcentów w jednym foncie. Oczywiście średnio i przy założeniu, że ma odpowiednie narzędzia. Oznacza to, że firma będzie potrzebowała trzech ludzi (typograf, programista narzędziowy, tester) na mniej więcej trzy lata. Zakładając niskie zarobki tych wysoko wykwalifikowanych i trudnych do znalezienia specjalistów, musimy liczyć się z kosztami osobowymi na poziomie 150k USD, a może nawet 200k USD.

Do tego nasze państwo dokłada 50 procent na ZUS, a więc trzeba zaplanować wydanie przez trzy lata mniej więcej 220k USD - 300k USD.

Firma musi mieć lokal, czyli wydamy kolejne 75k USD. Musi być zarządzana i płacić podatki, czyli prowadzić księgowość: kolejne 75k USD przez trzy lata. Wreszcie pracownicy potrzebują komputerów, drukarek, papieru, dostępu do Internetu, oprogramowania - w sumie przez trzy lata 50k USD. Aniśmy się obejrzeli, a biznesplan zakłada wydatek pół miliona dolarów, nim jeszcze produkt będzie można zacząć sprzedawać. Sama produkcja CD oraz ich opakowań to pestka - tłocznie zrobią pięć tysięcy egzemplarzy za kilka tysięcy dolarów i już można zaczynać dystrybucję.

Produkt będzie bardzo dobry, ale jeśli chcemy, aby trafił pod strzechy, no to trzeba ustalić odpowiednią cenę. Niech biblioteka 500 fontów kosztuje w detalu 500 USD, czyli 4 złote za font - chcemy aby kupiło ją dużo ludzi. Jeśli negocjator był skuteczny, to prawdopodobnie udało mu się ustalić opłaty licencyjne na poziomie 25 procent ceny detalicznej. Uwaga, w rozważaniach wszędzie posługuję się cenami netto; proszę zauważyć, że państwo nie inwestując ani grosza ani nie dając żadnej zachęty podatkowej, już skasowało od 75k USD do 100k USD na ZUS, a teraz będzie pobierało 100 USD od każdej sprzedanej płyty. Sprzedawca produktu zapewne nie będzie chciał marży mniejszej niż 35 procent, a więc od każdej sprzedanej płyty z biblioteką fontów przedsiębiorca, który zainwestował pół miliona dolarów, otrzyma raptem 200 USD. Jeśli oszacowanie wielkości rynku jest poprawne, to przez trzy lata sprzeda 2500 egzemplarzy. Po sześciu latach działalności może osiągnąć zwrot zainwestowanego kapitału. Bez żadnego zysku.

Jestem przekonany, że w momencie gdy na rynku będzie dwa i pół tysiąca legalnych, dobrych bibliotek fontowych, to wszyscy zainteresowani będą już je "posiadali" i dalsza sprzedaż siądzie. Ostatecznie CD-R kosztuje tylko złotówkę... Można powiedzieć, że gdyby przedsięwzięciem zainteresowała się jedna z dużych firm fontowych, jak Adobe, Linotype albo Monotype/Agfa, to oszczędziłaby na kosztach licencji (zwrot inwestycji w pięć lat) i mogłaby w majestacie prawa ścigać złodziei poprzez BSA. Jakoś jednak nie słychać, aby któraś z wymienionych firm planowała spolszczenie swej biblioteki fontów. A jeśli to zrobi, to na pewno ich font w zestawie nie będzie kosztował cztery złote, tylko dwadzieścia. Wracając do moich korespondentów: myślę, że proste rozumowanie przedstawione powyżej powinno ich przekonać. Ostatecznie przez lata używali produktu, którego w ogóle nie powinno było być na rynku!


Zobacz również