Fotolaby w praniu

W szranki stanęło 17 laboratoriów. Pięć z nich nie dało w ogóle rady wystartować. Pozostałych 12 walczyło zażarcie o zwycięstwo w kategorii jakości lub przynajmniej opłacalności.

W szranki stanęło 17 laboratoriów. Pięć z nich nie dało w ogóle rady wystartować. Pozostałych 12 walczyło zażarcie o zwycięstwo w kategorii jakości lub przynajmniej opłacalności.

Test postanowiliśmy wykonać incognito. Zdjęcia zamawialiśmy przez Internet, nie braliśmy faktury na wydawnictwo, by nie zdradzić, że laboratorium ma do czynienia z prasą. Adres dostawy był do mieszkania prywatnego. Jedyne co mogło nas zdradzić to rodzaj zdjęć. Każde z laboratoriów dostało ten sam zestaw, w którym przynajmniej jedno ze zdjęć wyglądało podejrzanie - tak jak plansze testowe w czasopismach.

Sposób przekazania pieniędzy wybieraliśmy w następującej kolejności: zapłata kartą kredytową, przelew z banku internetowego, a w ostateczności pobranie na poczcie (najdroższa forma płatności). Zdjęcia wysłaliśmy w niedzielę, przy czym sama wysyłka rozciągnęła się w czasie. Zanim jednak przejdziemy do opisu testu warto przypomnieć, jak powinniśmy przygotować cyfrowe fotografie przed wysłaniem do labu.

Przygotowanie do wysyłki

Największą zaletą wysyłania zdjęć do laboratoriów internetowych jest możliwość własnoręcznej obróbki zdjęć. Wówczas odpowiedzialność za ich wygląd ponosimy my, a nie bezimienny laborant w punkcie usługowym. Oczywiście jest to broń obosieczna, bo nie ma żadnej innej ucieczki przed pytaniem: "A kto ci to tak schrzanił?" jak kłamstwo: "Laboratorium.". W każdym razie przyjemniej jest mieć świadomość, że samemu maczało się palce w obróbce swoich zdjęć.

Przygotowanie zdjęć do wysłania, oprócz oczywistych poprawek, takich jak kadrowanie, balans bieli, rozpiętość tonalna, których i tak dokonujemy na zdjęciach wartych przechowywania wymaga także zmiany rozdzielczości, stopnia kompresji i ewentualnie proporcji zdjęcia. Ponieważ w każdym numerze Zooma opowiadamy jak można poprawiać zdjęcia cyfrowe by wyglądały lepiej, tu skupimy się jedynie na informacjach technicznych dotyczących wysyłania zdjęć do laboratoriów fotograficznych.

Pierwszą rzeczą na którą musimy zwrócić uwagę to rozdzielczość zdjęcia, czyli czy jest na nim wystarczająco szczegółów by wyglądało dobrze. Na szczęście jest precyzyjna miara jakości zdjęcia, jest nią ilość punktów obrazu na jednostkę długości. W grafice komputerowej przyjęła się miara anglosaska - pikseli na cal (ppi). Zakłada się, że 300 ppi to wysoka jakość. W zasadzie powyżej tej liczby już nie warto zwiększać rozdzielczości bo nikt nie zobaczy poprawy jakości.

Następne zdjęcie było niedoświetlone, by sprawdzić, czy maszyna skoryguje ten błąd.

Następne zdjęcie było niedoświetlone, by sprawdzić, czy maszyna skoryguje ten błąd.

Owe 300 ppi określa jaką największą odbitkę możemy wykonać ze zdjęcia. Załóżmy, że mamy fotografię 1600x1200 pikseli (2 megapiksele). Dzielimy 1600 i 1200 na 300 i wychodzi nam, że odbitka może mieć 5,3 cala szerokości i 4 cale wysokości. Cale mnożymy przez 2,5 i już wiadomo, że odbitka dobrej jakości może mieć 13,3 x 10 cm.

Tyle teorii. Praktyka jest ciut inna, bo wiadmo, że dobre zdjęcia wychodzą już od 200 ppi a wraz ze zwiększaniem formatu zdjęcia można zmniejszać rozdzielczość. To dlatego, że duże zdjęcia są oglądane z reguły z większych odległości. Odbitka 30x40 cm może być przygotowana z pliku o rozdzielczości 150 ppi. Z normalnej odległości nie będzie widać poszczególnych pikseli zdjęcia. Jeśli ktoś nie wierzy proponuję z bliska obejrzeć zdjęcia z billboardu reklamowego - tam wyraźnie widać, że na cal wchodzi najwyżej 10 pikseli.


Zobacz również