GPS dowodem niewinności kierowcy?

Samochodowe systemy nawigacji satelitarnej stają coraz bardziej popularne - każdy, kto z ich pomocą trafił do celu w nieznanej okolicy, wie, jak bardzo bywają pomocne. Pewien Amerykanin znalazł jednak nowe zastosowanie takiego systemu - jak donosi agencja AP, 17-letni Shaun Malone zamierza wykorzystać dane z GPS do uwodnienia, że policja niesłusznie wymierzyła mu mandat za znaczne przekroczenie prędkości.

Do zdarzenia doszło na początku lipca - młodzieniec został zatrzymany przez policjanta, który wcześniej za pomocą ręcznego radaru zmierzył prędkość samochodu prowadzonego przez Malone'a. Z pomiaru wynikało, że auto jedzie 62 mile na godzinę w strefie, w której obowiązuje ograniczenie prędkości do 45 m/h. Policjant wypisał Malone'owi mandat, a ten grzecznie udał się do domu.

Tam okazało się, że prędkość podana przez policjanta nie zgadza się z danymi z samochodowego systemu nawigacji GPS. Co prawda większość nawigatorów nie przechowuje szczegółowych informacji na temat prędkości, jednak model wykorzystywany w samochodzie nastolatka - owszem. Rodzice Shauna tłumaczą, iż ich syn miewa skłonności do brawurowej jazdy - dlatego w jego aucie zamontowano GPS, który pozwala im na późniejsze sprawdzenie, z jaką prędkością podróżuje ich pociecha. Po dokładnym sprawdzeniu danych z GPS na jaw wyszło, że nie zgadzają się one z wartością wpisaną na mandacie przez policjanta (nie ujawniono, czy oznacza to, że młodzieniec w ogóle nie przekroczył prędkości, czy też, że przekroczył ją mniej drastycznie)

Ojczym chłopaka (były policjant) w tej sytuacji zdecydował się na skierowanie sprawy do sądu - jego zdaniem, dane z urządzenia GPS są zdecydowanie bardziej wiarygodne, niż wskazania ręcznego fotoradaru (które są o wiele bardziej wrażliwe na błąd pomiarowy). Rodzice Shauna będą domagali się anulowania kary.

Policja na razie nie komentuje tych informacji. Pierwsza rozprawa w tej sprawie odbędzie się za kilka tygodni.


Zobacz również