Gęsi europejskie

Drodzy moi, niedawno jeden z czytelników Kina Domowego pożalił mi się, że filmy na DVD opracowywane są tak niechlujnie, że NAWET NIE MA NA NICH ŚCIEŻKI Z LEKTOREM!!! Sparaliżowało mnie ze zgrozy: a więc jednak ideał luksusowego oglądania kina przez oświeconych ludzi (czyli umiejących czytać napisy) sięgnął bruku. Do kina domowego dorwało się pokolenie wychowane na kasetach VHS. Pokolenie, które "słucha" filmów, zamiast je oglądać. Pokolenie filmowych barbarzyńców...

Drodzy moi, niedawno jeden z czytelników Kina Domowego pożalił mi się, że filmy na DVD opracowywane są tak niechlujnie, że NAWET NIE MA NA NICH ŚCIEŻKI Z LEKTOREM!!! Sparaliżowało mnie ze zgrozy: a więc jednak ideał luksusowego oglądania kina przez oświeconych ludzi (czyli umiejących czytać napisy) sięgnął bruku. Do kina domowego dorwało się pokolenie wychowane na kasetach VHS. Pokolenie, które "słucha" filmów, zamiast je oglądać. Pokolenie filmowych barbarzyńców...

Zwolennicy lektora argumentują, że przez lata przyzwyczaili się do tego sposobu opracowywania polskiej wersji zagranicznych filmów, że głosu czytającego listę dialogową praktycznie nie słyszą, że to lepsze niż dubbing, bo jednak można wychwycić prawdziwe głosy aktorów grających w filmie. No dobrze, a czytać napisy to nie łaska? Słuchać dialogów po angielsku, francusku, hiszpańsku, niemiecku i sprawdzać na dole ekranu, co one znaczą? Wydawałoby się, że taki sposób oglądania filmów jest dla narodu legitymującego się wyższym niż przeciętny ilorazem inteligencji (co wykazały niedawno odpowiednie testy) jak najbardziej właściwy. Na dodatek - oprócz niezakłóconego kontaktu z oryginalną ścieżką dźwiękową - pozwala, niejako przy okazji, uczyć się języków obcych.

No i właśnie tutaj jest chyba pies pogrzebany! Czego jak czego, ale języków to my się uczyć nie lubimy. Jesteśmy w tym względzie gorsi nawet od Francuzów, którym się wydaje, że jeśli ktoś nie rozumie francuskiego, to tym gorzej dla niego, i demonstracyjnie odmawiają nawet w awaryjnej sytuacji przejścia na powiedzmy angielski. My lubimy jeszcze w takich razach dorzucić narodowe powiedzonko, że "Polacy nie gęsi i swój język mają". Brzmi dumnie, ale wypada głupio. Wychodzi bowiem, że jednak jesteśmy gęsi...

Wchodząc do Unii Europejskiej bez powszechnej znajomości języków obcych przez obywateli, sami siebie skazujemy na to, by zostać na uboczu. W interesach sam wdzięk nie wystarczy, trzeba się umieć dobrze i precyzyjnie porozumieć. Filmy z napisami to bezpłatna szkoła języków obcych w wymiarze uniwersalnym, ogólnonarodowym. Wystarczy popatrzeć na wyniki takiej edukacji, wybierając się na wakacje do Szwecji, Norwegii czy Holandii. Prawie wszyscy są tam przynajmniej dwujęzyczni. Obcość i ksenofobia zostały dzięki temu praktycznie wyeliminowane, a manifestowana przez mieszkańców tych krajów umiejętność odnalezienia się w organizmie zjednoczonej Europy musi budzić podziw.

Ale Szwedzi, Norwedzy czy Holendrzy nie znają pojęcia lektora czytającego filmy! Oglądają je w oryginale: na przykład słuchając po angielsku, a czytając po szwedzku. Przecież to łatwizna! A dzięki temu nie zostaje się gęsią europejską, która zagadnięta na ulicy przez obcokrajowca umie tylko odpowiedzieć po swojemu: gę, gę, gę.

Kino domowe jest obecnie najbardziej wyrafinowanym przykładem kultury korzystającej z osiągnięć elektroniki i techniki cyfrowej. Używany przez nie nośnik, czyli płyta DVD, należy do najdoskonalszych sposobów zapisu sztuki wizualnej i dźwiękowej. Postarajmy się więc sprostać maszynom, których używamy, i przynajmniej stanąć na tym samym poziomie zaawansowania co one! Bądźmy wyrafinowani! Nie korzystajmy z protezy, stawiającej nas na pozycji kulturowego parobka: oglądając filmy na DVD, nie włączajmy ścieżki z nagranym głosem lektora! Po prostu nie zauważajmy jej istnienia. I jeszcze jedno: miejmy świadomość, że domaganie się wersji filmu "z lektorem" na DVD daje o nas fatalne świadectwo. W najlepszym razie znaczy to, że jesteśmy zacofani.

Tomasz Raczek - Krytyk filmowy i wydawca. Prowadzony przez niego Instytut Wydawniczy Latarnik wydaje książki poświęcone filmowi i mediom. Autor książki "Pies na telewizję". Z Zygmuntem Kałużyńskim stworzył duet znany z telewizji, publikacji prasowych (Wprost) i książek: "Poławiacze pereł", "Perłowa ruletka tomasz_raczek@idg.com.pl


Zobacz również