Gigantyczny cień chińskiego smoka

Lęk przed rosnącą potęgą gospodarczą Chin jest na Zachodzie powszechny. Ale czy do końca racjonalny? – pyta The Economist.

Rower śmiało można nazwać sztandarowym chińskim produktem. Ale przemysł rowerowy stał się również symbolem lęku, jaki Chiny wzbudzają u reszty świata. Lęku przed fenomenalnie szybkim wzrostem popartym ekspansją na rynki rozwinięte i rozwijające się. Chiński sukces welocypedowy podkopał wszędzie produkcję jednośladów. Chiny są w tej chwili producentem 60% wszystkich rowerów sprzedawanych na świecie (w tym 86% sprzedawanych w USA). Chiny wymusiły też na innych producentach tak znaczną obniżkę cen rowerów, że większość światowych fabryk walczy obecnie o przetrwanie.

Pesymiści uważają, że przemysł rowerowy to zaledwie preludium. Przedstawiciele sektora przemysłu tekstylnego i odzieżowego obawiają się coraz bardziej chińskiej konkurencji. Chiny to zatem zły sen licznych pracowników branży tekstylnej. Już teraz Państwo Środka jest największym światowym eksporterem odzieży, a przeciętna płaca wynosi 40 centów za godzinę - mniej niż jedna trzecia stawki za godzinę np. w Meksyku. Chiny stały się członkiem Światowej Organizacji Handlu (WTO) i skorzystają już niebawem z umowy o wyeliminowaniu do 2005 r. kontyngentów na import tekstyliów. I jak wynika z wyliczeń Banku Światowego, udział Chin w światowym eksporcie odzieży zwiększy się z dzisiejszych 20% do 50% jeszcze do końca bieżącej dekady.

Następne maja być buty, półprzewodniki oraz telewizory. Już w tej chwili Chiny zwane są przez niektórych „warsztatem świata” i porównywane są z Manchesterem z czasów Rewolucji Przemysłowej. Przyciągają również coraz więcej zagranicznych inwestorów.

Jednak nie należy aż tak bardzo obawiać się chińskich smoków. Jednym z pozytywnych zjawisk jest masowe przesiadanie się Chińczyków z licznie produkowanych rowerów do samochodów. W ubiegłym roku sprzedaż nowych samochodów przekroczyła w Chinach po raz pierwszy liczbę jednego miliona, a w tym roku ma wzrosnąć jeszcze o 20%. A producentami tych aut są firmy takie jak Volkswagen (Chiny są dla tego koncernu drugim największym rynkiem zbytu po Niemczech), czy General Motors.

Chiny (wraz z Hong Kongiem) już teraz importują z pozostałych krajów azjatyckich więcej niż Japonia. Wraz z rozwojem Chin będzie rósł nie tylko wielki eksporter ale również ogromny rynek zbytu dla innych krajów. Jeśli więc nic tego procesu nie zakłóci, skorzystać mogą wszyscy.

Chińska gospodarka jest gigantyczna. W kategoriach USD, Produkt Krajowy Brutto jest szósty co do wielkości w świecie. Ale w kategoriach parytetu siły nabywczej (czyli po uwzględnieniu różnic cenowych) - drugi, po USA, z 11,8-proc. udziałami w PKB całego świata. Wzrost ekonomiczny również jest imponujący – w ubiegłym roku wyniósł 8%, co uczyniło Chiny najdynamiczniej rozwijającą się dużą gospodarką na świecie.

Nadwyżka handlowa Chin w 2001 roku wyniosła ponad 30 mld USD. Od czasu otwarcia gospodarczego w 1978 roku udział Państwa Środka w światowym handlu wzrósł ponad czterokrotnie. Jednak takiego samego skoku dokonała Japonia w latach 1955 – 1985 i „azjatyckie tygrysy” w latach 1965 – 1995.

Wraz z rozwojem gospodarczym Chin niektóre państwa mogą poczuć się zagrożone w swojej konkurencyjności i próbować się bronić. Na przykład europejscy producenci rowerów wymogli na Unii Europejskiej wprowadzenie ceł na produkty chińskie, oskarżając Chiny o dumping.

Poza tym Chiny wchłaniają coraz więcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które w ubiegłym roku osiągnęły w tym kraju wartość 53 mld USD. Liczby te świadczyć mogą również jednak o słabym systemie finansowania przedsiębiorstw w samych Chinach.

Większość lęków spowodowanych chińskim cudem gospodarczym jest mocno przesadzona. Jednak nie we wszystkim – m.in. nie w kwestiach związanych z kosztami pracy. Przeciętne wynagrodzenie za godzinę pracy w sektorze wytwarzania to 60 centów, co stanowi 5% płac amerykańskich i 10% niektórych państw azjatyckich. Jeśli dodać do tego niewyczerpane zasoby siły roboczej, otrzymujemy bezkonkurencyjnego przeciwnika w przemyśle wymagającym dużych nakładów pracy: 70% obecnego chińskiego eksportu to ubrania, zabawki, obuwie, meble itp. Z kolei jednak w sektorze produktów wymagających wysokich nakładów kapitałowych Chiny produkują, ale nie eksportują.

Różnice w płacach w poszczególnych krajach powinny mieć – jak głoszą podręczniki ekonomii – odzwierciedlenie w produktywności i z czasem różnice te powinny się wyrównywać. Jednak w Chinach, z powodu gigantycznego nadmiaru siły roboczej i bardzo dużej migracji ze wsi do miast, produktywność w ostatnich latach rosła znacznie szybciej niż płace.

Może dlatego wiele gospodarek wschodzących, które opierają się na przemyśle wymagającym wysokich nakładów pracy a nie kapitału, obawia się chińskiej konkurencji. Ale już dla bogatych gospodarek, dysponujących dużym kapitałem, Chiny są krajem wielkich możliwości.

Także w samym Państwie Środka ekonomiści mówią czasem o „gospodarce rowerowej”. Tyle, że nie mają przy tym na myśli eksportu tanich rowerów ale potrzebę ciągłego ruchu chińskiej gospodarki do przodu, aby zapobiec upadkowi. Kiedy ta gospodarka przekształci się w bardziej rynkową, państwowe obecnie firmy będą musiały zwolnić miliony pracowników. Jedynie prężnie rozwijające się nowe przedsiębiorstwa będą mogły tych ludzi wchłonąć. Tak więc silna gospodarka Chin nie jest dla reszty świata problemem – uważa The Economist. Świat powinien drżeć przed tym co stanie się, jeśli tej militarnej potędze powinie się noga w drodze do potęgi gospodarczej.


Zobacz również