Goło i niewesoło

Rok 2001 dobiegł końca. Wraz z nim skończyła się również dotychczasowa formuła finansowania polskiego kina. Jest to z pewnością smutny finał, zważywszy że już w lipcu skończyły się jakiekolwiek pieniądze na wspieranie polskich produkcji.

Rok 2001 dobiegł końca. Wraz z nim skończyła się również dotychczasowa formuła finansowania polskiego kina. Jest to z pewnością smutny finał, zważywszy że już w lipcu skończyły się jakiekolwiek pieniądze na wspieranie polskich produkcji.

Wielką radość, jaką wyrażali organizatorzy Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni z mnogości i różnorodności rodzimej produkcji, można określić jako łabędzi śpiew... Główną zaletą festiwalu jest nie tyle jego ranga artystyczna, co raczej możliwość podsumowania tego, co nasi filmowcy dokonali w danym roku. Plebiscytowy charakter festiwalu polega na tym, że bez wstępnej selekcji startują w nim wszyscy, którzy w danym roku wyprodukowali film. Stąd zawrotna liczba 31 tytułów, która faktycznie pozwala określić, dokąd zmierza polskie kino, kto je sponsoruje i na jakich zasadach. W roku 2001 zrobiliśmy 200 procent normy... ale co dalej?

Kino wysokich lotów

Przyjęło się u nas określenie: "jak na polskie warunki, to bardzo dobry film". Tegoroczny film Roberta Glińskiego Cześć, Tereska zdobył wiele nagród na międzynarodowych festiwalach i udowodnił tym samym, że jest dobry nie tylko "jak na polskie warunki". Ten paradokumentalny obraz jest szczególny w polskim kinie, chociażby ze względu na prawdę, jaką niesie i mocne osadzenie w realiach. Polskie kino cierpi przecież na totalne odrealnienie, nawet jeśli opisuje istniejący problem czy konflikt, to bohaterowie - przeciętnie sytuowani obywatele - mieszkają w wypieszczonych willach urządzonych w najgorszym razie w stylu IKEA. Swoją drogą zastanawiam się, czy przypadkiem realizatorzy naszych filmów nie podpisali kontraktu z tą firmą na aranżację wnętrz. Z pewnością nie zrobił tego Robert Gliński.

Cześć, Tereska pokazuje ohydne, szare warszawskie blokowisko. Bohaterka mieszka z siostrą i rodzicami w małym M2 - z wiecznie włączonym starym telewizorem, poszarzałymi firankami, zniszczonymi regałami i tapczanami, które pamiętają jeszcze czasy PRL-u.

Cześć, Tereska to prawdziwa wiwisekcja patologii życia w zdegradowanym środowisku społecznym. Czarno-białe zdjęcia, proste i przenikliwe zbliżenia, ostrość spojrzenia kamery sprawiają, że jest to porażający i smutny film. Szczególnie, że główne role zagrali wychowankowie domów poprawczych, wprowadzając do filmu autentyczny język i sposób zachowania. Robertowi Glińskiemu udało się wyłamać z obowiązujących w polskim kinie konwencji.

Kolejne dwa filmy, które z pewnością spodobają się zachodnim sąsiadom, a są tego warte, to Weiser Wojciecha Marczewskiego i Boże skrawki Yurka Bogayevicza. Opowiadają o losach żydowskich chłopców, o tajemniczym świecie dziecięcej wyobraźni, są wysmakowane estetycznie i pełne symboliki. W obydwu filmach występuje młodziutka Olga Frycz (córka aktora Andrzeja Frycza). Bogayevicz i Marczewski przedstawiają świat widziany oczami dzieci, które na swój własny sposób postrzegają tak fundamentalne zjawiska jak śmierć, tolerancja, miłość, świat nadprzyrodzony.

Z pewnością Weisera, Boże skrawki i Cześć, Tereska należy zaliczyć do filmów artystycznych dla wymagających i cierpliwych odbiorców. Jest to jednak kino na wysokim poziome. Filmy te mają już swoje miejsce w świecie, co jest wielkim sukcesem polskiej kinematografii. Zazwyczaj brakuje nam odpowiedniej promocji, a instytucje ku temu powołane - Film Polski i Komitet Kinematografii (który rząd przeznaczył w grudniu do likwidacji) - nie spełniają już swoich funkcji, pozostawiając większość zmartwień producentom i reżyserom.


Zobacz również