Grand Theft Auto: Vice City Stories - zapowiedź

Serii GTA stukną już niedługo - bo za rok - dziesiąte urodziny i z tej okazji w październiku 2007 ma wyjść długo oczekiwana GTA IV. W listopadzie bieżącego roku na półki sklepowe trafia Grand Theft Auto: Vice City Stories, niestety (a może stety) jedynie dla posiadaczy konsol PlaySation Portable. Już dziesiąta gra pod szyldem GTA wnosi do całej serii co najwyżej delikatny powiew świeżości. Jak dla mnie to stanowczo za mało, jak na cenę 259,90 PLN. Śmiem twierdzić - czyste zdzierstwo.

Aż wstyd, że panowie z Rockstar Games prowadzą tak niskich lotów praktyki marketingowe - jak najtaniej zrobić, jak najdrożej sprzedać. W końcu są oni traktowani przez fanów GTA niemalże jak bożyszcza. A to nieładnie skubać swoje wierne owieczki, bardzo nieładnie. Już nie wspomnę, że niektórzy zapaleni gracze mają mniej latek niż sama seria. Oczywiście nieoficjalnie, bo jak doskonale wiadomo, gra jest znacznie brutalniejsza niż lecący o godzinie dwudziestej w telewizji film o mafii i żaden gracz poniżej osiemnastego roku życia nie powinien się do niej zbliżać.

Narodziny pewnego diabełka

O GTA mówi się źle, bardzo źle. W niektórych toruńskich kręgach uważana jest nawet za nieślubne dziecko Osamy Bin Ladena i Lucyfera. Że to niby przez nią nasze pociechy mają wypaczone umysły, strzelają w szkołach do swoich rówieśników, że zaciera im się granica między grą, a rzeczywistością, między dobrem, a złem. W sumie to stek bzdur, bowiem z autopsji wiem, że można wiele lat grać w brutalne, antyspołeczne gry i wyrosnąć na normalnego, porządnego człowieka.

Czasami się zastanawiam, co może mieć gorszy wpływ na psychikę - moje 10 lat grania w wynaturzone i przepełnione przemocą gry komputerowe, czy mojego ojca 2 lata spędzone w wojsku... W sumie to nie wiem, gdyż obaj nie mamy żadnego problemu z normalnym życiem.

Grand Theft Auto to określenie wymyślone przez amerykańskich policjantów, znaczące tyle co "bardzo zuchwała kradzież samochodu". Jak widzimy, nazwa świetnie oddaje ducha gry, bo aroganckie kradzieże aut w GTA to chleb powszedni. Każda fura w wielkim mieście może być nasza, czyż to nie porusza wyobraźni? Oprócz dostarczania nielegalnie posiadanych pojazdów w określone miejsca, mamy jeszcze wiele innych ciekawych zadań do wykonania, jak napady, rozboje, zabójstwa.

Ostatni rodzaj zleceń da się załatwić na dwa sposoby: przejechać daną osobę (w jedynce słychać było w takim momencie oldschoolowe "plask") albo użyć naszego arsenału. W każdej części występuje podstawowy zasób broni: pięści (ale ciężko nimi stłuc przeciwnika ze skutkiem śmiertelnym), pistolet, karabin maszynowy oraz bazooka. Dodatkowo w zależności od wersji w nasze kryminalne łapska trafia bejsbol, uzi, miotacz ognia, ciężki karabin maszynowy i jeszcze kilka ciekawych zabawek.

Krótka historia walki dobra ze złem

Młodsi gracze zapewne nie pamiętają, że pierwsze dwie części wykonane były w prościutkim dwuwymiarze... Zachęcam do ściągnięcia z Internetu w celach edukacyjno-archeologicznych z oficjalnej strony producenta. Są one tak stare, że autorzy udostępnili je w sieci za darmochę. A jak się Wam nie chce, to zerknijcie na screeny. Paskuda? Jeśli tak myślicie to trudno, nie dziwię się - jeśli mojej historii z GTA nie zaczynałbym w 1997 roku, a cztery lata później kiedy to wyszła trójka - też bym pewnie tak sądził.

Szczęśliwie miałem okazję pobawić się w "jedynkę" wtedy kiedy ona wyszła, stąd mojego zdania na pewno nie wypaczy czas jaki minął od jej premiery. Grając w nią zarwałem nie jedną nockę i nie jedno wspomnienie jest z nią związane. Kiedy pojawiła się na rynku, to był szok, społeczność graczy po tym wydarzeniu była w ekstazie. Grand Theft Auto był ewenementem, zakazanym owocem, który smakował najbardziej. Opinia publiczna była oburzona, kółka wychowawczo-rodzicielskie wszczynały krucjaty przeciwko deprawatorom ich pupili, chciano zakazać wydawania tej gry.

Cóż to były za czasy. Emocje trochę opadły, choć temat wpływu gier na nieukształtowane, młode główki graczy wciąż jest bieżący. Twórcy z Rockstar Games nie są tym faktem zbytnio przejęci, zapotrzebowanie na GTA z rokiem na rok rośnie, a ilość przypadków zgubnego wpływu brutalności w grach spada. Jaki jest tego morał? Czy komuś się podoba czy nie, GTA jest grą świetną, wielce popularną, gdyż większość ludzi czasem lubi wcielić się w grze w gangstera, czy obejrzeć film sensacyjny, tudzież, w którym oprócz przemocy i przekleństw nie ma praktycznie nic. Tak już po prostu mamy.

Stara, nowa gra

Nie trzeba być Sherlockiem Holmsem, aby domyśleć się, że GTA: VCS nawiązuje do pecetowego Vice City. Akcja rozpoczyna się dwa lata wcześniej, a mianowicie w 1984 roku, a naszym głównym bohaterem będzie Victor Vance - 28-letni żołnierz piechoty morskiej i brat doskonale pamiętanego Lance'a Vance'a. Tyle nowinek, jeśli chodzi o scenariusz.

Główne zmiany polegają na usunięciu starych, tudzież wprowadzeniu nowych opcji, nic nadzwyczajnego. Wycięto możliwość zmiany ubioru głównej postaci. Victor nie będzie mógł również wspinać się ani przeskakiwać przez mury, czy płoty. Ale to jeszcze nic, bo "naszych" aut nie będziemy mogli malować - a to już jest przegięcie. Tradycja związana ze zmianą koloru nadwozia kradzionego auta sięga początków serii, nie można tego zmieniać od tak sobie.

Jeśli zaś chodzi o pozytywne modyfikacje, to jest ich na szczęście więcej. Od strony wizualnej sprawa przedstawia się tak: wzbogacono paletę kolorów, przez co niektóre efekty takie jak wschód czy zachód słońca stają się głębsze i bardziej realistyczne. Wprowadzone zostanie nowe zjawisko atmosferyczne - huragan. Powiększono zasięg "draw distance", co oczywiście wpływa na realność świata. Jedną z największych wad dzisiejszych gier wielkoobszarowych jest właśnie załamywanie się widoku, co zdecydowanie nie poprawia im wizerunku jako wielce realistycznych.

Autorzy stworzyli nowy system animacji, który ma działać na zasadzie tzw. lalki. Chodzi oczywiście o widowiskowe, nienaturalne, jakby przesadne upadki. Miasto zostanie urozmaicone nowymi budynkami. Na uwagę zasługuje głównie park Ocean Beach, w którym znajduje się Diabelski Młyn. W trakcie rozgrywki bez problemu będziemy mogli do niego wejść i podziwiać okolicę z perspektywy FPP. Na ulicach natomiast mają pojawić się nowe pojazdy, więcej różnorodnych ludzików i obiektów. Będą w taki sposób generowany, aby podobne jednostki występowały jak najrzadziej.

Victor, w przeciwieństwie do Tommy'ego Vercetti z GTA: VC będzie potrafił pływać (umiejętność dobrze nam znana z San Andreas). Paleta niekonwencjonalnych pojazdów zwiększy się o skutery wodne oraz dodatkwe helikoptery, a z konwencjonalnych nowe motocykle. Uzbrojenie ma być wzbogacone o kolejne rodzaje broni, jednakże autorzy milczą, o jakie modele chodzi. Do podręcznego zestawu dołączona zostanie lornetka. Podczas prowadzenia samochodów oczywiście będziemy mogli słuchać różnych stacji radiowych. Zostały one zaktualizowane o najnowsze utwory z różnych gatunków muzycznych.

Autorzy zapowiadają lepszą zabawę. Misje mają być jeszcze ciekawsze i jeszcze bardziej rozbudowane. Teoretyczny czas spędzony przy przechodzeniu misji znacznie wydłużono w porównaniu z Vice City. Ponadto panowie z Rockstar Games majsterkowali przy ładowaniu się kolejnych poziomów. Czas oczekiwania między jedną a drugą misją został skrócony do minimum.

Prztyczek w nos graczy

GTA: VCS to projekt przeciętny, a można by rzec - poniżej przeciętnej. Typowe marketingowe przedsięwzięcie. Zmienić kilka rzeczy, coś tam poprawić i sprzedać za taką cenę, jakby to był projekt tworzony od podstaw. Powiedzmy sobie szczerze, takie praktyki są nieuczciwe wobec graczy. Twórcy mogą się bronić - nikt nikomu nie karze kupować tej gry, ale to nie jest dobre wytłumaczenie.

Nie warto tak pędzić za zyskiem. Każdemu może się zdarzyć słabsze dzieło, tak jak najlepszemu piłkarzowi zdarzają się gorsze mecze. Nie ma w tym nic złego, tak zbudowany jest nasz świat. Ale jeśli coś specjalnie jest słabe, bo stworzone po najmniejszej linii oporu, a zarazem drogie, jakby produkcja i reklama pochłonęła niewiadomo ile pieniędzy, to już dzieje się źle. Niestety, tak się w dzisiejszych czasach robi biznes.

Decyzja czy kupić Grand Theft Auto: Vice City Stories należy oczywiście do samych graczy. Ja bym tą pozycję polecił jedynie największym fanom... Może zdarzą się przypadki zagorzałych wielbicieli GTA, którzy kupią przenośnią konsolę SONY specjalnie dla tej gierki, wszak jak wiemy, fanatyzm zdolny jest do wielu rzeczy.

GTA: Vice City Stories

Producent: Rockstar Games

Wydawca: Rockstar Games

Dystrybutor PL: Cenega Poland

Data premiery: listopad 2006

Prognoza: tylko dla zatwardziałych fanów serii


Zobacz również