Grim Fandango

Wielu ludzi twierdzi, że gatunek gier przygodowych umarł. Tą teorię obaliła jednak firma LUCASARTS, która właśnie wypuściła na rynek produkt zatytułowany GRIM FANDANGO. Mimo, iż gra traktuje o śmierci, nie oznacza to bynajmniej, aby była to ostatnia przygodowa produkcja ludzi Georga Lucasa. Powaracający z wycieczki po krainie zaświatów LKR przygotował dla Was recenzję.

Wiele już w swoim życiu widziałem gier przygodowych. Poczynając od klasycznej serii QUEST'ów oraz innych tego typu gier wydanych przez SIERRĘ, poprzez perypetie mieszkańców krainy KYRANDIA kończąc na kreskówkowym SAM & MAX i TOONSTRUCK. To tylko niektóre pozycje z niezliczonych produkcji, w których naszym zadaniem jest chodzić, używać przedmiotów, rozmawiać z napotkanymi postaciami i bezustannie katować lewy, a czasami prawy przycisk ukochanej myszy. Gatunek ten niestety przeżył już chwile swojego największego rozkwitu, ale mimo to producenci nie rezygnują z wydawania adventure'ów. Na przeciw oczekiwaniom "zgłodniałych" fanów postanowiła wyjść firma LUCASARTS znana dotychczas z produkcji związanych ze światem STAR WARS. Jednak nie jest to pierwsza próba tego producenta wkroczenia w świat gier przygodowych. Ma on już za sobą tak znane tytuły jak chociażby obie części MANIAC MISSION (ta druga bardziej znana jako DAY OF TENTACLE), wspomniany wyżej SAM & MAX oraz FULL THROTTLE. Najnowsza zaś przygodówka ze stajni Georga Lucasa to GRIM FANDANGO.

Tym razem w ręce graczy trafia produkt pod wieloma względami niekonwencjonalny. Pierwszym przemawiającym za tym twierdzeniem argumentem jest świat, w którym toczy się akcja. Nie mamy bowiem do czynienia z mistycznym lądem pełnym pięknych księżniczek, ani futurystycznym miastem rządzonym przez wielką korporację. Zamiast tego zostajemy przeniesieni do Krainy Umarłych, gdzie

będziemy musieli spędzić aż cztery lata. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że znaleźliśmy się w zupełnie beznadziejnym położeniu, zważywszy na to, że kierowany przez nas bohater należy do grona "żywych inaczej". Jednak nie powinniśmy się zbytnio martwić, ponieważ mamy zaszczyt wcielić się w rolę agenta Manny'ego Calavery odprawiającego nieżywych do upragnionego Dziewiątego Hadesu z pomocą służbowego czarnego wdzianka z obowiązkowym kapturem oraz składanej kosy. Oczywiście nie każdy uda się na miejsce przeznaczenia superszybkim pociągiem, statkiem czy innym środkiem transportu. Niektóre ubogie w dobre uczynki dusze będą skazane na czteroletnią tułaczkę po Krainie Umarłych. Niestety pech nie opuszcza nas nawet na moment i musimy się zadowalać tą gorszą warstwą klienteli, podczas gdy konkurent Domino otrzymuje same intratne zlecenia, przy których nie trzeba się wiele napocić. Gdy w umyśle Manny'ego rodzi się pomysł aby podebrać

rywalowi klienta okazuje się, że trafił na bardzo wyjątkową osobę posiadającą przepełnioną dobrem duszę. Niestety znów wpadka i nieszczęsna Mercedes Colomar zamiast mknąć do raju, zostaje w zaświatach na przymusowych wakacjach. Naszym zadaniem jest przez cztery długie lata śledzić jej poczynania i chronić ją przed niebezpieczeństwem. Oczywiście cały czas niczym cień podążać będzie za nami pech...

GRIM FANDANGO jest grą wzorowaną na słynnej serii ALONE IN THE DARK. Programiści z LUCASARTS naprawdę postarali się, aby ich dzieło wyglądało jak najlepiej. W grze możemy obserwować ogromny żyjący własnym życiem (śmiercią?) świat wypełniony najróżniejszymi postaciami. Oczywiście istnieją pewne ograniczenia i nie wszędzie możemy się w danej chwili udać. Ale mimo to klimat budowany przez zachodzące podczas grania wydarzenia, przeplatane świetnej jakości sekwencjami animowanymi, jest po prostu niesamowity i mamy wrażenie uczestnictwa w bardzo dobrze wyreżyserowanym interaktywnym filmie. Oczywiście w każdym z czterech epizodów, na które podzielona jest gra, znajdziemy się w innym zakątku Krainy Umarłych. Mi osobiście najbardziej spodobał się rok spędzony w nadmorskiej miejscowości Rubacava, gdzie ubrany

w gustowną białą marynarkę Manny posiadałem własną kafejkę i kasyno, a wszystko dzieje się podczas pełni księżyca przy akompaniamencie znakomicie brzmiącej muzyki z lat 60. Po prostu coś niesamowitego!

Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to GRIM FANDANGO jest istnym dziełem sztuki. Przepięknie wyrenderowane lokacje, z których każda jest nieraz pokazywana z kilku różnych ujęć kamery, oraz trójwymiarowe po mistrzowsku zaprojektowane postacie sprawiają, że pozornie martwa Kraina Umarłych żyje. Dodatkowo nastrój tworzą pojawiające się w dość sporej liczbie sekwencje animowane (można powtórzyć ujrzany wcześniej fragment za pomocą specjalnej opcji w menu) rzedstawiające ważniejsze wydarzenia dziejące się w zaświatach. Ciekawą rzeczą jest możliwość dopalenia "silnika" gry przy pomocy akceleratora 3D, co jest rzeczą nowatorską w grach przygodowych. Po uaktywnieniu wsparcia sprzętowego grafika wygląda jeszcze lepiej, co znacznie uprzyjemnia odbiór.

Warstwa dźwiękowa najnowszego dzieła ludzi z LUCASARTS jest podobnie jak oprawa wizualna nienaganna. Podczas przygody graczowi towarzyszy bardzo przyjemna dla ucha muzyka zmieniająca się w zależności od miejsca pobytu. Z głośników dobiegają często meksykańskie rytmy z banjo w roli głównej, znakomite saksofonowe kawałki pachnące latami 60 oraz inne równie dobre utwory. Jednym słowem muzyczna uczta dla uszu. Efekty dźwiękowe są również pierwszych lotów, a dobrej jakości angielskie partie dialogowe (przeplatane od czasu do czasu meksykańsko brzmiącymi wyrazami) również zasługują na uwagę.

Moim zdaniem GRIM FANDANGO z pewnością zajmie miejsce w Panteonie najlepszych gier przygodowych końca XX wieku, do czego przyczynią się świetnie opracowana warstwa fabularna oraz po mistrzowsku zrobiona oprawa graficzna i dźwiękowa. Grę tą polecam przede wszystkim osobom, którym spodobały się takie produkcje jak trylogia ALONE IN THE DARK czy obie części LITTLE BIG ADVENTURE, gdyż nowe dziecko LUCASARTS jest pod wieloma względami podobne do tych gier. Produkt zawiera również wiele akcentów zaczerpniętych z kultury meksykańskiej (tradycja Dnia Zmarłych, niektóre zwroty

muzyka), ale wyszło mu to na dobre jeszcze bardziej uatrakcyjniając klimat. Chciałbym osobiście pogratulować wszystkim odpowiedzialnym za GRIM'a ludziom, życzyć im dalszych sukcesów w branży i jeszcze lepszych gier (szczególnie tych przygodowych).


Zobacz również