Hakujcie dla sportu!

Z Kevinem Mitnickiem, słynnym hakerem, autorem książki "Sztuka Podstępu" rozmawiają Jarosław Rokicki i Rafał Janus.

Z Kevinem Mitnickiem, słynnym hakerem, autorem książki "Sztuka Podstępu" rozmawiają Jarosław Rokicki i Rafał Janus.

Rafał Janus: Przeszedłeś do historii jako jeden z największych hakerów. Jak Ci się podoba Twoje nowe życie? Jakie teraz stoją przed Tobą wyzwania?

Kevin Mitnick: Jednym z elementów zajmowania się hakerstwem jest dreszcz emocji związany z faktem, że trafiamy do miejsc, w których nie powinno nas być. Jesteśmy nieco podstępni, ale nasze działania przypominają trochę poszukiwanie skarbów. W obecnej pracy nie ma miejsca na tego typu odczucia. Pisanie jednak sprawia mi ogromną przyjemność i nawet pracuję już nad kolejną książką. Prawdopodobnie uzupełnię też zawartość "Sztuki Podstępu", która zostanie wydana również w miękkiej oprawie. Aktualne wydanie książki w USA zostało wydrukowane w twardej oprawie – tutaj [w Polsce] książka została wydana w obu.

W przeszłości byłem osobą, która z niezwykłą łatwością znajdowała sposoby na penetrację systemów komputerowych, manipulowanie technologią oraz znajdowanie dziur w oprogramowaniu. Znałem również techniki zwodzenia ludzi, które pozwalały mi dostać się do ich systemów. Teraz, kiedy profesjonalnie zajmuję się ochroną systemów i pomagam firmom, czy agencjom rządowym w zabezpieczaniu danych, wyzwania są takie same - tyle że teraz płacą mi za włamywanie się do systemów.

Jarosław Rokicki: Jest takie znane przysłowie: „ciągnie wilka do lasu”. Czy ciąży na Tobie cień przeszłości? Nie brakuje Ci emocji związanych z nieautoryzowaną penetracją systemów komputerowych?

Nie param się już nielegalnym hakerstwem, więc zniknął "dreszczyk emocji" związany z tym, że trafiamy do miejsc, w których nie mamy prawa być. Mam już jednak 39 lat i nie potrzebuję już tego rodzaju emocji. Teraz mam rodzinę, o którą muszę zadbać. Mam już inne cele – będąc hakerem, żyłem z dnia na dzień - to była gra, hobby. Nie robiłem tego, aby zarabiać pieniądze, krzywdzić ludzi czy też niszczyć dane. Teraz, kiedy jestem dorosły i straciłem 5 lat z mojego życia (ponieważ spędziłem cztery i pół roku w więzieniu) chcę żyć moim marzeniem o posiadaniu rodziny i udanej karierze zawodowej. Teraz, kiedy jestem po drugiej stronie barykady, pragnę wykorzystywać umiejętności nabyte w tamtych czasach, aby pomagać firmom w kwestiach bezpieczeństwa.

Czy Kevin Mitnick rzeczywiście jest teraz takim człowiekiem, za jakiego się podaje? W bezpośredniej rozmowie jest bardzo przekonujący, ale w formie żartów lubi wracać do swojej przeszłości. Na koniec spotkania, kiedy wymienialiśmy się wizytówkami, Kevin spytał: "Czy wiesz, co socjotechnik robi z otrzymaną od kogoś wizytówką?" – pokręciłem przecząco głową, a wtedy on odwrócił się do swojego współpracownika i wręczając mu wizytówkę przedstawia się moim nazwiskiem!

Zapytany po oficjalnej części wywiadu o to czy zdawał sobie sprawę z tego, że pracownicy hotelu w którym mieszkał mieli problemy z systemem komputerowym odpowiedział krótko:

„Nie mam tu wystarczających środków technologicznych aby włamać się do systemu. Korzystam tu ze zwykłego połączenia dial-up. Na dodatek nie mogę nawet z jakiegoś powodu połączyć się z numerem dostępowym do Internetu, a jak już się połączę, transfer wynosi 26,4. Do bani! Nie mogę nawet sprawdzić swojej poczty!”.

No cóż! Witaj w Polsce, Kevin! ;-)

Jarosław Rokicki: Czym zajmowałeś się po wyjściu z więzienia? Jak wiemy nie mogłeś korzystać ze swoich umiejętności i kochanych zabawek, takich jak komputery czy telefon komórkowy...

Po wyjściu z więzienia proponowano mi pisanie artykułów prasowych. Jedna z propozycji pochodziła od Stevena Brilla wydawcy pisma Brill's Content. Oferta dotyczyła pisania artykułów, krytykujących pisma komputerowe, dla jego internetowej strony Contentville. Rząd jednak nie pozwolił mi skorzystać z tej oferty, ponieważ byłem na trzy letnim okresie warunkowym i nie wolno było mi pracować w charakterze konsultanta, czy doradcy dla nikogo kto używa komputer. Było to śmieszne, ponieważ w Stanach wszyscy używają komputera. Musiałem więc wrócić do sądu i zaskarżyć tę decyzję. Sędzia ani nie przechylił się do mojej prośb,y ani jej nie oddalił. Jednak biuro kuratora sądowego stało się bardziej rozsądne jeśli chodzi o podejmowanie przeze mnie pracy i zezwolono mi na uprawianie zawodu dziennikarza.

Wkrótce zacząłem też prowadzić radiowy "talk show" pt. "Dark Side of the Internet", emitowany przez dużą stację radiową w Los Angeles. Założeniem programu było przybliżenie słuchaczom zasad działania Internetu i rozwianie mgiełki tajemniczości otaczającej sieć. Podczas programu opowiadałem ludziom o zaletach Internetu i wspaniałych rzeczach, które można dzięki sieci odnaleźć, jak również o tych miejscach i aspektach surfowania po Internecie, których należy się wystrzegać. Podczas programu poruszałem również zagadnienia związane z prywatnością i bezpieczeństwem w sieci. Zabawne w całej sytuacji było to, że opowiadałem słuchaczom o ciekawych miejscach w Internecie, nie mogąc osobiście dotknąć klawiatury. Stałem jednak tuż za współpracownikiem ze stacji i instruowałem go, gdzie i co ma zrobić. Obostrzenie było więc głupie, bo nie ma różnicy czy sam będę wystukiwał komendy na klawiaturze czy też będę mówił osobie przy siedzącej przy komputerze co i jak ma zrobić – efekt jest ten sam. W tym czasie jeździłem również po całych Stanach Zjednoczonych z odczytami na temat bezpieczeństwa i socjotechniki. To jest moja pierwsza podróż za granice USA, a Polska jest pierwszym krajem europejskim, który odwiedzam. Przez 15 lat obowiązywał mnie zakaz opuszczenia kraju i nie mogłem nawet opuścić granic Kalifornii bez stosownego zezwolenia. Po raz pierwszy mam więc okazję podziwiać obcy kraj i zetknąć się z obcą kulturą i zwyczajami.


Zobacz również