Halo: Reach - Piękne pożegnanie

Przez prawie dziesięć lat studio Bungie tworzyło kolejne odsłony serii Halo. Otrzymaliśmy pięć tytułów, w których braliśmy udział w wojnie toczonej między ludzkością i sojuszem kosmitów, nazywających siebie Przymierzem. Do sklepów trafiła właśnie ostatnia odsłona bestsellerowej serii autorstwa amerykańskiego studia. Czy gra warta jest wydania na nią ponad 150 złotych?

Już na wstępie trzeba napisać, że to bardzo udana produkcja. Halo: Reach potrafi oczarować nawet osoby, które nigdy nie były wielbicielami tej serii. Jest ono zarazem jednym z najmocniejszych, jeśli nie najmocniejszym tytułem wydanym w tym roku na Xboxa 360 i pozycją obowiązkową dla wielbicieli strzelanek. Niestety, kopia recenzencka dostarczona przed premierą gry, nie pozwalała toczyć bojów w sieci. Tekst obejmuje więc jedynie kampanię single player umieszczoną w Halo: Reach.

Sześciu wspaniałych

Fabuła Reach na pewno nie zaskoczy osób znających uniwersum stworzone przez Bungie. Rozpoczyna się ona na kilka tygodni przed wydarzeniami ukazanymi w pierwszej części serii - Halo: Combat Evolved. W grze przenosimy się na tytułową planetę. Jest rok 2552 i Ludzkość przegrywa wojnę z Przymierzem. Reach jest natomiast jedną z kluczowych kolonii. Za wszelką cenę próbujemy więc utrzymać nad nią kontrolę.

Gracz wciela się w bezimiennego superżołnierza, który dołącza do Noble, oddziału podobnych sobie wojaków. Znajdziemy wśród nich mocno oklepane postacie, takie jak potężnie zbudowany operator broni ciężkiej, snajper czy małomówny, ale skuteczny dowódca. O ile sama historia przedstawiona w grze jest całkiem niezła, to nasza drużyna jest bezbarwna i ciężko się do niej przywiązać. To jednak niewielka wada, na którą nie zwrócimy uwagi w trakcie kolejnych potyczek z Przymierzem.

Historia upadku

O ile naszego oddziału raczej nie będziemy wspominać przez lata, to ostatnie chwile planety Reach na pewno zapadną nam w pamięci. Bungie umiejętnie opowiada jej historię i - choć wiemy o tym już w momencie uruchomienia kampanii dla pojedynczego gracza - jest to historia niekoniecznie zakończona happy-endem. Ludzkość nie wymyśli żadnego genialnego planu, nie przeprowadzi samobójczej misji, która pozwoli uratować piękną planetę. Na jej powierzchni zostaną jedynie szczątki tysięcy poległych żołnierzy i wypalone szkielety miast. Co stanie się z naszym oddziałem? Tego musicie się dowiedzieć sami.

Gra na pewno spodoba sie wielbicielom strzelanek

Gra na pewno spodoba sie wielbicielom strzelanek

Możemy jedynie nadmienić, że w trakcie kilku lub kilkunastu (zależy to od wybranego poziomu trudności) godzin spędzonych z Halo: Reach, na pewno nie będziemy narzekali na nudę. Ludzie z Bungie praktycznie bezbłędnie złożyli swoje dzieło. Każda kolejna misja to coś nowego. Zaczynamy grę od wspólnego ataku całego oddziału na siły Przymierza. Chwilę później jest nas już tylko dwóch. Przeskakując z miejsca na miejsce, używamy karabinów snajperskich do eliminowania wrogów z dużej odległości. W jednej z kolejnych misji poruszamy się potężnym czołgiem, a kiedy indziej - po raz pierwszy w historii serii - siadamy za sterami kosmicznego myśliwca i walczymy z obcymi nad planetą. Znalazło się tu nawet miejsce na starcia piechoty, bijącej się w zerowej grawitacji na pokładzie olbrzymiego statku kosmitów. Halo: Reach dostarcza potężną porcję wrażeń.

Potęguje je także poziom trudności gry. Dokonujący inwazji wróg dysponuje olbrzymimi siłami i jeśli zacznie je na nas rzucać falami, będziemy musieli się wykazać naprawdę wielkimi umiejętnościami. Dodatkowo, żołnierze Przymierza są całkiem sprytni, a głupie błędy popełniają bardzo rzadko. Najczęściej atakują nas w grupie, czekając z ostatecznym atakiem do chwili, gdy zniszczone zostanie nasze pole siłowe. Zdarza im się również zaatakować z najmniej spodziewanej strony.

Jedyna wada to chwilowe, duże skoki poziomu trudności. Część układów, na jakie natkniemy się przechodząc kampanię, jest wyraźnie trudniejsza nawet od bitwy kończącej Halo: Reach. Mało ciekawy jest też fakt nieśmiertelności naszych towarzyszy broni. Sporadycznie zdarza się też, że wrogie jednostki nie atakują nas, kręcąc się po niewielkim fragmencie planszy.


Zobacz również