Hobbity atakują

Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać.

Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać.

Władcę Pierścieni J.R.R. Tolkiena w roku 1997 uznano za dzieło stulecia. A w dwa lata później ruszyła praca nad jego ekranizacją. Jest to jedno z największych przedsięwzięć w historii kina - naraz kręcone były trzy pełnometrażowe filmy, odpowiadające trzem tomom powieści.

Ponadtrzygodzinne widowisko jest wspaniałe. Zachwycają zarówno poszczególne sceny, piękne krajobrazy, świetnie dobrana muzyka, jak i ogrom pracy scenografów oraz projektantów kostiumów. Od pierwszej sceny filmu (wielkiej bitwy Ostatniego Przymierza, która prowadzi do upadku Saurona pod koniec Drugiej Ery), aż po ostatnią (rozpad Drużyny Pierścienia) znajdujemy się w magicznej krainie zwanej Śródziemiem. Krainie oddanej do ostatniego szczegółu - z różnorodnymi rasami, posiadającymi specjalne cechy fizyczne, z własną architekturą - niesamowitą, piękną i przerażającą zarazem. Syn Johna Tolkiena, Christoper, uznał, iż magii książki ojca nie da się przenieść na ekran. Miał rację, całej magii - nie. Ale film ma jej w sobie wystarczająco wiele, byśmy zapomnieli o realnym świecie. I byśmy w chwili zapalenia się świateł mieli ochotę od razu zobaczyć część drugą... A potem trzecią.

Trudno jest pisać o tym filmie nie popadając w zachwyt. Nie tylko bowiem szczegóły scenografii czy kostiumów są godne podziwu. Nie tylko krajobrazy i architektura Śródziemia ścinają z nóg. Nie należy się jednak dziwić, że tak właśnie jest - wszak w pracy nad filmem wzięli udział m.in. Alan Lee i John Howe, dwaj najsłynniejsi ilustratorzy świata Tolkiena. Ich rękę czuć nie tylko w scenografii, ale również w zdjęciach, będących jakby idealnymi kopiami płócien. Do tego dochodzi niezwykły wachlarz filmowych miejsc - spokojny Hobbiton (przez rok w naturalny sposób starzejący się i porastający kwieciem), niebezpieczne dla hobbitów Bree (nagle trafiają oni w świat Dużych Ludzi), mistyczne Rivendell (połączenie gotyku z art deco) czy magiczne Lorien (cudowny las).

Władca Pierścieni to niewątpliwie dzieło trudne do sfilmowania. Powodów jest wiele, a jednym z istotniejszych jest mnogość głównych bohaterów. Dziewięciu członków Drużyny Pierścienia wysuwa się na plan pierwszy, ale także drugoplanowe postacie są niezwykle istotne. Jacksonowi udało się jednak tak dobrać aktorów, że w najgorszym wypadku grają oni poprawnie. A kilku - w tym przede wszystkim Ian McKellen, czyli Gandalf - jest naprawdę wspaniałych. Wiele scen z tym ostatnim przyprawia o dech w piersiach. A cudowny moment walki ze stworzonym na komputerach Barlogiem zapada głęboko w pamięć. Inna scena, która, moim zdaniem, przejdzie do historii kina, to śmierć Boromira - chwyta za serce, a jednocześnie nie ma w niej ani krzty patosu czy bezsensowności. Piękna i przejmująca, po prostu.

Bardzo dobry jest również Elija Wood w roli Froda - teoretycznie najważniejszej postaci filmu. Teoretycznie, gdyż tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się Pierścień: potężny szepczący artefakt kuszący każdego. To on jest głównym antagonistą, choć Drużyna walczy przede wszystkim z orkami.

Film nie jest jednak idealny. Dwie sceny nakręcono z myślą o młodych widzach, więc starszych zapewne one rozbawią. Jedna jest całkowicie nieudana i przypomina nieco osiągnięcie naszych filmowców uzyskane w Wiedźminie. Można też mieć pewne zastrzeżenia do niektórych elementów fabularnych. No i tolkieniści będą z pewnością wieszać na obrazie psy, gdyż mimo zapewnień, scenariusz znacznie różni się od fabuły książki.

Podsumowując, film jest naprawdę niesamowity. Oferuje nie tylko bogatą gamę pięknych zdjęć, ale również pełną napięcia fabułę. Do tego rzucające na kolana efekty specjalne - te tradycyjne i te komputerowe. Historia została pięknie opakowana i przekazana. Jeśli zaś wierzyć plotkom, materiału nakręcono tyle, że wersja DVD będzie trwała 4,5 godziny!


Zobacz również