Hołd dla ekspresji wiecznie żywej

W kwietniu 1990 r. na festiwalu w Stuttgarcie, na scenie Theterhaus Jazz spotkało się jedno brzmienie, które wyszło z serca wielu kultur.

W kwietniu 1990 r. na festiwalu w Stuttgarcie, na scenie Theterhaus Jazz spotkało się jedno brzmienie, które wyszło z serca wielu kultur.

Jazz w wykonaniu takich gwiazd, jak: Steps Ahead, Rabih Abou-Khall, Archie Shepp Quartet, John Zorn & Naked City, Jörg Reiter & Charlie Mariano, Michael Kersting, Philip Catherine, Jasper Van't Hoff, Miroslav Vitous, Mike Stern & Bob Berg Band, Michel Petrucciani & Trio, Leni Stern Band oraz Samul Nori & Red Sun dostarczył wszystkim niezwykłej dawki ekspresji, która była swoistą mieszanką muzycznych smaków - z jednej strony orientalnych i egzotycznych, z drugiej, elektronicznych, podchodzących nawet pod tony rockowe.

Tego wieczoru pod szyldem "jazz" zebrało się wielu światowej sławy muzyków, którzy podzielili się z publicznością tym, co w jazzie jest najlepszego, jednocześnie przekazując indywidualną cząstkę własnej tradycji muzycznej, charakterystycznej dla ich kultury i kraju. Nowoczesne brzmienie, płynące z fascynacji fusion jazzem, zaprezentowała grupa Steps Ahead. Well In That Case przepełniały dźwięki ostrej, jazz-rockowej gitary Jimego Tunnell'ego, syntezatora Nicolazzo i wibrafonu Mike Maineriego. Pojawienie się dwóch pierwszych instrumentów zapoczątkowało nurt jazzu elektronicznego, do tego stopnia, że o obecności korzennego jazzu świadczył jedynie jego symbol - saksofon. Już za chwilę dało się słyszeć Rabiha Abou-Khalil i nastąpiło przejście do jazzu, w którym rozbrzmiewa nuta dzikiego Libanu. Charakterystyczny instrument (półokrągły, łezkowaty korpus z trzema otworami rezonansowymi, bez progów) w rękach muzyka prowokuje i przykuwa uwagę również swoim brzmieniem. Może się wydawać, że dźwięki, które wydobywa z siebie, są kształtowane przez twórcę dopiero na koncercie. I znowu przeniesienie, tym razem do struktur awangardowych, bardziej improwizowanych w wykonaniu kwartetu Archiego Sheppa. W Mama Rose można się doszukać fascynacji muzyków free jazzem. Każdy z nich bawi się muzyką, ma pełną swobodę grania.

Nie brakuje jednak zarodków bluesowych, które ujawniają się chętniej w partiach wokalnych. Następnie kolej na Johna Zorna i jego formację Naked City i balansowanie na krawędzi jazzu, rocka i hard rocka, co tworzy dość ciekawy koktajl muzyczny. Nietrudno się jednak dziwić, korzenie muzyczne perkusisty Joego Barona, gitarzysty Billego Frisella, basisty Freda Fritha, saksofonisty Johna Zorna tkwią właśnie w rocku. Duet Jörg Reiter & Charlie Mariano wprowadził chwilę lekkości, ale momentami nie zabrakło bardziej ekspresyjnej wymiany zdań między muzykami. Solo wykonane na perkusji daje początek Baterie Michaela Kerstinga, a po chwili płynne wejście instrumentów elektrycznych i dętych wciąga w wir "ostrego jazzu". To naprawdę duża dawka emocji. Na scenie już słychać pianino Jaspera Van't Hofa, który całym sobą oddaje dynamikę brzmienia. W precyzyjnych i zdecydowanych uderzeniach każdego klawisza słychać wpływy muzyki klasycznej, która przechodzi płynnie do rytmów rock'n'rolowych.


Zobacz również