Indy - szczeniak z ambicjami

Bardzo długo czekaliśmy na ten program. Intrygujący kryptonim K2 z jednej strony obiecywał przyszłym użytkownikom szczyt marzeń, z drugiej mimowolnie zapowiadał trudności, piętrzące się na horyzoncie. Wytyczono też cel, umiejętnie reklamowany szeptanym marketingiem: Zabić Quarka! Na śmierć...

Bardzo długo czekaliśmy na ten program. Intrygujący kryptonim K2 z jednej strony obiecywał przyszłym użytkownikom szczyt marzeń, z drugiej mimowolnie zapowiadał trudności, piętrzące się na horyzoncie. Wytyczono też cel, umiejętnie reklamowany szeptanym marketingiem: Zabić Quarka! Na śmierć...

Import z Quarka. Na oko wygląda pięknie, ale w powiększeniu (tak, tak - 4000 proc.) widać, że konkurencyjne programy używają innych liczydeł. Denerwujące!

Import z Quarka. Na oko wygląda pięknie, ale w powiększeniu (tak, tak - 4000 proc.) widać, że konkurencyjne programy używają innych liczydeł. Denerwujące!

Anglosasi wraz z ludami zamieszkującymi stronę kodową Latin-1 od połowy sierpnia mogą tworzyć strony w programie InDesign 1.0. Takie bowiem imię otrzymał K2 na urodziny, a użytkownicy zdrobnili to od razu do pieszczotliwego Indy. Pierwsze próby mordowania Quarka podjęto ustalając trzykrotnie niższą od konkurenta cenę (do końca roku 299 dolarów) co, przy równoczesnej rezygnacji z zabezpieczenia donglem, musiało zrobić duże wrażenie na rdzennych Latińczykach. Mieszkańcy CElandii, EElandii i innych bardziej egzotycznych obszarów kodowych z nie mniejszym entuzjazmem sięgnęli po pudełka z InDesignem, znęceni zapowiedzią fantastycznej obsługi swoich narzeczy za pomocą Open Type i Unicode.

Ponieważ sam wiązałem z K2 duże nadzieje, nie bez emocji instalowałem pierwszą kopię InDesign na moim PowerBooku G3 266 Mhz. Instalacja przebiegła modelowo, łącznie z automatycznym skonfigurowaniem Adobe On-Line, czyli dostępem do serwera Adobe, który zapewnia rejestrację, aktualizację oprogramowania i dostęp do informacji fachowej. Pierwsze oględziny mojej nowej "pracowni" wywołały miłe wrażenie powrotu do znajomych zakątków Photoshopa i Illustratora. Ta sama filozofia zakładkowych palet, dowolnie łączonych przez użytkownika, pozwoliła mi szybko skofigurować ădeskę kreślarską"

Preferencje w InDesignie ustawia się podobnie jak w innych programach Adobe i w Quarku: globalne, poprzez modyfikacje opcji bez otwartego dokumentu i lokalne dla dokumentu aktualnie otwartego.

Z zadowoleniem powitałem opcje, których brakuje w Quarku: Możliwość definiowania podziałki pionowej i poziomej w modułach o dowolnej wielkości oraz cztery niezależne systemy linii pomocniczych: document grid, czyli siatki zgodnej z podziałkami; baseline grid (pozioma liniatura bazowej interlinii), linie marginesów i szpalt aktualnej strony podkładowej oraz dowolna liczba linii pionowych i poziomych definiowanych przez użytkownika.

Kolejnym atutem InDesigna są definiowalne progi widoczności linii pomocniczych. Możemy je ustawić, np. tak by interlinię bazową widać było tylko w powiększeniach, poczynając od 200 proc., a stworzone przez nas pionowe i poziome linie montażowe we wszystkich widokach powyżej 100 proc. Pozwala to na precyzyjną pracę w zbliżeniach i nie zakłócony widok czystych stron w skali 1:1 lub mniejszych. Właśnie zakres skalowania obrazu, czyli zoom, jest naprawdę imponujący: od 5 do 4000 proc.! Widok, w którym aktualnie chemy pracować, możemy ustawić za pomocą wielu narzędzi, w tym znajomej z Photoshopa palety nawigatora.


Zobacz również