Innowacyjność dla młodych

Najciekawszym zagadnieniem dyskutowanym podczas konferencji poświęconej przedsiębiorczości i innowacyjności, która odbyła się na Politechnice Warszawskiej była kwestia: tworzyć inkubatory przedsiębiorczości czy nie.

Młodzi studenci z kół naukowych warszawskiej Politechniki (Koła Naukowego Przedsiębiorczości i Innowacyjności) i Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. L. Koźmińskiego (Koło Tygryski) przysłuchiwali się wystąpieniom nauczycieli akademickich i praktyków biznesu, poświęconym temu, jak z dobrym, innowacyjnym pomysłem założyć firmę, przetrwać i odnieść sukces. Mówiono zatem o kwestiach tak konkretnych jak przepisy prawa autorskiego i wynalazczego chroniące innowatorów, czy kwestiach finansowania początków działalności oraz tych o charakterze bardziej uniwersalnym, o których jednak młody przedsiębiorca u zarania działalności nie powinien zapominać, a więc np. systemie wartości. W dalszej części spotkania o swoich drogach do sukcesu biznesowego opowiadali młodszym kolegom przedsiębiorcy, głównie absolwenci Politechniki Warszawskiej.

Najgorętsza dyskusja wywiązała się po przedstawieniu przez Krzysztofa Guldę z Centrum Transferu Technologii Uniwersytetu Warszawskiego modelu pre-inkubatora, jako narzędzia do skutecznego i racjonalnego wprowadzania na rynek przedsięwzięć i idei powstających w zespołach naukowych i w głowach indywidualnych studentów na uczelni. Prelegent przypomniał początki pomysłu transferu technologii z uczelni do przemysłu, związane z tzw. drugą rewolucją akademicką lat 90. Według jej teoretyków, w obecnych czasach uczelnie stają się dostawcą pomysłów dla rozwoju ekonomiczno społecznego, wprzęgając się we wspólne działanie sfery rządowej, gospodarczej i akademickiej.

Potwierdzeniem takiego procesu są powstające coraz częściej tzw. firmy odpryskowe (spin-off) - oparte na wiedzy spółki innowacyjne tworzone przez wywodzących się z uczelni pracowników naukowych. Kryzsztof Gulda zaproponował przystosowany do środowiska akademickiego model inkubacji idei, które mają być wprowadzone na rynek. W odróżnieniu od znanych z "normalnej" gospodarki inkubatorów, model ten nazwany został pre-inkubatorem. Jest on w założeniach bliski podejściu, które w tej dziedzinie wypracowano we Francji. W normalnej strukturze inkubatora umieszczany jest już zwykle podmiot gospodarczy, który korzysta w nim po niższych kosztach z infrastruktury, wsparcia konsultantów i prawników czy wreszcie niższych podatków. Jako podmiot gospodarczy sam jednak podejmuje wszystkie decyzje finansowe i sam ponosi za nie odpowiedzialność. Inkubator często okazuje się niedostateczną ochroną dla nawet dobrych idei, wdrożonych w ramy podmiotu prawa gospodarczego. Model pre-inkubatora proponuje wydłużenie okresu, w którym idea będzie dopracowywana. "Pre-inkubator uczelniany obejmuje swoją ochroną nie firmę, a człowieka i jego ideę. Dzięki temu innowator skupia się na najlepszym przygotowaniu pomysłu do warunków rynkowej działalności. Decyzje finansowe podejmuje i odpowiedzialność w jego imieniu ponosi pre-inkubator" - powiedział Krzysztof Gulda. W efekcie nie wszystkie inkubowane tak pomysły muszą ujrzeć światło dzienne rynkowych realiów. Pre-inkubator pomaga w podjęciu ostatecznej decyzji o wprowadzaniu pomysłu na rynek poprzez założenie firmy. "Dzięki temu część osób nie zadłuży się nieszczęśliwie obarczając tym samym swoją hipotekę na resztę życia" - mówił Krzysztof Gulda.

Całkowicie przeciwny inkubatorom wszelkiej maści był uczestniczący w konferencji Wojciech Warski, dyrektor generalny Softex Data. "Inkubatory nie dają szansy na uzyskanie, najważniejszego dla późniejszej działalności, pierwszego, najtrudniejszego doświadczenia zawodowego. W sztuczny sposób próbują wykreować przedsiębiorców, którzy nie dadzą sobie potem rady na rynku. Młodym ludziom z uczelni, którzy posiadają ideę radzę: zamiast zakładać własną firmę w inkubatorze, lepiej czasem pójść z pomysłem do podmiotu działającego już na rynku. Mylny jest przesąd jakoby firmy czekają jedynie na to, żeby odrzeć taką osobę z pomysłu. Najbardziej cenię pracowników, którzy przychodzą do mnie z pomysłami - czasem genialnymi, czasem wariackimi. Jeśli się sprawdzą - zawsze korzystają na zysku z wdrożonego ulepszenia" - mówił Wojciech Warski. "Jeśli ktoś ma dane aby być przedsiębiorcą, to zostanie nim i bez inkubatora, nie trzeba mu takiej pomocy" - dodał.

Krzysztof Gulda polemizował z totalną krytyką inkubatorów stwierdzając, że obok kilkuprocentowej grupy "przedsiębiorczych geniuszy" jest jeszcze spora grupa osób, które zadatki na przedsiębiorcę mogą sobie wykształcić, a bez pomocy ich cenne pomysły mogą na rynek po prostu nie trafić.


Zobacz również