Internet Explorer 9 w defensywie. Nowa kampania reklamowa Microsoftu

Od kilku dni w telewizyjnych blokach reklamowych pojawiają się nowe spoty Microsoftu, promujące przeglądarkę tej firmy, Internet Explorera 9. Słowo "promocja" trzeba w tym kontekście stosować z rezerwą - reklamy zamiast namawiać użytkowników do korzystania z tej aplikacji, próbują zniechęcać do używania innych, konkurencyjnych.

Najnowsza kampania Microsoftu przebiega pod hasłem "Dwie to za dużo". Na potrzeby akcji wyprodukowano kilka spotów telewizyjnych, w tym jeden utrzymany w stylistyce "biznesowo-turystycznej":

...kolejny - w "sportowej":

Reklamy odsyłają na stronę twojanowa.pl, gdzie można zaopatrzyć się w IE9. Po przejściu na stronę wita nas wielkie hasło "Wiemy, że zawsze chcesz więcej, ale czasem dwie to za dużo".

Zanim omówimy kampanię, zobaczmy, jak wygląda stan rynku przeglądarek w Polsce (dane ze strony GemiusRanking).

Procentowy udział czterech głównych przeglądarek w polskim rynku (kwartalnie). Źródło: ranking.pl

Procentowy udział czterech głównych przeglądarek w polskim rynku (kwartalnie). Źródło: ranking.pl

Firefox po osiągnięciu szczytowej popularności w I kwartale 2010 r. nieustannie traci. Mniej więcej w tym samym czasie Microsoftowi udało się - po okresie gwałtownego spadku - ustabilizować na moment udział IE w rynku przeglądarek ale nie w sposób permanentny. Największym wygranym jest póki co Google ze swoim Chrome. Dosłownie za moment, w styczniu 2012 r., będzie można powiedzieć, że w ciągu 5 lat z pozycji hegemona (70 % udziałów na początku 2007 r.) Internet Explorer spadł na "zaledwie" drugą lokatę (ok. 25 % udziałów). Przy tym tempie za kolejny rok program Microsoftu znajdzie się już na trzecim miejscu w Polsce.

Globalne wyniki IE w ostatnich miesiącach są najgorsze od trzech lat.

"Dwie to za dużo"?

Najnowsza kampania IE9, choć sprawnie zrealizowana i właściwie nawet zabawna, jest dobitnym dowodem głębokiej defensywy, w jakiej znalazł się Microsoft. Biorąc pod uwagę przytoczone wyżej statystyki jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego Microsoft okopuje się na swoich pozycjach.

Bo przecież IE9 nie jest złą przeglądarką. W testach wydajności program nie odstaje już od aplikacji innych producentów. Przypomnijmy, że różnice w szybkości działania, obserwowane pomiędzy Firefoksem, Chrome czy Operą a np. Internet Explorerem 8 były po prostu dramatyczne. IE9 w stosunku do poprzednika to olbrzymi skok jakościowy (ponad 20-krotna poprawa wyników w benchmarkach!).

Dużo zmian pojawiło się w silniku przeglądarki, wprowadzono zmiany w interfejsie i funkcjach zabezpieczeń (w tym nowy widok zakładek czy mechanizm Tracking Protection, mający dbać o prywatność danych użytkownika). Dodatkowo pojawiło się przypinanie stron czy listy szybkiego dostępu - coś, co dostaną tylko posiadacze Internet Explorera i systemu Windows. "Nie są to tylko udogodnienia w zakresie interfejsu i wygody użytkowania, ale również, albo głównie funkcje zabezpieczeń: mechanizm ochrony pamięci DEP, funkcja Tracking Protection to nasze twarde argumenty" - tłumaczył nam Patryk Góralowski z Microsoftu, odpowiedzialny za rozwój platformy Internet Explorer 9 w Polsce.

Co prawda przed programistami Explorera nadal sporo roboty, zwłaszcza w zakresie poprawy wsparcia elementów języka HTML5 i zmniejszenia zużycia pamięci RAM, jednak doświadczenia ostatnich kilkunastu miesięcy pokazują, że praca w teamie deweloperów wre.

Zdaniem mojego redakcyjnego kolegi, Pawła Wimmera, o wyborze przeglądarki nie decydują już w pierwszej kolejności takie cechy jak: wydajność, funkcjonalność i ergonomia pracy. "O wygodzie i skuteczności pracy decyduje dziś całe środowisko. Jeśli korzystasz z jakiejś przeglądarki przez lata, kluczowe wydaje się przyzwyczajenie - trzeba bardzo poważnych powodów, by zdecydować się na zmianę używanego programu, a na dodatek powody te mogą być odmienne w różnych konfiguracjach" (pełen artykuł już w PC Worldzie 12/2011).

Jeżeli przyjąć to założenie, to mam nieodparte wrażenie, że Microsoft postanowił odwołać się do bierności i przyzwyczajenia użytkowników, na fali rosnącej popularności Windows 7 kupujących nowe komputery lub aktualizujących starsze wersje systemu operacyjnego (IE9 działa tylko w "siódemce").

"Dwie to za dużo" odczytuję jako przesłanie do osób, którym po pierwszym uruchomieniu Windows 7 wyświetli się okno wyboru przeglądarki (tym bardziej, że nazwa strony docelowej kampanii - "Twoja nowa" - koresponduje z hasłem użytym we wcześniejszej akcji reklamowej Microsoftu, czyli "Twoja stara"). IE9 ma zatem być nową-starą przeglądarką.

Komentarz

Główny problem z najnowszą kampanią Microsoftu to taki, że koncern nie wyjaśnia kiedy dwie przeglądarki to "za dużo" ani nie dostarcza żadnych argumentów, które mogłyby poprzeć tę tezę. A pierwszy z brzegu nasuwa się sam: im więcej aplikacji zainstalowanych w systemie tym niższa jego wydajność. Można to wytłumaczyć co najwyżej koniecznością budowy komunikatu reklamowego, który powinien być jasny, prosty i powszechnie zrozumiały.

Drugi problem - motto kampanii na dłuższą metę nie da się obronić. Przeglądarki to nie programy antywirusowe, które, gdy zainstalowane równolegle, potrafią się ze sobą "pokłócić".

Reklamy (może nie bezpośrednio, ale jednak) zniechęcają do testowania innych rozwiązań, co w ostatecznym rozrachunku utrudnia użytkownikowi wybór narzędzia najlepiej dopasowanego do jego potrzeb, informatycznych umiejętności i aspiracji.

Mówiąc językiem polityki: koncern zamiast chwalić się swoimi osiągnięciami, postanowił zrobić kampanię negatywną skierowaną do twardego elektoratu. Jak (nie)skuteczne okazały się takie metody, pokazały ostatnie wybory parlamentarne.


Zobacz również