Internet na cenzurowanym

Programy do kontroli rodzicielskiej umożliwiają filtrowanie Internetu. Lista niebezpiecznych witryn jest tylko jednym ze sposobów ochrony. Jednak ich skuteczność jest wątpliwa.

Dzieci wykorzystują Internet w celach rozrywkowych i społecznościowych. Można więc zablokować portale społecznościowe i serwisy z grami, aby czas spędzony przy komputerze był przeznaczony na naukę i pozyskiwanie informacji. Natomiast na pewno trzeba chronić dzieci przed przemocą, pornografią i innymi nieodpowiednimi treściami. Ponadto nauczyciel nie może pozwolić, by uczniowie, nawet dla zabawy, pobierali nielegalne pliki lub odwiedzali witryny, które z dużym prawdopodobieństwem rozsiewają wirusy lub spyware. Pomagają w tym programy umożliwiające kontrolę dostępu do Internetu, zwane potocznie programami do kontroli rodzicielskiej.

Ze zrozumiałych względów w tej dziedzinie zasadnicze znaczenie ma lokalizacja. Najlepiej, jeśli zarówno producent, jak i użytkownik programu są mieszkańcami tego samego kraju i mówią tym samym językiem. Wtedy są duże szanse, że wszelkie niuanse językowe zostaną uwzględnione w fazie projektowania aplikacji, a później będą wykrywane i blokowane w trakcie działania. Niestety, skuteczność polskich programów kontrolujących dostęp do Sieci nie jest najlepsza. Zasadniczą ich wadą jest to, że działają tylko z popularnymi przeglądarkami (wbrew temu, co twierdzą producenci). Internet Explorer i Firefox są blokowane, ale na nich świat się nie kończy. A co z przeglądarkami, które nie wymagają instalowania? Lub z tymi, które są "przezroczyste" dla programów do kontroli dostępu do Internetu, jak np. Chrome czy Safari? Rozwiązaniem jest kontrola dostępu na poziomie serwera pośredniczącego, niezależnie od używanych aplikacji. Niestety, taki rodzaj zabezpieczenia dostępny jest, jak na razie, tylko w Linuksie.

Jak to działa?

Emilek zamiast niechcianych stron wyświetla komunikat. Niestety, jego filtrom daleko do doskonałości: blokują witryny, których nie powinny (po lewej: wyniki wyszukiwania względem hasła "Beniamin") i w ogóle nie reagują na akcje wykonywane w przeglądarce Chrome (po prawej).

Emilek zamiast niechcianych stron wyświetla komunikat. Niestety, jego filtrom daleko do doskonałości: blokują witryny, których nie powinny (po lewej: wyniki wyszukiwania względem hasła "Beniamin") i w ogóle nie reagują na akcje wykonywane w przeglądarce Chrome (po prawej).

Najprostszym sposobem cenzurowania połączeń jest blokowanie ruchu na danych portach i stron internetowych na podstawie czarnej listy. Problem w tym, że porty, przez które odbywa się transmisja danych, można zmienić w ustawieniach większości programów, a stworzenie naprawdę dobrej listy zakazanych stron jest niewykonalne. Po pierwsze musiałaby być bardzo długa, a po drugie nigdy nie zawierałaby wszystkich witryn - w szczególności zaś tych, które dopiero co powstały.

Inna metoda to sprawdzanie na bieżąco stron WWW, pobieranych plików i fraz wprowadzanych z klawiatury w poszukiwaniu słów kluczowych. Przykładowo, jeśli program wykryje na stronie wgrywanej do przeglądarki wyraz "sex", to zablokuje do niej dostęp. Rozwiązanie to jest teoretycznie skuteczniejsze niż czarne listy, ma jednak dwie wady. Pierwsza: bardzo mocno obciąża system, spowalniając działanie komputera tym bardziej, im więcej słów zdefiniujemy jako niedozwolone. Druga: listy podejrzanych wyrazów są tworzone przez producentów oprogramowania w sposób nieprzemyślany. Zwykle ograniczają się do słów typu "sex", "narkotyki", "sekta" i kilkunastu innych. Nie zawierają natomiast choćby nieśmiertelnego "pr0n" (anagram "porn" z celową zamianą litery "o" na zero) - słowa stworzonego specjalnie po to, by omijać filtry. Ponadto zapomina się, że dzieci wykorzystują Internet także, a może przede wszystkim, w celach rozrywkowych i społecznościowych, niekoniecznie zaś do pozyskiwania informacji np. o "dżointach". Na listach zakazanych słów powinny się więc znaleźć np. "gry", "mp3" czy "śmieszne filmy" - o ile mają one uwzględniać treści, których młodociani rzeczywiście poszukują w Sieci.

Dodatkowe możliwości

Opiekun Ucznia uchroni przed satanistami i narkotykami - pod warunkiem, że podopieczny nie skorzysta z przeglądarki Chrome...

Opiekun Ucznia uchroni przed satanistami i narkotykami - pod warunkiem, że podopieczny nie skorzysta z przeglądarki Chrome...

Praktyczną opcją jest całkowite zablokowanie dostępu do Internetu na pewien czas - na podstawie wcześniej zdefiniowanego harmonogramu lub na żądanie, poprzez wybranie odpowiedniej opcji. Przydaje się też podgląd dowolnie wybranych pulpitów na komputerze opiekuna, zdalne i scentralizowane instalowanie oprogramowania oraz odcinanie od Sieci dowolnie wybranych stacji roboczych. Raporty (logi) pozwalają dowiedzieć się, jakie strony przeglądają uczniowie. Dobry program powinien zapisywać w nich także inne zdarzenia, np. kiedy i z którego komputera nastąpiło połączenie, jakie aplikacje były uruchamiane, jakie pliki zostały pobrane itp. Istotnym uzupełnieniem tej funkcjonalności może być wykonywanie zrzutów ekranowych w charakterze dokumentacji poczynań poszczególnych użytkowników. W niektórych sytuacjach przydaje się również czasowe wyłączenie ochrony.


Zobacz również