Internet się nie skończy - Armageddonu nie będzie?

Przed kilkoma dniami media ekscytowały się informacją, z której mogliśmy się dowiedzieć, że około roku 2010 nastąpi internetowa Apokalipsa. Niedoinwestowana Sieć miała nie poradzić sobie z szybko rosnącym ruchem. Informacje te opierały się na analizie dokonanej przez firmę Nemertes Research. Wystarczyło jednak zadać sobie nieco trudu i przeczytać dokument Nemertes, by dowiedzieć się, że sytuacja nie jest tak czarna, jak malują ją media... Oczywiście, nie znaczy to, że nie ma problemów - tych jest aż za wiele. Jednym z nich jest rosnąca lawinowo popularność serwisów filmowych czy sieci P2P. Wśród proponowanych remediów znalazły się m.in. pomysły na pobieranie dodatkowych opłat od użytkowników generujących wyjątkowo duży ruch - czy to oznacza, że za jakiś czas będziemy musieli dopłacać za korzystanie z BitTorrenta czy Youtube.com?

Z danych Nemertes rzeczywiście wynika, że infrastruktura jest bardzo mocno niedoinwestowana. Musimy jednak pamiętać, że mówimy tutaj o pewnej sytuacji idealnej, w której użytkownicy mają podobne potrzeby i o podobnych porach pobierają podobne, olbrzymie ilości danych. Te dane to przede wszystkim wideo o wysokiej rozdzielczości, które staje się coraz bardziej popularne. Jednak nie wszyscy użytkownicy Sieci szukają w niej tego samego, nie wszyscy korzystają z serwisów wideo i nie ma powodów, by sądzić, że w przyszłości ta sytuacja się zmieni. Ponadto nie jest możliwe, by przewidzieć, jakie nowe technologie powstaną za miesiąc, a przewidzenie wszystkiego w perspektywie dwóch lat byłoby czymś więcej niż cudem.

Korzystasz z BitTorrenta - będziesz "przycinany"

Nie możemy też przewidzieć, jakie rozwiązania prawne zostaną wprowadzone w przyszłości. Coraz mocnej kwestionowana jest zasada tzw. "net neutrality". Jej przeciwnicy chcą, by dostawcy Internetu mieli prawo do ograniczania pojemności łącza tym klientom, którzy generują wyjątkowo duży ruch. Uważają też, że ISP powinni mieć możliwość nakładania dodatkowych opłat za korzystanie z łączy na serwisy takie jak YouTube czy BitTorrent, które również generują wyjątkowo duży ruch. Brak tego typu rozwiązań powoduje bowiem, że dostawcom Sieci nie opłaca się inwestować w najbardziej nowoczesne technologie (tak argumentują przeciwnicy "net neutrality").

Blokowanie już się zaczyna

Blokowanie BitTorrenta już się de facto zaczęło - na wprowadzenie ograniczeń dla użytkowników korzystających z tego protokołu zdecydował się m.in. amerykański dostawca usług internetowych Comcast. Przedstawiciele firmy tłumaczą, że było to niezbędne - ponieważ osoby korzystające z BitTorrenta obciążały sieć tak bardzo, że inni klienci zaczęli mieć problemy z dostępem do stron i usług internetowych. Zwracają oni też uwagę na fakt, iż obecnie BitTorrent jest wykorzystywany głównie do nielegalnego dystrybuowania materiałów chronionych prawem autorskim.

Takie rozwiązanie ostro krytykuje - i nic w tym dziwnego - firma BitTorrent Inc., która od kilkunastu miesięcy stara się przekonać do swojego modelu działalności koncerny filmowe. Przedsiębiorstwo podpisało już szereg umów z wytwórniami, dających jej prawo do legalnego dystrybuowania filmów w sieci BitTorrent. Gdyby więc kolejni ISP poszli śladem Comcast i zaczęli wprowadzać ograniczenia dla użytkowników P2P, plan biznesowy BitTorrent Inc. ległby w gruzach. Podobnych problemów mogą się spodziewać inne firmy korzystające z technologii P2P - dlatego jedna z nich - amerykańskie przedsiębiorstwo Vonzu - złożyło już do amerykańskiej Federalnej Komisji Komunikacji (FCC) propozycję wprowadzenia przepisów zabraniających dostawcom Internetu dyskryminowania użytkowników niektórych usług czy technologii.


Zobacz również