Internet z drugiego brzegu rzeki

Stereotyp geja, bojącego się wyjść na ulicę, przemykającego ukradkiem do najbliższej ''naszej'' dyskoteki i padającego na zawał przy pierwszej lepszej rozmowie o gejach z ''normalnym'' towarzystwem, jest w polskiej świadomości niezwykle silny i bardzo trudno go zmienić. Zakłamane społeczeństwo, nie potrafiące przyznać się do własnych ułomności - a takie jest moim zdaniem nasze - nie jest w stanie przyjąć bez walki jednostki zindywidualizowanej, w jakikolwiek sposób wybijającej się ponad przeciętność. Znam te trudności, gdyż sam kiedyś nie rozumiałem, jak można być tolerancyjnym na widok mężczyzny obcałowującego kobietę... :-)

Stereotyp geja, bojącego się wyjść na ulicę, przemykającego ukradkiem do najbliższej ''naszej'' dyskoteki i padającego na zawał przy pierwszej lepszej rozmowie o gejach z ''normalnym'' towarzystwem, jest w polskiej świadomości niezwykle silny i bardzo trudno go zmienić. Zakłamane społeczeństwo, nie potrafiące przyznać się do własnych ułomności - a takie jest moim zdaniem nasze - nie jest w stanie przyjąć bez walki jednostki zindywidualizowanej, w jakikolwiek sposób wybijającej się ponad przeciętność. Znam te trudności, gdyż sam kiedyś nie rozumiałem, jak można być tolerancyjnym na widok mężczyzny obcałowującego kobietę... :-)

Jeżeli, młody człowieku, orientujesz się już, że wolisz rzucić okiem na supermodela od Valentino, zamiast maszkarę od Diora - zaczyna się problem. Problem narzucony częściowo przez społeczeństwo, ale również tworzony przez Ciebie samodzielnie, na własny użytek. Nie znając jeszcze środowiska gejowskiego, przyjmujesz do wiadomości wizerunek, którym pojono Cię od dzieciństwa. Nie pamiętasz Stevena z "Dynastii" ani też tytułowego bohatera obrazu "Jeffrey". Pamiętasz natomiast "WC Kwadrans", teksty z Radia Ma Ryja i zlepek dowcipasów opowiadanych na imieninach u cioci. Stwierdzasz zatem, że zostaje Ci tylko samobójstwo lub za wszelką cenę zaczynasz szukać takiej części otoczenia, która Cię zaakceptuje i przyjmie z otwartymi ramionami (i łóżkiem) do swojego grona (i mieszkania).

Jako kolejna duszyczka, wypadasz z normalnego środowiska na rzecz getta. Getta samodzielnie rozwijającego się i prowadzącego mniej lub bardziej podjazdową wojnę z heterykami. Getta, które dużą część "naszych" pochłania na zawsze, stając się ich jedyną odskocznią. To nie jest moja droga i dlatego wyłamuję się ze wspólnego chóru.

Jak można wyjść z tego zaklętego kręgu? Odpowiedź nasuwa się sama: choćby przez Internet z drugiego brzegu rzeki. Takiego określenia użył jeden z moich korespondentów z Niemiec - czyż nie jest przyjemniejsze nawet od "geja"?

A "drugi brzeg" jest duży i wcale nie taki trudny do odnalezienia. Już teraz wpisując słowo "gej" w jakiejkolwiek przeszukiwarce choćby http://www.chip.pl ., otrzymujesz sporo dokumentów, które możesz przeczytać. Nie jest tego aż tak wiele, jak chciałoby się, ale jest przecież "Inna Strona" http://www.geocities.com/WestHollywood/2672/ ), "GayDay" http://free.polbox.pl/1/121068/ , "Gejowo" http://free.polbox.pl/ggay i "Gej jest OK" http://www.geocities.com/WestHollywood/9067/ . Każda z nich jest inna, ale mają wspólny cel: rozświetlenie mroków otaczającego Cię świata i wskazanie Ci innej drogi wyjścia. Możesz skorzystać z katalogu adresów ludzi, chcących - tak jak Ty - poznać kogoś normalnego ("Inna Strona") i pamiętaj, że dostęp do Internetu w dalszym ciągu mają w większości ludzie o ilorazie IQ nieco wyższym niż małpa. Możesz przeczytać co nieco o początkach ("IS" i moja skromna strona). A jeśli znasz angielski, niemiecki lub francuski, obejrzyj stronę magazynu "Manbase" http://www.manbase.com/ .

I wreszcie możesz wyłączyć komputer i wyjść w świat. Nie, nie musisz lądować w dusznej dyskotece wypełnionej ludźmi, taksującymi twój rozporek - idź do teatru. Tak właśnie poznałem swojego męża (żonę?) i po kilku ładnych latach wciąż tego nie żałuję. Szanse są spore - powstaje obecnie wiele sztuk z tzw. wątkami.

Pamiętaj też, że nic tak nie wkurza heteryków, jak otwartość i normalność. I ironia, oczywiście. Drogi heteryku! Czy nie wyśmiewali się z ciebie koledzy, gdy dowiedzieli się, że lubisz, tfu tfu, kobiety? Jak wy to właściwie robicie? Czy macie jakieś swoje pisma? A może chociaż jakieś pikiety...?

A gdy już będziesz normalnym gejem, potrafiącym powiedzieć wojowniczej zalotnicy: "zawsze zemści się na tobie BRAK" (Cyprian Kamil Norwid :-)) - rzuć się w otchłań Internetu w poszukiwaniu dalszych, doczesnych przyjemności życia.

Katalog "Men On The Net" http://www.menonthenet.com/ zawiera taką liczbę linków, że na ich obejrzenie stracisz co najmniej pół roku i niezłą fortunę na rachunki telefoniczne. Znajdziesz zarówno zdjęcia, filmy czy teksty G-rated (podstrony men1.html, men2.html), jak i akty (men3.html, men4.html), a wreszcie X-rated (men5.html - regularna pornografia...). Jeżeli wolisz czytać i myśleć, zamiast mieć wszystko podane na talerzu, zajrzyj do katalogu opowiadań (men9.html). Gdy zainteresuje cię coś bardziej dla ducha (jak uchronić się przed AIDS, jak znaleźć kontakt z ludźmi podobnymi w niekoniecznie seksualnych zainteresowaniach, wreszcie coś o gejowskiej ideologii), zajrzysz do ostatniego podkatalogu. Pozostałe zaś zawierają katalog miejsc płatnych - do obejrzenia, gdy będziesz już bogaty, a w portfelu błyśnie logo karty kredytowej.

I żyj normalnie. Nie chowaj się w bramie. Nie wyrzucaj starego notesu z telefonami. Ułóż sobie życie, tak jak Ty chcesz, a nie, tak jak chciałaby chora subkultura. I nie zapomnij wysłać mi swojej fotki z Tym Jedynym.

Have fun!


Zobacz również