Interwencja: livebox tp - bomba z opóźnionym... rachunkiem

Na początku lutego 2007 roku z panią Barbarą, mieszkanką niewielkiej miejscowości w województwie lubelskim skontaktował się przedstawiciel Telekomunikacji Polskiej, oferując przetestowanie urządzenia livebox tp. Klientka TP SA wypożyczyła więc urządzenie na próbę, jednak zwróciła go po miesiącu gdyż uznała sprzęt za kompletnie nieprzydatny w jej warunkach. Rok później otrzymała rachunek za usługę...

Przedstawiciel TP SA, który skontaktował się z panią Barbarą, przekonywał, że jeżeli modem nie będzie jej odpowiadał, będzie można zwrócić sprzęt w punkcie obsługi klienta TP SA w całości i nieuszkodzony w terminie 30 dni, zaś klientka nie poniesie żadnych kosztów. Kurier dostarczył urządzenie 7 lutego, a pani Barbara podpisała umowę przyjęcia. Po kilku dniach uznała ona jednak sprzęt za kompletnie nieprzydatny (oprócz tego, że mieszka w małej miejscowości, to nikt poza nią nie korzysta z jej komputera). Postanowiła więc pozostać przy używanym wcześniej modemie Thomson SpeedTouch 330 USB.

Wypożyczony modem należało zatem zwrócić, więc klientka, z racji poważnej niepełnosprawności ruchowej, zmuszona była upoważnić osobę z rodziny do odwiezienia liveboxa. W telepunkcie poinformowano ją, że wystarczy w tym celu podpisać aneks do umowy na liveboxa o rezygnacji z usługi oraz że sprzęt może zwrócić ktoś z rodziny, dysponujący pisemnym - i podpisanym przez użytkowniczkę - upoważnieniem. Tak też się stało - liveboxa zwrócił siostrzeniec 26 lutego. "Pani w salonie sprzedaży nie tylko nie zapytała o upoważnienie do podpisania protokółu zdawczo-odbiorczego ale nawet nie otworzyła pudełka żeby sprawdzić czy modem został zwrócony w całości" - pisze klientka. Wtedy nie zapowiadało to problemów.


Zobacz również