Iridium schodzi ze sceny

26 czerwca 1990 roku miał przejść do historii. Tego dnia po raz pierwszy publicznie ogłoszono plany dotyczące stworzenia nowego, globalnego systemu komunikacji, dostępnego z każdego, nawet najbardziej odległego, zakątka Ziemi. Składać się miał z 77 satelitów, krążących po kilku orbitach wokół Ziemi. Najnowszy cud techniki ochrzczono Iridium - tak nazywa się 77. pierwiastek w tablicy Mendelejewa. Dokładnie w 9 lat później cud przerodził się w klęskę.

26 czerwca 1990 roku miał przejść do historii. Tego dnia po raz pierwszy publicznie ogłoszono plany dotyczące stworzenia nowego, globalnego systemu komunikacji, dostępnego z każdego, nawet najbardziej odległego, zakątka Ziemi. Składać się miał z 77 satelitów, krążących po kilku orbitach wokół Ziemi. Najnowszy cud techniki ochrzczono Iridium - tak nazywa się 77. pierwiastek w tablicy Mendelejewa. Dokładnie w 9 lat później cud przerodził się w klęskę.

John Mitchell, wiceprezes Motoroli, głównego udziałowca Iridium, twierdził wówczas: "Iridium to przełom w rozwoju komunikacji. To pierwszy system, który sprawi, że nasza łączność ze światem będzie nieograniczona". Sceptycy kręcili wówczas głowami, twierdząc, że cała impreza okaże się nieopłacalna. W mediach przeważał jednak zachwyt nad możliwościami nowego systemu. Przez następnych 8 lat będą regularnie ukazywać się artykuły poświęcone Iridium, choć żaden z dziennikarzy piszących o nim nie miał okazji praktycznie poznać jego możliwości.

Koła, śrubki i łożyska

Za funkcjonowanie sieci odpowiedzialne są satelity. Każda z nich może komunikować się z dwoma sąsiadującymi satelitami na swojej orbicie oraz z dwoma najbliższymi z orbit sąsiednich. Wszystkie wyposażone są w 48 anten, obejmujących na Ziemi komórki o średnicy 700 km. Pozwala to na całkowite wyeliminowanie naziemnych przekaźników w przypadku połączeń pomiędzy dwoma telefonami Iridium. Stacje naziemne są wykorzystywane tylko wówczas, gdy chcemy nawiązać połączenie między telefonami satelitarnym a stacjonarnym lub komórkowym.

Choroby wieku dziecięcego

Już podczas przygotowań do uruchomienia systemu było jasne, że Iridium przysporzy swoim twórcom wielu kłopotów. Start przekładano... 12 razy. Przyczyny były różne - zła pogoda, błędy w oprogramowaniu satelitów i awarie sprzętowe, przedłużające się testy. W pewnym okresie jedyne informacje, jakie wychodziły ze sztabu Iridium, dotyczyły kolejnych opóźnień. Być może stało się to przyczyną późniejszych kłopotów finansowych - koszty rosły szybciej niż się spodziewano. Wystarczy zresztą przyjrzeć się liczbom. Straty za I kwartał 1998 r. wynosiły 205 mln USD, za II - już 250 mln USD, za III - 364 mln USD i wreszcie IV - 440 mln. Ponad miliard dolarów straty w ciągu roku to suma, jakiej nie są w stanie udźwignąć nawet bardzo potężne organizacje.

<font face="Arial" size="-1" color="#0080C0">Operatorzy sieci za kilkanaście lat będą prawdopodobnie stanowić potęgę większą niż jakakolwiek znana dziś organizacja.

Mimo tych problemów, szefowie Iridium nie tracili entuzjazmu. W oficjalnych komentarzach do publikowanych co pół roku wyników finansowych informowali o powszechnym zainteresowaniu planowanymi usługami i o powiększającej się liczbie partnerów. Jednak już w trakcie prac nad uruchomieniem systemu wiadomo było, że błędnie oceniono koszty i konieczne będą dodatkowe kredyty.

Początek prawdziwych kłopotów

Wreszcie 1 listopada 1998 r. system był gotów do działania. Komercyjny start Iridium był tego dnia najważniejszą wiadomością w większości serwisów informacyjnych. Przełamana została kolejna bariera technologiczna, świat stał się jeszcze mniejszy.

Niestety, główni udziałowcy szybko przekonali się, że przełamywanie barier nie zawsze pociąga za sobą sukces finansowy. Co więcej, skutek może być dokładnie odwrotny. Straty zaczęły rosnąć w zawrotnym tempie. Na finansowanie bieżącej działalności zostały zaciągnięte dwa kredyty. Jeden w wysokości 800 mln USD, drugi niewiele niższy - 750 mln USD.

Przede wszystkim okazało się, że znacznie przeceniono liczbę potencjalnych klientów. Wprawdzie na wcześniejsze ankiety przeprowadzone w wielu krajach odpowiedziały miliony ludzi, spośród których wielu wyraziło zainteresowanie systemem bezprzewodowej telefonii globalnej, ale praktyka w żaden sposób nie potwierdziła tego zainteresowania. Po raz kolejny okazało się, iż w ocenie badań rynkowych bardzo łatwo popełnić błędy o krytycznym znaczeniu. Podstawowym problemem okazała się wysoka cena telefonu - ok. 3 tys. USD - i świadczonych później usług.

Zresztą nie tylko cena jest problemem. Licznymi ograniczeniami obarczona jest sama technologia. Przykładowo, z telefonu pracującego w systemie Iridium można wprawdzie zadzwonić nawet z serca afrykańskiej pustyni, ale ta sama sztuczka nie uda się, jeżeli znajdujemy się w jakimkolwiek budynku, np. we własnym mieszkaniu. Wynika to z faktu, że telefon Iridium musi "widzieć" satelitę komunikacyjnego, podobnie jak np. antena satelitarna, a mury budynków bardzo mu w tym przeszkadzają.

Dostępne są odpowiednie przystawki, ale trudno przecież nosić ją wszędzie ze sobą. Inną niedogodnością są duże wymiary i krótki czas pracy dostępnych telefonów. Przeciętny czas czuwania, nie przekraczający 24 godzin, kłóci się nieco z ideą telefonu, którego można użyć zawsze i wszędzie, praktycznie wymuszając włączanie aparatu tylko wtedy, gdy chcemy zadzwonić lub spodziewamy się telefonu od kogoś.

Ostatnia szansa

Iridium kontra Telekomunikacja Polska

Wciąż wiele nieporozumień istnieje wokół zasad używania Iridium w Polsce. Większość z nich wynika z prostej przyczyny: Telekomunikacja Polska ma do 2003 roku monopol na obsługę połączeń międzynarodowych i nie zamierza dzielić się swoim przywilejem. Przy korzystaniu z połączenia satelitarnego TP SA zostałaby całkowicie wyłączona z podziału zysków. Dlatego użytkownicy Iridium, którzy przyjadą do Polski, na wyświetlaczu swojego telefonu co najwyżej zobaczą napis: "obszar zastrzeżony".

Nie dość, że nie można dzwonić z telefonów Iridium, to do sierpnia br. Telekomunikacja blokowała również połączenia wychodzące z aparatów stacjonarnych do Iridium.

Sytuację uratowali trzej operatorzy telefonii komórkowej. Wszyscy podpisali umowy roamingowe z Iridium. Wystarczy zatem przełożyć kartę Iridium do telefonu GSM 900 albo 1800, wybrać operatora i teoretycznie można dzwonić. Traci się jednak wtedy jedną z podstawowych zalet Iridium - nieograniczony zasięg.

O całkowitej klęsce Iridium światowa publiczność przekonała się wiosną 1999 r., kiedy ogłoszono, że firma zdobyła zaledwie10 tys. klientów. Zapewne przyczyniła się do tego nieumiejętnie prowadzona kampania reklamowa i błędna polityka informacyjna. Świadczyć może o tym chociażby fakt, że potencjalni klienci, nawet dzwoniąc do biura obsługi klienta, nie mogli dowiedzieć się szczegółów dotyczących obowiązujących taryf.

W kwietniu 1999 r. ze stanowiska ustąpił dyrektor wykonawczy Edward Staiano. Jego miejsce zajął John Richardson. Jednym z jego pierwszych posunięć było niemal dwukrotne obniżenie cen na usługi Iridium. Jak się okazało, było już zbyt późno na tego typu akcje. Nie pomogły również dalsze roszady personalne - między majem a wrześniem 1999 r. na stanowisku dyrektora ds. finansowych pojawiły się aż trzy osoby. Żadnej z nich nie udało się utrzymać posady.

<font face="Arial" size="-1" color="#0080C0">Iridium to 66 satelitów i 12 stacji naziemnych. Satelity krążą po 5 orbitach na wysokości 780 km ponad Ziemią.

Wierzyciele Iridium dwukrotnie wykazali dużą wyrozumiałość, przesuwając terminy spłaty kredytów. Kiedy jednak okazało się, że kolejnego terminu również nie uda się dotrzymać, miarka się przebrała. Aby móc kontynuować działalność, Iridum zwróciło się do sądu z wnioskiem o uznanie bankructwa i ochronę przed wierzycielami. Jednocześnie przedstawiono plan restrukturyzacji firmy, zakładający znaczne obniżenie cen usług i skierowanie ich przede wszystkim do klientów komercyjnych. Wierzyciele w zamian za długi mieliby przejąć odpowiednie pakiety akcji spółki.

Na razie Iridium nie zawiesiło działalności. Jeżeli jednak plan restrukturyzacji nie zostanie przyjęty lub - co gorsza - nie powiedzie się, pierwszy operator globalnej telefonii satelitarnej zniknie z rynku. Iridium na pewno zapoczątkowało nową erę. Być może otrzyma jeszcze jedną szansę, ale nikt nie wie, czy uda mu się przetrwać.

Nie ciesz się dziadku...

Kłopoty finansowe Iridium mogą być sygnałem do ataku dla konkurencyjnych operatorów satelitarnych systemów komunikacyjnych. Wśród nich prym wiedzie Globalstar - system składający się z 48 satelitów na orbitach na wysokości 1414 km ponad Ziemią. Jego przewagą jest znacznie prostsza konstrukcja, obniżająca koszty eksploatacji, a co za tym idzie, prawdopodobnie również taryfy dla końcowych użytkowników.

Długo nie było wiadomo, który system wystartuje pierwszy: Iridium czy Globalstar. O zwycięstwie Iridium zdecydował przypadek. Dwanaście satelitów Globalstar uległo zniszczeniu podczas awarii rosyjskiej rakiety, wynoszącej je na orbitę. Może jednak okazać się, że to pozornie nieszczęśliwe opóźnienie wyjdzie sieci Globalstar na zdrowie - Iridium przetarło szlaki, napotykając wszystkie przeciwności, z jakimi muszą borykać się pionierzy nowych technologii. Według ostatnich zapowiedzi, Globalstar jeszcze w tym roku powinien rozpocząć komercyjną działalność.

Jeszcze mniej satelitów na jeszcze większej wysokości planuje umieścić konsorcjum ICO, w skład którego wchodzi również - co ciekawe - Telekomunikacja Polska. 10 satelitów zawieszonych ponad 10 tys. km nad Ziemią może połączyć około 10 mln abonentów.

Coraz bliższy zakończenia jest też projekt SkyBridge, w którego ramach powstaje sieć satelitów komunikacyjnych o bardzo wysokiej przepustowości. System ten będzie jednak służył wyłącznie do przesyłania danych i jest przewidziany do obsługi wysokiej jakości usług interaktywnych np. wideo na żądanie. Według założeń, obsłuży 20 mln klientów, zapewniając każdemu z nich transfer na poziomie 60 Mb/s.

Może jednak okazać się, że wciąż nie jesteśmy gotowi na zaawansowaną łączność satelitarną - ostatnie sprawozdania finansowe pokazują, że Globalstar i ICO popadły w poważne tarapaty finansowe.


Zobacz również