Iron Storm

I wojna światowa jeszcze się nie skończyła. Zrozumiesz, jak gnije się w okopach na froncie zachodnim i co czuli żołnierze konający na drutach kolczastych pod Verdun.

I wojna światowa jeszcze się nie skończyła. Zrozumiesz, jak gnije się w okopach na froncie zachodnim i co czuli żołnierze konający na drutach kolczastych pod Verdun.

Powolna agonia zaczęła się w roku 1914, kiedy wybuchła I wojna światowa. Nikt nie domyślał się nawet, że pięćdziesiąt lat później resztki ludzkości nadal tkwić będą w okopach. Świat podzielił się na dwa mocarstwa: Rosyjsko-Mongolskie i Zachodnie. Przywódca pierwszego z nich, Baron Ungern von Sternberg, zwany Szalonym Baronem, pragnie za wszelką cenę odtworzyć dawno zapomniane Imperium Mongolskie oraz zlikwidować korupcję i moralną zgniliznę, która toczy świat.

Tymczasem mamy rok 1964. Wojna wciąż trwa, a Szalony Baron opracowuje w tajnych laboratoriach plany broni masowego rażenia, która przechyli szalę zwycięstwa na jego stronę. Zachodnie Imperium, w którego skład wchodzi Europa Zachodnia i Ameryka, wysyła na tyły wroga najbardziej doświadczonego człowieka. Żołnierza, który niemal urodził się na froncie i zmywał z twarzy pył niejednego okopu. Jesteś nim ty. A nazywasz się teraz James Anderson.

Do woja marsz

Niektóre wnętrza zostały starannie wymodelowane. W tym starym magazynie za pomocą dosłownie kilku tekstur zrobiono całkiem niezły klimat. No i zwróć uwagę na kaliber broni. Taka spluwa naprawdę robi mocne wrażenie.

Niektóre wnętrza zostały starannie wymodelowane. W tym starym magazynie za pomocą dosłownie kilku tekstur zrobiono całkiem niezły klimat. No i zwróć uwagę na kaliber broni. Taka spluwa naprawdę robi mocne wrażenie.

Iron Storm zaprzecza ogólnie przyjmowanemu, zwłaszcza przez militarystów, założeniu, że przemysł wojskowy stymuluje rozwój cywilizacji. Jest już rok 1964, a wojska ciągle walczą w okopach i stosują taktykę wojny pozycyjnej sprzed pół wieku. To dziwne, bo powinny się już pojawić takie technologie i sprzęt bojowy, że okop stałby się bezsensownym przeżytkiem. Na szczęście gra wnosi wiele nowych pomysłów do gatunku strzelanin. Pomińmy tylko fakt, że bohater ma na imię James i że Baron jest szalonym naukowcem. "Jamesów" i szurniętych laborantów mamy w grach dostatek.

Świat przedstawiony w Iron Stormie szybko wciąga. Jest brudno, ciemno i nieprzyjemnie. Wszystko, co wystaje ponad powierzchnię ziemi, nosi ślady kul i pocisków. I to jest świetne! Dawno nie miałeś do czynienia z tak oryginalnym otoczeniem. Niestety, przemierzając kolejne lokacje, od razu zauważasz, że autorzy mało uwagi poświęcili poszczególnym postaciom. Za to z przyjemnością podziwiasz pobojowiska, mapy i mroczne scenerie.

Środek pola bitwy...

Nie jest to, jak widać, pokaz mistrzostwa grafików, ale świadomi tego autorzy nadrobili ciekawym klimatem gry i niesamowitymi sceneriami długiej wojny.

Nie jest to, jak widać, pokaz mistrzostwa grafików, ale świadomi tego autorzy nadrobili ciekawym klimatem gry i niesamowitymi sceneriami długiej wojny.

Iron Storm to shooter FPP lub TPP - ma opcję przełączania widoku w czasie gry. Gra nie jest realistyczna. Wrogowie padają szybko, twój heros kulom się, co prawda, nie kłania, ale widać lata w okopach sprawiły, że skórę ma jak słoń. Nie możesz też narzekać na brak akcji. Przez cały czas spotykasz wrogów stojących na warcie, atakujących umocnienia, siedzących w kantynie. Iron Storm nie przypomina jednak Medal of Honor, gdzie trzeba się było nakombinować, zanim udało się posłać przeciwnika do krainy Wiecznego Spokoju. Tutaj zabijasz, nawet trafiając wroga ze snajperki w stopę. Wykazujesz się także zręcznością, gdy przekradasz się przez linie frontu. Poziomy są ciekawie zaprojektowane, a przeciwnicy często cię zaskakują. Już na samym początku gry zdajesz sobie sprawę, że oddziały samobójcze, biegnące z krzykiem przez środek pola walki, musiały wyginąć gdzieś przed rokiem 1920.

Ci, którzy przeżyli, znają się na rzemiośle wojennym. Każdy załom muru, każda sterta cegieł, każdy stary, zapomniany bunkier mogą być idealnym stanowiskiem karabinu maszynowego. Każda budowla, na przykład ruiny katedry, gości kilku snajperów, którzy mają więcej cierpliwości niż przeciętna dziewczyna - poczekają na ciebie w odpowiednim miejscu tyle, ile trzeba. Niestety w grze nie obyło się bez wpadek. Często nie możesz opuścić danej lokalizacji, bo czegoś gdzieś nie załatwiłeś. I chociaż na początku zabawa polega na marszu przed siebie w stylu: "a za mną tylko pożoga", później zdarza się, że niespodziewanie utykasz w grze. Dlaczego? Na przykład z powodu alarmu, który włącza się tylko dlatego, że nie dałeś rady zniszczyć wcześniej pewnego małego komputerka.

Broń, którą walczysz to nie sprzęt z czasów I wojny światowej. Zwykle wykorzystujesz ciężkie karabiny z dodatkami, miotające pociski o dużej mocy rażenia. Nie możesz jednak dźwigać, na modłę Lary Croft, tony żelastwa i nic sobie z tego nie robić. Każda podniesiona broń widoczna jest na modelu bohatera. Spluwy trzymasz w ręku albo zarzucasz na ramię. Ciekawe jest również to, że gdy chcesz się przecisnąć przez wąskie przejścia, czasem musisz zrzucić skrzętnie zgromadzony sprzęt na ziemię!

Dwie trzecie sukcesu

Iron Storm
W trybie multiplayer masz do wyboru kilka aren. Do takich poziomów, jakie spotykamy w Counter Strike'u czy Unreal Tournamencie, nieco im jeszcze brakuje, ale na pewno są powyżej średniej. Na każdej arenie jest robota zarówno dla snajpera, jak i dla samotnych wojowników, nawet tych z maczetami. Wadą jest

jednak za mała liczba aren i trybów gry. Dostępne są: Deathmatch, Team Death Match, Capture the Flag i Escort/Assasin. Ostatni jest nowością i polega na ochranianiu lub próbach wyeliminowania jakiejś postaci lub obiektu.

Początek końca

Iron Storm nie jest tytułem wybitnym, nie rzuca na kolana, nie wyciska łez i nie zachwyca grafiką. Niektóre pejzaże przykują twój wzrok na krótką chwilę, ale z pewnością nie spowodują palpitacji serca. Na szczęście gra jest po prostu ciekawa, wciąga cię wartka akcją i oryginalny świat. To przykład solidnej, rzemieślniczej roboty.

Iron Storm został wydany w polskiej, kinowej wersji. Bohaterowie mówią po angielsku, a podpisy i menu są w języku polskim. Szkoda jednak, że w grze znalazły się błędy. Usuwa je patch umieszczony na płycie dołączonej do tego numeru GameStara.

Dyskretny urok pierwszej wojny

Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie mam wrażenia, że jakiś pomysł się zmarnował. Iron Storm jest szalenie spójną grą. Nie aspiruje do miana "przełomu tysiąclecia", to raczej ciekawa, niezobowiązująca zabawa. I chyba w tym tkwi jej siła - nie narzuca się graczowi. To tak, jak z dziewczynami. Do tych, które pchają się nam w ramiona, podchodzimy z rezerwą. Dyskretna uroda Iron Storm i powab, który odkryjesz sam, przemówią do wielu graczy.

Miłosz Brzeziński


Zobacz również