Irrytuum mobile

Pan Jobs mówił nie tak znowu dawno o najlepszym systemie na świecie. Ogólnie rzecz biorąc, szło o połączenie wydajności, niezawodności, prostoty obsługi i swobody konfiguracji. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo gdy oglądam nowy "Lift-up" MacOS-a...

Pan Jobs mówił nie tak znowu dawno o najlepszym systemie na świecie. Ogólnie rzecz biorąc, szło o połączenie wydajności, niezawodności, prostoty obsługi i swobody konfiguracji. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo gdy oglądam nowy "Lift-up" MacOS-a... najpierw ładne ikonki, a później znów te same ładne ikonki i, no cóż- niewiele więcej swobody niż w wersji 8.5.1. Jest kilka nowych opcji w sterowniku drukarki - bardzo pożyteczne są te opcje i chętnie się wszystko wiesza przy próbie wydruku. Jest też dołożony wzornik PANTONE do systemowej palety barw - niektóre programy (na przykład Strata) reagują na ów wzornik straszną nerwicą i komunikatami "LaBomba!!". Ot, takie te nowinki niedorobione jakieś... Klawiatury, polskie czcionki, różnice w systemach, różnice w platformach, gdzie jest samo żet, a gdzie ziet, dlaczego ygrek jest raz na górze, raz na dole, czemu przecinki zamieniają się kropkami, wychodzą z tego średniki zupełnie nie w okolicach eła, nie wspominając o wielokropku, który wędruje nieznanymi drogami tak pokrętnie, że trzeba instalować PopChar (Szeru-Łeru) lub systemowe otworzyć klawisze.

Macierze dyskowe, czyli arrays, są prostsze i bardziej oczywiste - pod warunkiem że tajemnica pinów pod zworkami (bywali tacy, co mostkami je zwali, jako że mostek nad strumykiem, płynącym z wolna jako żywo właśnie owe zworki im przypominały) rozszyfrowana i zastosowana była poprawnie. I to również lepiej, bo obiektywne kryterium "poprawności" funkcjonuje w architekturze SCSI, a wydaje się, niestety, zawodzić w innych, bardziej oderwanych od materii elementach układanki komputerowej. I nie tylko komputerowej. Drobiazgi w rodzaju obelg i oskarżeń wysoko rzucanych w dowolne polityczne strony są zbyt dawno zakorzenione we wszystkich możliwych systemach sprawowania władzy, aby można je było jeszcze brać pod uwagę. Czymś bardziej zadziwiającym jest oszałamiająco niekonsekwentna, kompletnie rozproszona, prawdziwie "Radosna Twórczość" znakomitego zespołu programistów i projektantów www.apple.com.

Czegoś się tak uczepił tego jabłka, pyta coś we mnie, przecież tak mocno jest akcentowany Linux, przecież większość ludzi i tak otwiera Okienka pana Gatesa, przecież robotnicy stacyjni suwają jeszcze inne suwaczki Irixa czy Solarisa, przecież w końcu Mac jest jednak wciąż najwygodniejszym systemem do pracy z komputeremÉ A jednak, coś się we mnie czepiło tego jabłka i nie chce puścić. Linuxa udało mi się zapuścić na kilkanaście minut i ten najbardziej stabilny system dysponował bardzo ładnie skalowalnym ruchem niezwykle niewygodnej myszki, tej samej szarej myszki, która tak swobodnie śmiga po makowym ekranie, czym nie zaimponował mi specjalnie, po czym wywalił się tak skutecznie, że nic nie chce go zmusić do ponownego wstania, nawet z CD-ROM-u (mimo czyszczenia plików, RAM-u i PRAM-u). Owszem, to nie był Linux, to była swego rodzaju demo-aplikacja, emulująca wygląd i działanie pełnej wersji systemu - cha, cha, nic właśnie! To był okrojony i uproszczony Linux we własnej osobie. Dyskusje trwają. Powiadomimy Szanownych Państwa o wyniku negocjacji.

Albo takie okienka, niby nic, a migają z częstotliwością kilkudziesięciu setek mignięć na sekundę. I co? I nic właśnie. Gapimy się na nie, pod pozorem jakiejś bardzo ważnej i pilnej pracy, a tak naprawdę gapimy się po prostu na te okienka. Owszem, coś tam się w nich rusza i zmienia, a to teksty, a to obrazki, a to nutki, a to znowu wszystko naraz, suwa się i rozpływa, rośnie i ewoluuje, ale przecież wciąż w tych okienkach. To prawda - zdecydowanie nie kocham systemów opartych na poleceniach tekstowych, nawet jeśli są mówione.

Czasem tekst nie wystarcza. A poza tym fajnie jest sobie kliknąć od czasu do czasu. No więc wracając do okienek, to taka błahostka jak możliwość zmiany grubości ramki okienkowej, obecna w kolejnych generacjach pecetów, czy nieskrępowany dobór czcionek systemowych, nie mówiąc o kolorze czy w ogóle rodzaju belki, naprawdę ułatwia pracę. Pozostawię to ryzykowne twierdzenie chwilowo bez dowodu, bo kawa mi wykipi i to się nazywa "wyższą koniecznością". Tak przynajmniej słyszałem, gdy jeszcze w ubiegłym tygodniu jechałem taksówką. Zdaje się, że to było w radiu. Éradio gugu, czy jakoś takÉ Linux Żywy nie był tym samym co Linux w Czerwonym Kapeluszu, tak jak Windows nie jest tym samym co Irix czy inny Motif, tak jak MacOs nie jest tym samym co System 7.

I tu, proszę wycieczki, możemy obejrzeć sobie dokładnie właściwe sedno niniejszego tekstu, co wyzierało mi już wcześniej, ale trzymałem je w ciepłym schowanku aż do tej chwili. Otóż System 7, mimo miliarda braków i niedopracowań był rzeczywiście przyjazny i nie wieszał się aż tak okropnie. No to go sobie zainstaluj, mój drogi, i nie kwękaj - rzucił kot z nieprzeniknionym wyrazem kosmatego pyska z wyżyn półki. Istnieje - naturalnie - możliwość jakiegoś uprzedzenia, czy też może uwstecznienia - jak ją zwał, tak zwał - sentymentu albo "cknienia", co mi się w duszy zbiera na ten koniec wieku. A poza tym bardzo przyzwoita - może i najlepsza wersja Systemu 7 jest internetowo udostępniona w całej swojej krasie dla wszystkich chętnych i razem z kuchenką na węgiel oraz parowym skuterem będą stanowić oryginalną przepustkę w nowe czasy.


Zobacz również