Jak wygląda japońska elektrownia atomowa od środka

Sześć procent światowej energii elektrycznej pochodzi z elektrowni atomowych. Konsumenci rzadko o tym myślą, dopóki nie stanie się coś złego, tak jak po ostatnim trzęsieniu ziemi u wybrzeży Japonii.

Media informują wciąż o bohaterskich pracownikach Fukushimy, którzy ryzykują życiem, by po trzęsieniu ziemi i powstałym w jego następstwie tsunami utrzymać elektrownię wraz z jej uszkodzonymi reaktorami pod kontrolą.

Niestety ich pracodawca, firma Tokyo Electric Power Company, w przeszłości fałszował dane bezpieczeństwa i tuszował wypadki. Prawdopodobnie wywoła to intensywną analizę działań koncernu w przyszłym dochodzeniu.

W sierpniu 2007 TEPCO zaprosiło Martyna Williamsa, reportera IDG, do elektrowni atomowej Kashiwazaki Kariwa, największej na świecie pod względem generowanej mocy. TEPCO chciało udowodnić, że trzęsienie ziemi o sile 6,6 stopni w skali Richtera, które miało miejsce miesiąc wcześniej, nie wywołało poważnych uszkodzeń.

Ta elektrownia, tak jak Fukushima, ma reaktor wodny wrzący (BWR), ale jest dużo nowsza. Została zbudowana w połowie lat dziewięćdziesiątych, podczas gdy Fukushima powstała w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku.

Zobacz film: "Jak wygląda japońska elektrownia atomowa od środka" (materiał w j. angielskim)


Zobacz również