Japońskie toalety łatwe do zhakowania. Można ich użytkownikom psiknąć w...

Użytkownicy wybranych washletów muszą się mieć na baczności. Ich ceramiczne cudeńka mogą bowiem sprawić im sporego psikusa.

toaleta

toaleta

Japończycy to specyficzny naród o bardzo dziwnych upodobaniach w różnych dziedzinach życia. Cechuje ich np. uwielbienie dla nowych technologii, które ku zaskoczeniu wielu turystów, odcisnęło swoje piętno nawet na ubikacjach. Znajdziemy tam bowiem bardzo często "ceramiczny sprzęt" (tak zwane washlety, czyli połączenie muszli klozetowej z bidetem) tak naszpikowany elektroniką, że wiele widzących go po raz pierwszy osób zapomina, co miało zrobić...

"Niektóre washlety odtwarzają muzykę, co ma na celu ułatwienie rozluźnienia zwieracza (np. ubikacje firmy Inax odtwarzają kilka pierwszych nut Op. 62 No. 6 Frühlingslied Felixa Mendelssohna)" - czytamy w Wikipedii.

To uwielbienie naszpikowanych elektroniką washletów może być jednak zgubne, o czym przekonać się mogą ci z Japończyków, którzy zakupili toaletę INAX Satis (dostępna ona jest także na rynku Stanów Zjednoczonych) pozwalającą m.in. na zdalne sterowanie za pośrednictwem komunikującego się z nią przy wykorzystaniu technologii Bluetooth smartfona z zainstalowaną aplikacją My Satis. Chodzi bowiem o to, że producent ustawił dla wspomnianej  łączności domyślne hasło w postaci 0000, które użytkownicy zazwyczaj zapominają zmienić. Zainteresowane tym osoby mogą więc zainstalować aplikację na swoim smartfonie i nawiązać połączenie z wybraną toaletą. Wówczas bez problemu będą mogli się pobawić jej różnymi ustawieniami (włączyć np. odtwarzanie utworu Weekend - Ona tańczy dla mnie), a nawet...podkraść dane statystyczne użytkownika!

O problemie tym zajmująca się bezpieczeństwem firma Trustwave informowała już podobno wielokrotnie (bez skutku) producenta toalety, firmę Lixil.


Zobacz również