Kamień węgielny, czyli non omnis moriar

Nie wiem, czy denerwują Państwa poeci. Mnie strasznie, gdyż zwykle poetyckie przenośnie są całkowicie oderwane od prozy życia.

Nie wiem, czy denerwują Państwa poeci. Mnie strasznie, gdyż zwykle poetyckie przenośnie są całkowicie oderwane od prozy życia.

Oczywiście bohaterowie nie rodzą się na kamieniu, bo tylko kompletna idiotka próbowałaby porodu w takich warunkach. Już prędzej na trawie. Natomiast opowieść o ich bohaterskich czynach nie powinna być ryta w spiżu, tylko właśnie kuta w kamieniu. Jak pokazuje historia, wcześniej czy później jakiś najeźdźca przetopi spiż na działa albo łuski, kamień zaś jest wyjątkowo oporny i trwać będzie wieki. Talibowie próbowali zniszczyć pomniki Buddy i okazało się, że nawet ostrzał artyleryjski nie był absolutnie skuteczny. Resztki rzeźb do dziś straszą obojętny świat. Następni nawiedzeni pewnie spróbują bombki atomowej. Tymczasem na miejscu, gdzie stały dwie wieże WTC, położono kamień węgielny pod pomnik.

W języku polskim określenie "węgielny" kojarzy się ze Śląskiem, naprawdę chodzi zaś o kamień narożny (za węgłem). W przypadku pomnika ofiar WTC zdecydowano się wykuć stosowny napis w kamieniu, bo tradycyjna puszka umieszczona pod kamieniem byłaby bardziej podatna na zniszczenie. O pietyzmie twórców pomnika świadczy nawet tak niewielki detal jak wybór fontu ( http://www.nytimes.com/2004/07/08/nyregion/08blocks.html?8hpib ) - zdecydowano się na bezszeryfowy krój Gotham autorstwa Tobiasa Frere-Jonesa (http://www.typography.com/cata-log/gotham ), bardzo elegancki i nowoczesny. Akurat w tym przypadku, jak to coraz częściej dzieje się ze względów oszczędnościowych, napis nie został wykuty, tylko wypiaskowany. Dla laików różnica niewielka, ale technologicznie olbrzymia. Klasyczne kucie polega bowiem na mozolnym wyłupywaniu maleńkich kawałeczków kamienia za pomocą delikatnych uderzeń okrągłego młotka w stalowe dłuto. Jedno zbyt silne uderzenie łatwo może zniszczyć cały wysiłek artysty. W przypadku piaskowania na wypolerowaną powierzchnię kamienia nakłada się gumową maskę. Tylko tam, gdzie mają być litery, dopuszcza ona strumień piasku, wystrzeliwanego przez dyszę pod wysokim ciśnieniem przez powietrze ze spężarki. Czas żłobienia reguluje głębokość napisu. Zamiast charakterystycznego przekroju liter w kształcie kąta ostrego otrzymuje się nierówne zagłębienie, bez ostrych kantów.

Chociaż zwolennicy klasycznego kucia kręcą nosami na nowoczesne technologie (zamiast piasku można też używać lasera podczerwonego, który wypala powierzchnię kamienia, pozwalając utrwalać na nim dowolne rysunki, niczym na papierze w drukarce laserowej), to jednak od postępu nie ma odwrotu. W przypadku pojedynczego kamienia można wyobrazić sobie wielomiesięczne kucie, w przypadku dużego pomnika żaden sponsor nie czekałby całego stulecia na efekt końcowy. Tak zdarzyło się w trakcie prac nad pomnikiem prezydenta Roosevelta w Waszyngtonie, ukończonym w 1997 roku ( http://www.nps.gov/fdrm ).

Niech nie zmyli Państwa oficjalna fotografia FDR siedzącego na wózku i sześć linijek tekstu w tle. Przygotowania do zrobienia kilku kilometrów napisów (sic!) na różnych elementach pomnika rozrzuconego na sporej przestrzeni parku zajęły nowoangielskiemu artyście Johnowi Bensonowi ładnych kilka lat, zaś samo kucie oraz piaskowanie bodajże dwa sezony letnie. Napisałem "kucie oraz piaskowanie", gdyż stosunkowo wcześnie artysta zdał sobie sprawę z faktu, że skala projektu przerosła wszystko, z czym wcześniej miał do czynienia.

John Benson ( http://store.adobe.com/type/typedesign/benson.html ) jest znanym rzeźbiarzem napisów (w języku polskim nie ma dobrego odpowiednika angielskiego słowa "carver", czyli dosłownie wykuwacz), który ozdobił wiele budynków eleganckimi napisami. Dlatego zaproponowano mu wykucie fragmentów tekstów przemówień FDR na pomniku. Jak to zwykle bywa w projektach przygotowywanych przez komitet, okazało się, że komisarzom trudno było zdecydować się na ograniczenia i stąd ogrom zamówienia. Na szczęście tylko niektóre napisy miały być czytelne z daleka i te Benson ze współpracownikami kuł za pomocą miniaturowych młotków pneumatycznych klasycznym sposobem. Cała reszta napisów, które miały być czytelne po podejściu do ścian pomnika, została wypiaskowana. Kłopoty zresztą nie skończyły się na ilości napisów. Komitet zdecydował, aby duże napisy były umieszczone na pofałdowanej, niewypolerowanej powierzchni kamienia. Benson jest perfekcjonistą zrobił więc zdjęcia wszystkich kamieni, na których miały być umieszczone napisy, a potem z pomocą komputera poprawił kształty liter, tak aby nierówności krawędzi spowodowane pofałdowaniem nie były widoczne dla postronnego widza.

Zapytają Państwa, skąd znam intymne szczegóły procesu twórczego. Miałem przyjemność wysłuchania wykładu artysty. Organizatorzy bostońskiej konferencji ATypI w 1999 roku zaprosili Bensona - był to jeden z najlepszych wykładów typograficznych jakie miałem okazję oglądać. Pomyślałem sobie wtedy, że kucie w kamieniu jest dobrym sposobem osiągnięcia nieśmiertelności, ale zapewne trudnym i mozolnym. Przypadkowi, który posadził mnie przy stole w czasie obiadu konferencyjnego razem z Michaelem Harveyem MBE, zawdzięczam moją przygodę z literami, a dokładnie cyframi w kamieniu. Od słowa do słowa, jak to bywa w czasie rozmowy między nieznajomymi, dowiedziałem się że kucie jest proste, wystarczy tylko spróbować. Mike był na tyle miły, że podał mi adres angielskiej firmy Tiranti ( http://www.tiranti.com ), która dostarcza odpowiednie dłuta. Wiem, że nie mógłbym konkurować z jednym z najlepszych literników świata ( http://www.finefonts.com/michaelharvey.html ) - tytuł Member of the Order of the British Empire, nie mylić z MBA, dostaje się za szczególne zasługi, to coś jak angielska nagroda państwowa. Ale z pewną nieśmiałością spróbowałem i efekty mogą obejrzeć Państwo na mojej stronie ( http://www.apple.com.pl/kuba/kucie.html ). Najbardziej dumny jestem z zastosowania lakieru do paznokci - okazał się całkowicie odporny na pogodę. A więc może i po mnie coś zostanie na wieczność...


Zobacz również