Kane and Lynch 2: Dog Days - nieudana wycieczka do Szanghaju

Psychopata, wariat, szaleniec, morderca - to właśnie tymi słowami twórcy gry Kane and Lynch określają głównego bohatera, którym przyszło nam kierować w drugiej części tej kontrowersyjnej gry akcji. Teoretycznie epitety te mają rozbudzić w graczach ciekawość i zachęcić do kupna tego tytułu. Czy jednak warto wydać trochę grosza na najnowszą produkcję IO Interactive? Przekonajcie się sami.

Witamy w Szanghaju!

Przygoda z drugą częścią Kane and Lynch zaczyna się od dość ciekawego motywu: krótkie sceny, które pokazują naszych bohaterów uwięzionych i torturowanych, intrygują i sprawiają że jak najszybciej chcemy zacząć grać by dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Pomysł naprawdę niezły i jeśli dodać do tego klimatycznie przedstawiony Szanghaj to już po pierwszych sekundach można dojść do wniosku, że gra ma spory potencjał. Niestety, kolejne chwile spędzone nad tytułem zmuszają nas do szybkiego zrewidowania tego poglądu. Sam pomysł na fabułę jest naprawdę dobry, jednak jej przedstawienie pozostawia wiele do życzenia.

W Kane and Lynch 2: Dog Days uderza bowiem monotonia - rozgrywkę streścić można w prostym stwierdzeniu: "idź do przodu, załatw wszystkich, a potem idź do przodu nie zapominając potraktować z kopa wszystkich napotkanych drzwi". Aż prosi się tu o zadania, gdzie gracz zmuszony byłby dogonić wskazanego przez scenarzystów nieszczęśnika i wymusić z niego informacje w wybrany przez siebie, mniej lub bardziej dyplomatyczny, sposób.

W najnowszej produkcji IO Interactive króluje natomiast liniowość serwowana graczom aż do bólu. Momentami dochodzi nawet do absurdalnych wydarzeń, w których twórcy założyli sobie, iż przed spotkaniem z danym oprychem musimy najpierw załatwić wszystkich jego kolegów. Jeśli jednak tego nie zrobimy i jakimś cudem uda nam się dotrzeć do wroga to ten bardzo często... nie zrobi zupełnie nic. Będzie stał i patrzył się nam prosto w oczy, my możemy w niego strzelać do woli, jednak ten nawet nie zareaguje. Trzeba wrócić do jego kolegów, wybić ich co do głowy, a i nasz przeciwnik dozna cudownego olśnienia i zacznie znów uciekać lub nas atakować.

Z przykrością trzeba również stwierdzić, że Kane and Lynch 2 nie jest tytułem wolnym od wielu błędów, niedociągnięć czy po prostu irytujących elementów. Jednym z nich jest chociażby cenzura, której sens ciężko jest pojąć w grze dozwolonej od lat 18, gdzie przekleństwa rzucane są na prawo i lewo, a krew leje się strumieniami. Za każdym razem, gdy z naszej ręki zginie "cywil" jego zwłoki zostaną zakropkowane, byśmy nie mogli dostrzec szczegółów naszej... zabawy. Zwykle to raczej nie przeszkadza, jeśli jednak zwłoki nieszczęśnika znajdą się na linii strzału to niemożliwe stanie się dostrzeżenie prawdziwego celu. Podobnie głupio przedstawia się sprawa brania zakładników i używania ich w roli żywych tarcz - nasi wrogowie i tak będą trafiać w nas do woli, a sam zakładnik jakimś cudem ujdzie z tej sytuacji cały i zdrowy (chyba, że postanowimy pomóc mu w odejściu z tego świata).

Kamera "z ręki", czyli szalony dokumentalista

Zostawiając jednak na boku szereg niedociągnięć, warto na chwilę zatrzymać się przy klimacie jaki udało się wykreować twórcom. Oprócz wspomnianego wcześniej Szanghaju na wyróżnienie zasługuje tzw. "trzęsąca się kamera", która podąża za plecami naszego bohatera tak, jakby biegł za nim kamerzysta kręcący dokument o życiu chińskiego podziemia. Podobno widok ten na dłuższą metę może męczyć, dlatego twórcy gry zdecydowali się dodać w opcjach możliwość przełączenia na standardowy widok. Autor niniejszej recenzji nie doznał jednak takiego wrażenia. Wręcz przeciwnie - można się nawet pokusić o stwierdzenie, że oryginalne ujęcia dodają grze Kane and Lynch 2 kolorytu i urealniają całą rozgrywkę. Oczywiście nie sposób również nie wspomnieć o naprawdę ciekawej grafice, która została tak wystylizowana, by gracz miał wrażenie że ogląda prawdziwy film. Niestety, jak już zostało wspomniane wcześniej, dość monotonny i nudny.


Zobacz również