Kapitał w kryzysie

Początek kryzysu z jesieni 2008 roku praktycznie z dnia na dzień położył wiele firm na łopatki. Nawet najwięksi rynkowi gracze odczuli brak dostępu do finansowania. Sytuacja, jak się wydaje, powoli się stabilizuje, a przedsiębiorcy i instytucje finansowe wyciągają właściwe wnioski z bolesnej lekcji.

W zderzeniu z kryzysem nie każde przedsiębiorstwo potrafiło sobie poradzić, zmodyfikować strategię, spojrzeć krytycznie na przepływy pieniężne czy zasoby. Hossa, która przez ostatnie lata nieprzerwanie usypiała czujność firm i banków, spowodowała zatracenie instynktu samozachowawczego wielu firm. Przedsiębiorcy postawieni pod ścianą nie wiedzieli, jak prowadzić dalej biznes. Na pewno nie pomogła im w tym sytuacja na rynku międzybankowym, która odbiła się przecież i na firmach.

Międzybankowe rozgrywki

Od przełomu września i października 2008 wzrosły drastycznie koszty refinansowania. Pierwszym efektem była utrata wzajemnego zaufania banków i instytucji finansowych. Po zbankrutowaniu Lehman Brothers wiarygodność na rynkach finansowych została tak mocno podkopana, że banki w pierwszym odruchu wstrzymały pożyczanie pieniędzy. Pytanie: "za ile?", zostało zastąpione pytaniem: "czy dostanę?".

Na panikę finansową nałożyły się również decyzje o przejmowaniu bankrutów przez państwa.

Z tamtego okresu (choć tak naprawdę minęło dopiero kilkanaście miesięcy) niektórzy finansiści pamiętają jeszcze anegdoty, które wówczas były chwilą do oderwania się od smutnej rzeczywistości. W czasie konferencji Leaseurope i Eurofinance w październiku 2008 r. (uczestniczyło w niej 300 top menedżerów z Europy i Stanów Zjednoczonych) krążył dowcip: Czy logowałeś się dziś do Internetu, żeby sprawdzić, czy twój bank już jest państwowy?

Bez rozdawnictwa

Bez rozdawnictwa

"We wrześniu ubiegłego roku, kiedy zaczynał się ostry kryzys, rzeczywiście praktycznie z dnia na dzień zniknął dostęp do finansowania, banki przestały sobie pożyczać pieniądze na rynku międzybankowym. Jednocześnie drastycznie wzrósł koszt pozyskania pieniądza - nawet do ponad 300 punktów bazowych ponad stopę referencyjną - np. WIBID. Automatycznie przełożyło się to na akcję kredytową - banki gwałtownie wyhamowały" - tłumaczy Łukasz Piasta z DnB Nord.

Rok temu wiele banków na własnej skórze odczuło, że braku pieniędzy nie można już załatwić szybko i łatwo, udając się na rynek międzybankowy, np. po trzymiesięczną pożyczkę. Jesienią ubiegłego roku cena takiej pożyczki po pierwsze skoczyła do ponad 6,8% (na początku 2008 r. nie przekraczała 5,5%), a po drugie pieniądz nie tylko kosztował więcej, ale był i trudniej dostępny. Niewiele banków wytrzymało tak ostre tempo. Tak naprawdę w Polsce jest tylko kilka banków, które mogą pożyczyć pieniądze, inne realnie najwyżej mogą obsługiwać swoich kluczowych klientów, bez dalszej ekspansji na rynkach.


Zobacz również