Kingsajz

To było całkowicie jednoznaczne, że w czasie gdy "Królewski rozmiar" trafiał do ponurych i niewygodnych kin tzw. PRL-u - wyraźną i czytelną alegorią się jawił.

To było całkowicie jednoznaczne, że w czasie gdy "Królewski rozmiar" trafiał do ponurych i niewygodnych kin tzw. PRL-u - wyraźną i czytelną alegorią się jawił.

Szuflandia to Polska, no może nieco szerzej - jakaś tam szeroko pojęta i niesprecyzowana komuna - chociaż może nie aż tak do końca, bo jednak zawierająca w sobie cechy bytu społecznego ówczesnego naszego TUTAJ, U NAS, a nie np. w DDR. Świat ludzi dużych natomiast - to świat zachodni. W Polsce sytuacja była o tyle lepsza (mniej gorsza, mniej zła), że o ile o tym, czy można wyjechać za granicę za każdym razem decydował tępy urzędnik milicyjny, chociaż w moim przypadku była to tępa urzędniczka milicyjna (ja ciebie, wredna jędzo, długo nie zapomnę), o tyle dawano przeważnie zgodę na tego typu eskapady. Nie, nie ma nawet porównania z sytuacją w Czechosłowacji, gdzie można było wyjechać raz na trzy lata bodajże i to tylko pod warunkiem że się było wzorowym obywatelem, czy z DDR-em albo CCCP-em (skrót od cep cepa cepem pogania), skąd nie można było się w sposób legalny wydostać wcale. No, chyba że się było sportowcem albo członkiem delegacji partyjno-rządowych. W każdym bądź razie decyzję o tym, że Polo-Coctę każdy może mieć w domu w nieograniczonej ilości (którą to decyzję podjął - jak przypomnę - rząd ostatniego premiera naszego jednopartyjnego totalitaryzmu) przyjąłem w pierwszej chwili jak jakiś kolejny bałach (czyli kłamstwo, oszustwo) komunistów, a następnie jako dar niebios niemalże. Tak to się miało pomieszane we łbie, że coś mi zabrano, a gdy potem oddano, to swym łajdakom wdzięcznym się było. Nie ja jeden zresztą tak miałem. Ten stan po prostu tak ma - jak mawiał Konewko Wacław. A z Wacławem wypilim niejednego.

Co nam zostało z tych lat? Prześliczna i very sexy Katarzyna Figura (tak piękna i ponętna była jeszcze jedynie w Pociągu do Hollywood), zręczna intryga opowiedziana takoż zręcznie, chociaż - moim zdaniem - całość się w ostatnim kwadransie zdecydowanie pruje i rozłazi, no i niesamowita scenografia. Przy polskiej zgrzebności i niejako tradycyjnym "będzie jak będzieŇ popartym wtenczasową niewymienialnością złotówki, krajobraz Szuflandii objawia się nam niezwykle realistycznie, żeby nie powiedzieć - "jak w filmie zagranicznym" i bajkowo zarazem. A w ogóle to cała "Vabankowa" ekipa dobrze się bawi i takoż gra - ku satysfakcji gawiedzi, przesiadującej w kinematografie.

Jak wspomniałem, Polo-Cocta znajduje się u każdego w biurku lub portfelu wraz z dowodem osobistym i prawem jazdy, o ile takowe posiada. Właściwie jedyną barierą stały się obecnie realia tzw. kosztów transportu w różne miejsca na świecie, ewentualnie obrzydliwi i żenujący w swej lodowatej uprzejmości pracownicy sekcji wizowych w ambasadach krajów, do których wiza jeszcze obecnie jest nam niezbędna. Kto choć raz starał się o wizę do Ameryki Północnej, ten bardzo dobrze wie w cziom dieło. Niemniej zasadniczo, kto młody i energiczny, ten spokojnie przy minimalnych kosztach dotrzeć może nawet na atlantyckie wybrzeże ojczyzny Joao Pinto. Wtedy dopiero natrafia się na większy akwen i teraz już dalej autostopem się nie da. Ale drogą lądową po coraz bardziej jednoczącej się w idei szeroko pojętego socjalizmu Europie - jak najbardziej! Jeden artysta znany i gruby, poza tym że zaśpiewać chciał kiedyś z playbacku, wyartykułował tezę, iż socjalizm totalitarny zmienił się w koncesyjno-etatystyczny. Podróżuję w te i wewte trochę (jak mi się wydaje) częściej niż średnia krajowa, a "zagramanica" ma trzy zalety: 1) nie rozpoznają tak nagminnie mojej gęby, 2) koszty są porównywalne z III RP, 3) na południe od Alp słońce latem jest zawsze, czy się to komuś podoba, czy nie; i wracając do sedna - zauważam, że triumf szeroko pojętych idei socjalistycznych i lewicowych to tendencja panująca w każdym kraju, jaki miałem okazję ujrzeć. Zresztą trudno się temu dziwić. Takie spraw ulokowanie jest w bezpośrednim interesie aparatu administracyjno-urzędniczego i sam, po dobroci tychże praw nie będzie się pozbywał. Bo i niby dlaczego? Głupi przeca nie jest. A napisane jest: "Głupi jeno od koryta po dobroci odchodzi". Jest bowiem ono polem do popisu dla różnych osobników, którzy posiedli zdolność samoorganizacji finansowej na styku szeroko pojętej administracji partyjno-państwowej i biznesu prywatnego. Mądre i zapadające w meandry zwojów mózgowych słowa wypowiedział pewien nietuzinkowy umysł całkiem niedawno: Dla mnie największym rozczarowaniem ostatniego dziesięciolecia w Polsce jest to, iż dawni bohaterowie walk z systemem komunistycznym, częstokroć szykanowani i w więzieniach zamykani, stali się w nowej rzeczywistości aktywnymi uczestnikami grabieży publicznych pieniędzy, słowem - stali się zwykłymi złodziejami. Ten proces nie jest charakterystyczny jedynie dla naszej rzeczywistości geopolitycznej, jest całkiem popularny niemalże w całej Europie, ba! - właściwie z tego, co do nas dociera - na całym świecie i jeno metody grabienia są różnorakie - takie to a takie - zależne od czynników wielu i dzięki temu, że Polo-Cocta jest stale w zasięgu dłoni mych, mogę to sobie czasem obejrzeć na własne oczy, nie pytając o zgodę jędzy z wydziału paszportowego Komendy Wojewódzkiej MO w Warszawie. Czyli, przynajmniej jeśli o to idzie - lepiej jest mi. A Kasia Figura mimo tylu lat, które odpłynęły w siną dal, nadal ma więcej seksapilu niż cała reszta razem wzięta.


Zobacz również