Kino z wykopem

Filmy z walką w roli głównej to dla Amerykanów wyłącznie sposób na zarabianie pieniędzy. Chińczycy wiążą z tymi produkcjami zupełnie inną filozofię. Mimo że większość obrazów realizowanych do tej pory to najczęściej porażający kicz, niezwykły klimat Wschodu jest dla ludzi z innego kręgu kulturowego ciągle fascynujący.

Filmy z walką w roli głównej to dla Amerykanów wyłącznie sposób na zarabianie pieniędzy. Chińczycy wiążą z tymi produkcjami zupełnie inną filozofię. Mimo że większość obrazów realizowanych do tej pory to najczęściej porażający kicz, niezwykły klimat Wschodu jest dla ludzi z innego kręgu kulturowego ciągle fascynujący.

Międzynarodowy sukces Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka, przypieczętowany zdobyciem czterech Oscarów, przybliża nam kino Dalekiego Wschodu wraz z jego orientalnym mistycyzmem i zakorzenionymi w tradycji postawami moralnymi. Film Anga Lee łączy w sobie nowoczesne efekty walk wprost z Matrixa ze spokojem kontemplacji. Przypomina kino, które fascynowało miłośników filmu, poczynając od arcydzieł Kurosawy, gdzie stare miesza się z nowym, a na straży porządku świata stoją wojownicy. Filmowa fascynacja Wschodem stała się wręcz modą w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Sprawiła też, że sztuki walki weszły do amerykańskiego kina akcji. Jego bohaterami są rośli biali faceci, tacy jak Chuck Norris, Jean Claude Van Damme czy Steven Seagal oraz wiele pomniejszych gwiazd.

Dorobek artystyczny tych aktorów jest imponujący. Każdy z nich zagrał w kilkudziesięciu filmach o mniej więcej podobnej fabule. Powoli jednak herosi bezpośrednich starć, można by rzec kowboje Wschodu, odchodzą w zapomnienie niczym bohaterowie westernów. Zmieniła się estetyka i dynamika filmów akcji, nawiązująca obecnie do świata gier komputerowych. Przykładami tej ewolucji mogą być seksowne Aniołki Charliego i leniwie toczący się w rytmach hip hopu Romeo musi umrzeć. Są to propozycje czysto rozrywkowe i kiczowate, mające mało wspólnego z tym, co w kinie akcji z Dalekiego Wschodu było najlepsze, czyli ze sprawną choreografią walk, opartą na prawdziwych umiejętnościach zawodników.

Walka w stylu amerykańskim

Amerykanie od Wejścia smoka korzystają z koniunktury na filmy kung-fu. Stworzyli olbrzymi rynek, który został dotkliwie wyeksploatowany w latach osiemdziesiątych. Tytuły typu Kickboxer czy Krwawy sport i wiele im podobnych doczekały się kontynuacji, przybierając tym samym formułę niespójnego serialu. Piętno na gatunku odznaczyła też tematyka, nawiązująca schematycznie do wątków: wspaniali mistrzowie, ninja, triady i amerykańscy chłopcy wyszkoleni na potrzeby służb specjalnych w Wietnamie czy Korei. W pewnym momencie wszystko jakby przycichło. Wątek się skończył, ale znaleziono złoty środek. Spojrzenie na kino akcji z przymrużeniem oka, czyli wybieg, jakim posłużył się Arnold Schwarzenegger w Bohaterze ostatniej akcji. Wracamy więc do tonu parodystycznego, lekko komediowego, dzięki czemu możemy się zdystansować do świata samych walk wyłuskanego z tradycji. Zdarza się co prawda, że głębia filozoficzna powraca w przebraniu ostatniego prawdziwego samuraja, jak to się ma w Ghost Dogu Jima Jarmusha. Nadal mamy też do czynienia z modą na Daleki Wschód (szczególnie w stylu japońskim), czego przykładem może być fenomen filmów anime i pokemonów.


Zobacz również