Kolejna kompromitacja "antypiratów"?

Organizacje zajmujące się ściganiem użytkowników nielegalnie udostępniających chronione prawem autorskim pliki w Internecie zaliczyły właśnie kolejną poważną wpadkę. Serwis Heise.de donosi, że pewien niemiecki użytkownik sieci eDonkey został oskarżony o nielegalne dystrybuowanie w Internecie kilku filmów - problem w tym, że internauta ten przez cały czas aktywności w sieci P2P korzystał z klienta sieci eDonkey zmodyfikowanego tak, by tylko pobierał pliki, a nigdy ich nie udostępniał.

Ów klient to tzw. leecher - osoby korzystające z takich programów są zwykle krytykowane za "pasożytnictwo", ponieważ pobierają dane z sieci ale nic do niej nie wprowadzają. W tym konkretnym przypadków taka postawa wyszła jednak internaucie na dobre, bowiem korzystając z leechera pozostawał on w pełnej zgodzie z niemieckim prawem (zabrania ono dystrybuowania materiałów chronionych prawem autorskim, ale pozwala na ich pobieranie). Dlatego też zarzut piractwa w tym przypadku jest zupełnie nietrafiony - tym bardziej, że ów internauta miał program uruchomiony przez wiele miesięcy i ze statystyk aplikacji wyraźnie wynika, że nigdy nie udostępnił żadnego pliku.

Dane, które posłużyły do namierzenia i oskarżenia owego internauty, zostały dostarczone przez firmę Media Protector, zajmującą się monitorowaniem przypadków naruszania praw autorskich w sieciach P2P. Na ich podstawie do owego anonimowego internauty wysłano żądanie zapłacenia odszkodowania za nielegalnie rozpowszechnione pliki - miał on zapłacić 700 euro.

Na razie nie wiadomo, jak firma zamierza zareagować na informację, że jej technologia błędnie zidentyfikowała użytkownika sieci P2P. Komentatorzy zwracają jednak uwagę, że jeśli doniesienia te się potwierdzą, to może się okazać, iż wszystkie zarzuty oparte na danych dostarczonych przez Media Protector mogą zostać łatwo podważone.


Zobacz również