Konsola Microsoftu na diecie - test Xbox 360 Slim

W ręce redakcji IDG.pl trafił najnowszy model konsoli Xbox 360. W urządzeniu potocznie nazywanym Slimem miano wyeliminować wady poprzedników, a jednocześnie konsola miała oferować tyle nowości, by wielbiciele elektronicznej rozrywki nie mogli przejść obok niej obojętnie. Nowy, elegancki wygląd, duży twardy dysk, wi-fi i obsługa Kinecta - między innymi takie rzeczy czekają na nabywców 360tki w wersji Slim. Z naszego tekstu dowiecie się co sądzimy na jej temat. Postaramy się też odpowiedzieć na pytanie czy urządzenie to powinno zagościć w domu każdego gracza.

Gdyby Microsoft nie ścigał się z firmami Nintendo i Sony, Xbox 360 mógłby być bezawaryjnym urządzeniem o niekwestionowanej renomie. Gdyby Microsoft nie spieszył się, nie musiałby wydawać miliarda dolarów na serwisowanie psującego się sprzętu. Gdyby Microsoft nie popełniał błędów, kto wie, może 360tka byłaby nie drugą, a najbardziej popularną konsolą "nowej generacji". Gdyby...

Dużo tego gdybania. Fakt pozostaje jednak faktem - pomimo wielu wad, Xbox 360 podbił serca milionów graczy na całym świecie, którzy wybaczyli gigantowi z Redmond nawet słynny "czerwony krąg śmierci". Po czterech latach od premiery konsoli Microsoftu, doczekaliśmy się nadejścia nowej, ulepszonej jednostki. Czy sprawi ona, że amerykańska korporacja zmniejszy dystans dzielący ją od firmy Nintendo i jej Wii, a jednocześnie zostawi Playstation 3 na ostatnim miejscu w zestawieniach sprzedaży najnowszych konsol?

Co w pudełku?

Konsola trafia w ręce wielbicieli elektronicznej rozrywki w ładnym kartonowym pudle, w którym oprócz samej jednostki znajdziemy czarny kontroler, zestaw słuchawkowy z pilotem pozwalającym regulować głośność i włączać/wyłączać mikrofon, zasilacz oraz kompozytowy kabel audio/wideo z przejściówką zakończoną eurozłączem.

Kosmetyka

Na pytanie postawione w pierwszym akapicie tekstu nie da się jeszcze odpowiedzieć. Możemy natomiast przyjrzeć się konsoli Xbox 360 Slim, i ocenić czy jest to produkt, na który warto wydać swoje oszczędności. Warto przy okazji zaznaczyć, że słowo "Slim" pojawia się w tekście jako hasło umożliwiające odróżnienie nowej jednostki od jej starszego rodzeństwa. W nomenklaturze amerykańskiego giganta, świeża konsola nazywana jest naprzemiennie Xboxem 360 albo Xboxem 360 S.

Zestaw Xbox 360 Slim z lotu ptaka

Zestaw Xbox 360 Slim z lotu ptaka

Ulepszenia wprowadzone w nowym modelu 360tki widoczne są już na pierwszy rzut oka. Jest ona odrobinę mniejsza od swojej poprzedniczki. Przy okazji zmienił się jej kolor i ogólny wygląd (design). Biel została zastąpiona przez "fortepianową czerń", która zdaniem Microsoftu ma lepiej pasować do naszych telewizorów. Niewidoczny jest też twardy dysk, który ukryto pod boczną ścianką urządzenia. Przy bliższych oględzinach zauważymy również, że przycisk służący do włączania konsoli reaguje na dotyk. Nie musimy go więc naciskać, a jedynie musnąć palcem. Podobnie jest z wysuwaniem tacki napędu DVD. Jednocześnie delikatnie zmieniło się położenie tego przycisku. Obecnie jest on umieszczony nad samym napędem. Z przedniego panelu konsoli zniknęły także dwa wyjścia na karty pamięci (po ostatnich aktualizacjach oprogramowania urządzenia można je zastąpić pamięcią USB - gniazda stały się więc zbędne). Przemieszczono również wejścia USB, które teraz zamontowano w poziomie, a nie pionie. Obok nich znajduje się przycisk (niestety klasyczny, a nie taki, który reaguje na dotyk) służący do parowania kontrolera z konsolą. I tu doczekaliśmy się więc malutkiej zmiany.

Warto jeszcze wspomnieć o trzech drobiazgach. Przy włączaniu i wyłączaniu maszyny, jak i przy wysuwaniu lub wsuwaniu tacki usłyszmy króciutki, miły dla ucha dźwięk, potwierdzający, iż konsola zareagowała na nasz dotyk. Niewielkimi minusami są natomiast wykończenie jednostki, na której po każdym dotknięciu pojawiają się odciski palców oraz specyficzny sposób wyjmowania twardego dysku. Umieszczono pod nim niewielką tasiemkę, którą trzeba pociągnąć, by wyszedł on z obudowy. Trwałość tego rozwiązania jest wątpliwa. Trzeba także zaznaczyć, że sam dysk - choć niewidoczny - jest sporo mniejszy od swojego starszego rodzeństwa.


Zobacz również