Koreańscy "dziennikarze" wyrzuceni z Defcon

Organizatorzy słynnej hakerskiej konferencji Defcon (w tym roku zorganizowanej w Las Vegas) wyprosili z niej czterech obywateli Korei Południowej, podających się za dziennikarzy. Wątpliwości co do ich prawdziwej profesji zgłaszali zaproszeni hakerzy - kilku z nich narzekało, że Koreańczycy zadają im wyjątkowo dziwne pytania.

Przedstawiciele organizatora praktycznie nie komentują oficjalnie tego incydentu - ograniczyli się do wydanego oświadczenia, w którym tłumaczą, że cztery osoby z Korei Południowej zostały skreślone z listy akredytowanych dziennikarzy i nie będą już uczestniczyły w imprezie. Oficjalnym powodem jest fakt, iż Koreańczycy "nie zachowywali się jak dziennikarze". Prawdopodobnie tylko jeden z nich był prawdziwym żurnalistą - towarzyszący mu mężczyźni zachowywali się raczej jak polujący na kilka konkretnych informacji pracownicy wywiadu.

Goście konferencji, z którymi rozmawiali Koreańczycy, mówią, że "dziennikarze" zadawali im dziwne pytania - gdy takie informacje zaczęły docierać do organizatorów, postanowili oni zbadać sprawę. Badanie najwyraźniej wypadło niekorzystanie dla czterech osób. Ich nazwisk oraz nazw mediów, które jakoby reprezentowali, na razie nie podano.

Organizatorzy mówią, że ten incydent nie jest niczym nietypowym - podczas poprzednich edycji konferencji Defcon agenci najróżniejszych organizacji wielokrotnie podszywali się pod dziennikarzy (ponieważ to dla nich najłatwiejszy sposób na dostanie się na zamkniętą imprezę). Wśród przyłapanych byli m.in. pracownicy izraelskiego Mossadu, francuskiej Legii Cudzoziemskiej oraz wielu innych organizacji i instytucji. "Ta taktyka zwykle świetnie działa - ludzie chętnie rozmawiają z dziennikarzami, a chęć zobaczenia swojego nazwiska w poważnej publikacji sprawia, że często mówią im więcej, niż powinni" - mówi jeden z organizatorów, przedstawiający się jako Priest.

Co ciekawe, organizatorzy zwykle nie mają większego problemu z wypatrzeniem agentów - szczególnie łatwe jest ponoć namierzenie przedstawicieli Legii Cudzoziemskiej. "Są wyjątkowo łatwi do zidentyfikowania - niscy faceci o potężnych barach i wąskiej talii. Zwykle podchodzę do takiego i mówię: Człowieku, jesteś zdecydowanie w zbyt dobrej formie, jak na dziennikarza" - opowiada Priest. Przedstawiciel Defcon wspomina też, że podczas ostatniego takiego incydentu legioniści od razu do wszystkiego się przyznali - dzięki czemu pozwolono im zostać do końca imprezy (w charakterze gości). Czuli się tam na tyle komfortowo, że ostatniego dnia wzięli nawet udział w konkursie "Spot the fed" (wypatrz agenta), podczas którego goście mieli wskazać, która ze zgromadzonych na scenie osób jest pracownikiem rządowym.

Priest dodaje, że agentów można zwykle poznać również po tym, jakie pytania zadają - zwykli dziennikarze najczęściej starannie wypytują np. o okoliczności wykrycia jakiegoś błędu czy o poprzednie dokonania hakera. Agenci od razu przechodzą do konkretów - próbują uzyskać maksymalnie dużo informacji czysto technicznych. Często zdarza się też, że pytają wprost o jakieś kwestie zupełnie niezwiązane z omawianym zagadnieniem a na dodatek zwykle dysponują zadziwiająco bogatą wiedzą o prelegentach.

Niestety, hakerzy często dają się nabrać - wielu z nich chętnie udziela informacji, licząc na rozgłos (w szczególności dotyczy to młodych, niedoświadczonych specjalistów). "To dość typowe - często mamy do czynienia z introwertykami, którzy nie mają zbyt wielu przyjaciół i bardzo chcą, by świat o nich usłyszał. Takich ludzi łatwo sprowokować do obszernych wypowiedzi - zrobią wiele, by zaimponować rozmówcy" - podsumowuje Priest.


Zobacz również