Korporacyjna szczepionka na corporate governance

Żywy i dobrze się miewający elityzm w radach nadzorczych amerykańskich korporacji utrudnia poprawę ładu korporacyjnego – taką hipotezę stawiają badacze wielkich organizacji biznesowych. Np. korporacyjne mechanizmy kontroli izolują dyrektorów - reformatorów.

Postulaty reformy rad nadzorczych zostały jak na razie w niewielkiej części zrealizowane. Powodem jest opór potężnej korporacyjnej elity – wyższych menedżerów i prezesów wielkich firm, którzy mają poczucie przynależności do grupy wybrańców i raczej zależy im na utrzymaniu tego wyjątkowego statusu – stwierdzają James D. Westphal i Poonam Khanna, autorzy artykułu opublikowanego w Administrative Science Quarterly. Ich badanie objęło 1098 dyrektorów i 206 dyrektorów generalnych z listy 500 Forbesa; w niektórych częściach badania uczestniczyli tez inni dyrektorzy z firm spoza tej listy.

W swoim badaniu profesorowie Westphal i Khanna przyjrzeli się czterem obszarom –wyznacznikom statusu dyrektorów w elicie biznesowej: liczbie spotkań rad nadzorczych, miejscu jako dyrektora generalnego na liście 500 największych firm (wykorzystano listę Forbesa), wykształceniu i giełdowej wycenie podstawowego pracodawcy. Badacze odkryli m.in. ciekawą zależność w przypadku dyrektorów działających na rzecz zmian ładu korporacyjnego na przestrzeni ostatnich 20 lat. Liczba firm z ich dossier, w której pojawiłby się niezależny członek rady nadzorczej lub niezależny komitet mianujący wzrosła od 1989 do 1999 roku jedynie nieznacznie. Okazało się także, że ponad 60% firm z listy Forbesa ma "zaszyte" w swojej strukturze tzw. "trujące pigułki", do obrony przed przejęciami.

Autorzy przyjrzeli się czterem zagadnieniom związanym z ładem korporacyjnym, a które postrzegane są jako zagrożenie dla elity: sugerowane zmiany w radzie wzmacniające jej niezależność, niezależne komitety nominujące członków rady, dymisje CEO, obrona przed przejęciami.

Dyrektorzy, którzy aktywnie działali na rzecz zmian, nazwani przez autorów zagrożeniem elity, ucierpieli w wymiarze społecznym. Autorzy zaobserwowali, że zostali oni poddani subtelnemu, nieformalnemu ostracyzmowi. Takie społeczne zdystansowanie działa: poddani presji dyrektorzy-reformatorzy wycofywali się z zadzierania z korporacyjną elitą i przyjmowali jej swoistą etykietę.


Zobacz również