Laser czy atrament?

W czasach, gdy coraz trudniej zwrócić uwagę odbiorcy, efektywnym sposobem może być umiejętne użycie kolorowych wydruków. Która z technologii druku opanuje rynek?

Druk kolorowy wkroczył do biur i małych firm. Do walki o klientów stanęły dwie podstawowe technologie: atramentowa i laserowa. Sądząc po cenach sprzętu, tańsza wydaje się atramentowa, ale laserowa może także wiele zaoferować. Nie ma tuszu, który potrzebuje czasu na wyschnięcie, rodzaj nośnika nie wywiera dużego wpływu na jakość wydruków, które ponadto są trwalsze i powstają szybciej. Dokumenty wyglądają bardziej profesjonalnie, a ich koszt jednostkowy jest zazwyczaj niższy. Z tego powodu, wybierając drukarkę, należy dodać do ceny urządzenia koszt kilkuletniej eksploatacji - wtedy szanse techniki laserowej rosną. Do wyboru masz dwa typy modeli.

Wszystko naraz

W drukarkach jednoprzebiegowych cztery kolory podstawowe nanosi się równocześnie. Wewnątrz mają nie jeden, a cztery prawie kompletne mechanizmy laserowe. Dlatego druk w kolorze nie trwa dłużej. Zmieszczenie czterech mechanizmów w jednej obudowie jest okazją dla konstruktorów do popisania się pomysłowością. W wykorzystywaniu diod luminescencyjnych zamiast lasera wyspecjalizowała się firma Oki, dziś tą drogą idą inni. Ciekawą konstrukcją jest mechanizm pryzmatyczny 4-2-1 Fuji-Xeroksa. Strona powstaje na czterech bębnach, następnie obraz z każdej pary jest zbierany na kolejnym walcu i wreszcie łączy się w końcowy na ostatnim wałku, skąd transferowany jest na papier. Ostatnio popularność zdobył mechanizm pionowy. Jego zaletą jest mało skomplikowana droga papieru i niewielka ilość miejsca wymagana do pracy. Drukarkę obsługuje się tylko z jednej, frontowej strony. Przez ten mechanizm może przejść od kilku do kilkudziesięciu stron na minutę. Najprostsze, ale i najdroższe są mechanizmy tandemowe - cztery kompletne układy laserowe ułożone jeden za drugim.

Drukarskie nowinki

Oprogramowanie

Pomysł, żeby obraz do wydruku piksel po pikselu przygotowywał procesor komputera, a nie drukarki, nie jest całkiem nowy, ale w wypadku druków barwnych był ostrożnie stosowany. Chodziło o konieczność przetransferowania z komputera do drukarki dużej ilości danych, wynikającej z zastosowania koloru. Ale od kiedy wydajność interfejsów i łączy poprawiła się, te obawy straciły na znaczeniu. Producenci coraz chętniej zatrudniają procesor komputera do czynności, które tradycyjnie wykonywał jego odpowiednik w drukarce. Zwłaszcza, że znalezienie wolnych mocy w wielordzeniowych procesorach nie stanowi problemu.

Druk z regału

Kolejna nowość to kombajny, który mógłby stać na półce wśród książek. Chodzi o urządzenie, do którego wystarczyłoby mieć dostęp tylko od jednej strony. Na przeszkodzie stoi zwykle podajnik papieru, umieszczony w tylnej części urządzenia, oraz dupleks, zlokalizowany zwykle nieco niżej. Teraz tylny podajnik zastępuje się szufladą, ale jej pojemność zwykle jest o wiele mniejsza.

Małe rewolucje

Ciekawe zmiany zaszły w kombajnach Brothera i w tańszej serii urządzeń Canona. W obu wypadkach chodzi o powiększenie liczby dysz. Pierwszy z producentów wprowadził system druku BH11 mini. Zamiast 94 dysz do każdego z czterech kolorów teraz jest ich po 210. To oznacza ponad dwukrotne przyspieszenie tempa druku nie tylko teoretyczne, ale i w praktyce. Tego nie udało się uzyskać w najtańszych kombajnach Canona, posługujących się nabojami zintegrowanymi. W czarnym naboju podwojono liczbę dysz do 640, ale prędkość wzrosła tylko minimalnie. Prawdopodobnie powodem jest używanie przez tego producenta dłużej wysychającego tuszu. W naszym teście Canon ustanowił inny rekord. Jego PIXMA MG3150 jest najtańszym kombajnem wyposażonym w dupleks.

Różne odcienie czarnego

W ostatnich latach Canon, a za nim Hewlett-Packard uzupełniły nieśmiertelnego CMYK-a o kolejne czarne atramenty. W przeciwieństwie do typowej tekstowej czerni na osnowie pigmentowej, drugi czarny, rozpuszczalnikowy, tak jak tusze kolorowe, miał się z nimi mieszać, poprawiając kontrast na zdjęciach i zmniejszając zużycie atramentu. Dzisiaj widzimy odwrót od tego pomysłu. Różne czarne pozostały tylko w droższych modelach Canona (PIXMA MG6250) i HP (Photosmart 7510). Tańsze muszą zadowolić się klasycznym CMYK-iem, który do wydruków biurowych jest wystarczający.

Jedno po drugim

Po opanowaniu produkcji drukarek jednoprzebiegowych do lamusa miały odejść urządzenia, w których cztery kolory nanosiło się po kolei. Jeden laser tworzy na bębnie po kolei cztery elektrostatyczne obrazy pokrywane kolejnym kolorem tonera. Zbierane były na jakimś elemencie pośredniczącym i przekazywane na papier do utrwalenia. Kolor czterokrotnie wolniejszy od druku mono wydawał się nienowoczesny, tymczasem właśnie takie urządzenia, z powodu niższych cen, są ciągle chętniej kupowane.

Z mechanizmów czteroprzebiegowych najbardziej popularny jest rewolwerowy. Tonery są tu umieszczone w obrotowym magazynku jak pociski w rewolwerze, wymieniając się w roli dostarczyciela coraz to innego koloru.

Nanoszona jest część obrazu wykorzystująca kolor błękitny, potem purpurowy, żółty i na końcu czarny. Ten system ma wiele wad: jest głośniejszy od innych z powodu dużej liczby elementów ruchomych, a wymiana tonera - czyli ładowanie bębna rewolweru - jest dość skomplikowana. Niemniej jednak w ostatecznym rozrachunku decydują niskie koszty produkcji.

Oryginalna konstrukcja czteroprzebiegowa to mechanizm udoskonalony u Samsunga. Jest tylko jeden laser i jeden element elektrooptyczny, wykorzystywany po kolei do czterech kolorów. Koszty zmniejszono dzięki zastąpieniu giętkiego pasa, pełniącego funkcję podłoża materiału światłoczułego, sztywnym wałkiem. Wtedy wielowarstwowa powierzchnia elektrooptyczna nie musi być odporna na zginanie. W nieco powiększonej obudowie znalazło się miejsce na dupleks.

Toner i temperatura

W kolorowym druku laserowym "po cichu" zaszło wiele korzystnych zmian. Wprowadzono drobnoziarnisty toner wymieszany z woskiem, eliminując w ten sposób jeden z kłopotliwych materiałów eksploatacyjnych. Nowy toner utrwala się w niższej temperaturze. Ta cecha, w połączeniu ze zmianą metody ogrzewania z oporowego na indukcyjny, pozwoliła na zmniejszenie pobieranej mocy i skrócenie czasu nagrzewania. Tak wyposażone drukarki poznaje się po kilkusetwatowym zapotrzebowaniu na energię i kilkunasto-, a nawet kilkusekundowym czasie oczekiwania na pierwszą stronę.

Wprowadzono też sprzężenie zwrotne regulujące intensywność koloru. W takich modelach wydruki są skanowane, a spadki intensywności spowodowane ubywaniem tonera - natychmiast wykrywane i korygowane przez zwiększenie napięcia polaryzacyjnego. Wiele najnowszych drukarek oferuje już komplet wymienionych udogodnień.

Nie rozwiązano jednak najważniejszego problemu - niskiej rozdzielczości, która nie wystarcza do druku fotografii. Pod tym względem kolorowe lasery pozostają w tyle za atramentowymi. Są już systemy polegające na zmianie siły światła lasera i w związku z tym ilości przyciąganego tonera, co w efekcie daje piksele o różnej intensywności koloru. Jednakże liczba stopni odcieni uzyskiwanych tą metodą jest jeszcze niewielka, nie przekracza ośmiu. Bardziej subtelne odcienie trzeba uzyskiwać jak dotąd, z mozaiki kilku punktów dzięki niedoskonałości naszego wzroku widzianych jako jeden. W ten sposób traci się rozdzielczość na przedstawienie kolorów, a nie szczegółów.

Atramentowa konkurencja

Urządzenia atramentowe kojarzą się z kolorem oraz integracją ze skanerem. To ciekawe, że jednofunkcyjne drukarki atramentowe zostały prawie całkowicie wyparte z rynku przez urządzenia wielofunkcyjne, ale takich tendencji nie zanotowaliśmy w innych rodzajach druku. Od druku atramentowego wymagamy, żeby barwny nie był o wiele wolniejszy od monochromatycznego, a jego jakość wystarczała do druku fotografii. To najtrudniejsze zadanie, wymagające oddania całej gamy barw za pomocą zwykle tylko kilku atramentów. Potrzebna jest do tego bardzo duża rozdzielczość i bardzo małe krople.

Skaner w urządzeniu domowym powinien dać sobie radę z fotografiami. Ani drukowanie, ani skanowanie nie musi przebiegać w zawrotnym tempie, liczy się raczej jakość niż szybkość pracy. Poza portem USB w kombajnie domowym mile widziane są interfejs Wi-Fi, gniazdo PictBridge oraz gniazdo na karty pamięci aparatów cyfrowych. Te ostatnie mają umożliwić pracę urządzenia bez pomocy komputera, zarówno w czasie drukowania, służąc za magazyn tekstów, grafik i zdjęć jak i - co ważniejsze - skanowania. Jest to dużo wygodniejsze, bo nie trzeba biegać między miejscem przekładania kartek a komputerem.

Kombajn do zadań biurowych nie musi drukować fotografii. Z tego powodu może mieć mniejszą rozdzielczość i używać większych kropli atramentu. Jego podstawowym zadaniem będzie drukowanie monochromatycznego tekstu. Z naddatkiem wystarczy rozdzielczość 600 dpi i kilkadziesiąt razy większa kropla niż do druku fotografii. Niewiele większe wymagania stawia grafika biznesowa, tyle że dotyczą one także koloru. Za to w cenie jest tempo druku i skanowania oraz jak największe ułatwienie obsługi.

Na przyspieszenie druku bez utraty jakości jest jedna, prosta recepta: należy powiększyć liczbę dysz, przez które atrament jest wystrzeliwany na papier. Przyspieszenie pracy skanera, zwłaszcza gdy ma służyć do zastosowań biurowych, jest dość proste. Wystarczy skrócenie czasu naświetlania, ale ma to negatywny skutek uboczny. Będzie nim pogorszenie dynamiki skanowania, ale w zastosowaniach biurowych, gdzie skanuje się przede wszystkim stosunkowo kontrastowe dokumenty, ten parametr jest mniej istotny niż wypadku fotografii.

W wypadku skanowania stosu dokumentów bardzo pożytecznym dodatkiem jest ich automatyczny podajnik. Musi być wyposażony w mechanizm transportu papieru. Pracuje w konfiguracji charakterystycznej dla skanera rolkowego, w którym kartka papieru przesuwa się przed nieruchomą listwą skanującą. Towarzyszy temu zwykle niższa rozdzielczość, gorsza dynamika i ograniczenie dotyczące grubości kartek.

Sztuczki z atramentem

Elementem mającym zachęcić biura do stawiania na atrament jest jego cena. To bardzo istotny składnik kosztów eksploatacji, ważnych zwłaszcza tam, gdzie drukuje się więcej. Coraz częściej oferowane są modele w cenie wyższej niż dotąd. W zamian tanieje atrament, a z nim koszty wydruku strony, ale nie wszędzie jednakowo. Zwykle do jednego urządzenia pasują naboje kilku pojemności, ale ta zgodność może się zmieniać w kolejnych modelach nawet tego samego producenta. Dobrego przykładu dostarcza Epson. Jego tusze z serii T129x są w kombajnie Stylus SX445W używane jako standardowe, a w modelu Stylus Office BX535WD jako rozruchowe, które w urządzeniach częściej drukujących powinny zostać wymienione na bardziej ekonomiczne atramenty T130x.

Kiedy droższe jest tańsze

Na rynku są też pary bardzo podobnych urządzeń, różniących się tylko ceną samego modelu i atramentu. Do taniego pasują jedynie drogie tusze i odwrotnie. Na przykład HP oferuje dwa bardzo podobne kombajny, Deskjet 2420 oraz Ink Advantage K209. Używając pierwszego, trzeba zapłacić 21 groszy za stronę mono i 47 za kolor, a drugiego - odpowiednio 5 i 19 groszy. Przy tym informacja o kosztach druku najczęściej jest przez producentów głęboko ukryta.

Jeszcze inną strategię stosuje Lexmark. Ta firma, kojarząca się dotąd z kombajnami tanimi na półce sklepowej, ale drogimi w eksploatacji, całkowicie zmieniła ofertę. Rozstała się z takim typem naboju, w którym głowica z dyszami była połączona w całość z pojemnikami na atrament. Zamiast tego mamy cztery osobne zbiorniki na każdy kolor tuszu i wspólną głowicę. Takie rozwiązania spotykamy coraz częściej, oferta Lexmarka wyróżnia się bardzo niskim kosztem druku, ale uwaga - jedynie w kolorze czarnym. Trzy grosze za stronę jest poza zasięgiem standardowych laserówek. Warto przypomnieć, że ostatnio Lexmark pokazał kombajn, w którym zamiast tradycyjnego skanera zastosowano monochromatyczny aparat fotograficzny. Oryginał jest fotografowany trzy razy w oświetleniu czerwonym, zielonym i niebieskim. Za względu na niską rozdzielczość (300 dpi) urządzenie nadaje się tylko do pracy biurowej. Nie ma też podajnika kartek, który pozwoliłby na wykorzystanie trudnej do pobicia szybkości skanowania.

Ślimak czy rakieta

W nowej serii drukarek Epsona jeszcze mocniej zarysował się podział na lepsze i gorsze, a raczej szybsze i wolniejsze według liczby dysz. W zasadzie szybsze i wolniejsze urządzenia drukują z tą samą rozdzielczością 1440 dpi, ale wolniejsze robią to niewiarygodnie długo. Kilkanaście minut czekania na zdjęcie w formacie A4 w najwyższej jakości jest nie do zaakceptowania. W efekcie użytkownicy mają mocną pokusę, żeby zrezygnować z superjakości i wybierają mniejszą rozdzielczość czy druk dwukierunkowy. Pozornie taka drukarka może wiele, ale praktycznie - dużo mniej.

Te uwagi nie dotyczą droższych Epsonów. Biurowy Stylus Office BX535WD dysponuje 384 dyszami do czerni oraz po 128 do pozostałych trzech kolorów podstawowych i kroplą dwupikolitrową. Wydaje się, że dysz jest niewiele, ale są zrobione z nowego, bardziej elastycznego piezoelektryku. Mogą wystrzeliwać krople kilku rozmiarów i pracować z wyższą częstotliwością i precyzją niż głowice używające do tego celu technologii termicznej. W tym wypadku zmiana ilościowa przekształca się w jakościową. Dzięki dużej liczbie dysz można zażądać wysokiej jakości i doczekać się wydruku w rozsądnym czasie.


Zobacz również