Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń

Komputerowych graczy dopadła seria niefortunnych zdarzeń.

Komputerowych graczy dopadła seria niefortunnych zdarzeń.

Drogi Czytelniku, jeśli szukasz zabawnej recenzji o spokojnej grze dla grzecznych dzieci, takiej jak Half-Life 2 czy Doom 3, lepiej nie czytaj dalej. Nie napiszę ani słowa o zabawnych zombie czy przyjaznych wampirach. Nie, nie będzie wesoło, będzie smutno i bez dobrego zakończenia. Będzie o grze na podstawie serii książek Lemony Snicketa, Serii Niefortunnych Zdarzeń, co tu oznacza: na podstawie trzech pierwszych części i z okazji pierwszego filmu o sierotach Baudelaire.

Przykry początek

Osobom, które nie czytają książek dla nieletnich, przyda się tytułem wstępu parę słów wyjaśnienia.

Tych klientów nie obsługujemy!

Tych klientów nie obsługujemy!

Składająca się już z 11 tomów Seria Niefortunnych Zdarzeń to cykl, który w książkowych rankingach popularności plasuje się tuż za Harrym Potterem. Seria oparta jest na przewrotnym figlu, zdobyła popularność i zdziwiła chyba nawet jej twórcę. Głównymi bohaterami cyklu jest trójka rodzeństwa: czternastoletnia Wioletka, dwunastoletni Klaus i Słoneczko - niemowlę płci żeńskiej. Na początku wydaje się, że będzie to kolejna wesoła opowieść ze szczęśliwym zakończeniem, zwłaszcza że dzieci mają bardzo bogatych rodziców. Niestety, giną oni już w pierwszym tomie serii i rodzeństwo Baudelaire zostaje sierotami. I tutaj zaczynają się ich przygody. Dzieci trafiają pod opiekę paskudnego Hrabiego Olafa, najbliższego krewnego, ich prześladowcy, co tu oznacza: człowieka, który w każdym tomie historii robi wszystko, aby zagarnąć ogromny majątek należący się dzieciom. Z opowieści na opowieść sytuacja staje się coraz bardziej ponura, bo Olaf dwoi się i troi, aby pozbawić dzieci życia. Zresztą Lemony Snicket ostrzega nas już w pierwszej książce z serii (Przykry Początek): Moim przykrym obowiązkiem jest spisanie smutnych przypadków rodzeństwa Baudelaire, lecz Tobie, Czytelniku, nic nie przeszkadza odłożyć tę książkę i poczytać sobie coś wesołego, o ile wolisz wesołe lektury.

Tartak tortur

W czwartej rundzie Wiola posyła Hrabiego na deski

W czwartej rundzie Wiola posyła Hrabiego na deski

Czy może być coś bardziej zachęcającego do lektury? Oczywiście, że nie! Dzieci w wieku od 8 do 80 lat pokochały więc mroczne opowieści Snicketa (stylizowane na wiktoriańskie historyjki), które czyta się jak doskonałe kryminały. Jak widać dzieci lubią takie mroczne historie, a dorosłym podobają się nawiązania do postaci znanych z literatury, a także zabawne wyjaśnienia (czasami mijające się z prawdą) różnych trudnych słów, z których słynie Seria Niefortunnych Zdarzeń (zaczynające się od sławnego: co tu oznacza:). Co więcej, w każdej z książek rodzeństwo wychodzi cało z opresji dzięki własnej pomysłowości i zdolnościom, a także umiejętności pracy zespołowej, co jest dosyć pouczającym doświadczeniem dla dzieci w każdym wieku.

Być może zadajecie sobie pytanie, dlaczego zamiast pisać o grze, rozpisuję się o książkach. A to dlatego, że bez ich przeczytania (a przynajmniej bez zapoznania się z chociaż jednym tomem) nie macie co siadać do tej gry. A jeśli to zrobicie, nie dziwcie się, że poczujecie się jak na torturach i będziecie mieli dużo pretensji. A że Seria Niefortunnych Zdarzeń jest za krótka... a że za łatwa... a że nie wiadomo, co to tak naprawdę jest - zręcznościówka czy przygodówka. I tak dalej... Po prostu zabraknie odrobiny magii... to znaczy... ee... mroku. Trzeba najpierw zachwycić się książkami (lub przynajmniej nadchodzącym filmem), żeby potem z przyjemnością odwiedzić świat, w którym żyją jego postaci.

Krwoiżerczy karnawał

Ileż radości może dostarczyć dziecku kawałek sznurka

Ileż radości może dostarczyć dziecku kawałek sznurka

Do tej pory seria Lemony Snicketa nie była eksploatowana przez branżę rozrywkowo-gadżetową. Mroczne kubeczki czy kalendarze trudno było znaleźć. Ale prędzej czy później Serią Niefortunnych Zdarzeń musiało się zainteresować Hollywood. Kura znosząca złote jajka jest mile widziana w każdym kurniku. Nakręcono film o sierotach Baudelaire (polska premiera odbyła się 21 stycznia), a wraz z nim ruszyła machina reklamowa, której jednym z trybików są co tu ukrywać - gry komputerowe i wideo.

Wreszcie możemsz więc przeżyć te same przygody, co rodzeństwo Baudelaire. Fabuła gry, tak jak i filmu, została bardzo mocno oparta na trzech pierwszych częściach serii.

Gabinet gadów

Przepraszam, dzieci, nie macie może papieroska

Przepraszam, dzieci, nie macie może papieroska

W czasie za bawy sterujesz jedną z trzech postaci. Gra sama wybiera, w kogo w danym momencie powinieneś się wcielić. Całe szczęście, że dzieci nie są wcale takie głupie, za jakie uważa je ich ukochany Wujcio. Wioletka wymyśla przeróżne wynalazki, Klaus jest molem książkowym i dysponuje rozległą wiedzą, a Słoneczko... ma bardzo ostre zęby, którymi potrafi przegryźć wiele rzeczy, i z łatwością przeciska się przez różne dziury. Jak widać, każde z nich specjalizuje się w czymś innym, co odgrywa ogromną rolę w książkach. Również twórcy gry starali się wykorzystać ten temat najlepiej, jak umieli. Niestety, udało im się tylko częściowo. Można mieć do nich żal zwłaszcza o to, że nie zróżnicowali bardziej postaci Wioletki i Klausa, którzy w grze właściwie mają takie same umiejętności. Szkoda także, że etapy, w których kierujemy Słoneczkiem, są krótkie i źle zaprojektowane. Przechodzi się je w parę sekund, zastanawiając się, jak można było nie wykorzystać możliwości, które dawała postać ostrozębnego niemowlaka! Honor twórców ratuje fakt, że bohaterowie kontaktują się ze sobą w czasie zabawy, ostrzegają się wzajemnie czy pokazują, jak pokonać dane przeszkody, dzięki czemu odnosimy nawet wrażenie, że jest to gra... wieloosobowa!

Winda widmo

Jest tu może jakiś cwaniak?

Jest tu może jakiś cwaniak?

Zabawa podzielona jest na kilka etapów, w których na zmianę przeważają elementy przygodówki lub zręcznościówki. W tych pierwszych dzieci szukają przedmiotów potrzebnych do skonstruowania wynalazków Wioletki. Dziewczynka słynie z niesamowitych pomysłów, a każdy jej wynalazek zbudowany jest z przedmiotów codziennego użytku, porozrzucanych po domu i okolicy. Oczywiście zdobywanie rzeczy w świecie stworzonym w mrocznej wyobraźni Lemony Snicketa wymaga nieco gimnastyki (z przewagą ćwiczenia palców, a nie szarych komórek). Do niektórych miejsc trzeba dostać się po platformach, wspiąć się po koszach z kobrami czy dojechać windą. Od czasu do czasu pojawiają się także zagadki polegające na ustawieniu odpowiedniej (bardzo prostej) sekwencji czy uruchomieniu właściwych platform. Oczywiście nie mogło zabraknąć także przeciwników! Występują ich dwa gatunki: zwierzęta (szczury, nietoperze itp.) oraz ludzie, co tu oznacza: "członkowie aktorskiej trupy Hrabiego Olafa i on sam". Śpieszę jednak uspokoić zaniepokojonych rodziców! W mrocznej grze opartej na mrocznej Serii Niefortunnych Zdarzeń nie ma niepotrzebnej przemocy. Walczy się za pomocą urządzeń skonstruowanych przez Wioletkę, np. obsypując przeciwnika pierzem czy sklejając gumą balonową.

Ogromne okno

Bilbo, gdzie jesteś? Goście przyszli

Bilbo, gdzie jesteś? Goście przyszli

O nastrój grozy zadbano bez epatowania przemocą... zgodnie z receptą samego Mistrza Snicketa. Najmocniejszą stroną gry jest jej klimat i specyficzny humor, jakby żywcem wzięty ze stron serii, którym zachwycą się jej miłośnicy.

W czasie zabawy w kotka i myszkę z Hrabią można zwiedzić lokacje znane z książek, np. rezydencję Olafa czy dom nad przepaścią Ciotki Józefiny. Twórcom gry należą się brawa za stworzenie klimatu wiktoriańskiej grozy zarówno przy użyciu grafiki, jak i mrocznej muzyki. Wszystko jest dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Bardzo duże wrażenie zrobiły na mnie zwłaszcza... okna, a już na pewno sławne ogromne okno, przez które... ale sza... sprawdźcie sami!

Muszę przyznać, że tak właśnie wyobrażałam sobie bohaterów Serii Niefortunnych Zdarzeń. Postacie są oczywiście wzorowane na aktorach, którzy grają w kinowej wersji serii. I bardzo dobrze! Nawet Jim Carrey, w roli demonicznego Olafa, prezentuje się rewelacyjnie.

Akcję gry urozmaicają przerywniki wykonane na jej silniku (chociaż szkoda, że nie dołączono tu fragmentów z filmu kinowego).

Zjezdne zbocze

Słoneczko, model 01. Przegryzie drewno, plastik i stal do 10 cm

Słoneczko, model 01. Przegryzie drewno, plastik i stal do 10 cm

Jakby jednak nie było, Seria Niefortunnych Zdarzeń jest przeznaczona przede wszystkim dla dzieci. Przy zabawie nie trzeba zbyt wysilać szarych komórek. Tutaj wszystko jest wyjątkowo oczywiste - wystarczy przejrzeć systematycznie wszystkie lokacje, a na pewno znajdzie się przedmioty potrzebne do skonstruowania oryginalnych wynalazków Wioletki.

Sterowanie w grze jest bardzo uproszczone, ale też wyjątkowo przyjazne dla gracza (powinno spodobać się fanom FPP). Postaciami kierujesz za pomocą strzałek i jednego przycisku myszki. Usłużny komputer sam decyduje, jaka broń powinna usunąć danego przeciwnika, więcej samodzielności pozostawiając ci jedynie podczas walki z bossami. Stan gry zapisywany jest tylko w niektórych miejscach, ale to naprawdę nie stanowi żadnego problemu. Przykładowo, jeśli spadniesz w przepaść w czasie skakania po platformach, kolejną próbę zaczniesz zaraz przed pierwszą z nich. Dlatego też grę można polecić nawet najbardziej niecierpliwym osobom - nie powinna wyprowadzić ich z równowagi.

Bałtyk po sezonie. Nawet budka z lodami zamknięta

Bałtyk po sezonie. Nawet budka z lodami zamknięta

Przy okazji warto wspomnieć o błędzie, który, paradoksalnie, ułatwia zabawę. Otóż często zdarza się, że postaci wiszą w powietrzu przy platformach, co tu oznacza: są obok miejsca, gdzie powinny być. Dzięki temu spacer po deskach i belkach jest jeszcze mniej karkołomny... Cóż, mały błąd, który ułatwia zabawę, ale jednak błąd!

Oczywiście to wszystko odbija się na długości gry. Weterani mogą ją skończyć w kilka godzin, chyba że podejdą do zagadek zbyt ambicjonalnie (ich rozwiązanie jest po prostu wyjątkowo proste i można przekombinować). Czy to jednak odbiera przyjemność z pierwszego spotkania na żywo z rodzeństwem Baudelaire? Nie i jeszcze raz nie! Przyznam się nawet, że przeszłam grę dwa razy, żeby dokładnie przyjrzeć się wszystkim pomieszczeniom i jeszcze raz przeżyć to samo, co bohaterowie książek, które tak lubię! Seria Niefortunnych Zdarzeń ma w sobie wiele... magii, którą udało się przenieść na ekran monitora.

Pierwsza gra oparta na Serii Niefortunnych Zdarzeń Lemony Snicketa na pewno przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom cyklu.

Krupik

Kontra

Ta niefortunna gra jest zbyt schematyczna i ma za wiele elementów zręcznościowych. Bez bicia przyznaję się jednak, że nie jestem fanem książek.

Snicketa

Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń

Producent: Activision

Polski wydawca: LEM

Cena: 69,90 zł

Wersja: PL

Wymagania: CPU III 600 MHz, 128 MB RAM, grafika 32 MB

Plusy: gra oparta na bardzo dobrych książkach, wciagajaca fabuła

Minusy: zbyt małe zróżnicowanie bohaterów, gra zbyt krótka


Zobacz również