Linux w szkolnej pracowni

Linux może być sposobem na ograniczenie kosztów. Doskonale sprawdzi się jako szkolny serwer, a w niektórych przypadkach może całkowicie zastąpić Windows.

Linux to owiany dziesiątkami mitów bezpłatny system operacyjny, który zawsze wywołuje burzliwe dyskusje. Pierwsze skojarzenia to niedziałający sprzęt, magiczne komendy wpisywane w konsoli, brak oprogramowania i tajemnicze słowo "kompilacja". W rzeczywistości biurkowe wersje Linuksa są równie proste w obsłudze jak Windows, mają ładny interfejs i coraz lepiej radzą sobie ze sprzętem.

Nie ma jednego systemu operacyjnego, który byłby dobry dla wszystkich - tak jak nie ma jednego samochodu czy telefonu.

Inny nie znaczy gorszy

Linux to nie tylko konsola. W dystrybucjach przeznaczonych do normalnej pracy (np. Ubuntu) dostajemy estetycznie wyglądający system wraz ze wszystkimi potrzebnymi narzędziami.

Linux to nie tylko konsola. W dystrybucjach przeznaczonych do normalnej pracy (np. Ubuntu) dostajemy estetycznie wyglądający system wraz ze wszystkimi potrzebnymi narzędziami.

Linux jest systemem operacyjnym wywodzącym się z popularnego od 40 lat Uniksa, zaprojektowanego do pracy w sieci. W związku z tym architektura tego systemu różni się od tej, którą znamy z Windows. Podstawową różnicą jest całkowite oddzielenie warstwy obliczeniowej od graficznej, dzięki czemu możliwa jest zarówno wygodna praca administracyjna, jak i ta codzienna, z wykorzystaniem wybranego środowiska graficznego (menedżera okien).

Zobacz również:

Istnieje wiele wersji Linuksa zwanych dystrybucjami. Są one tworzone przez różne firmy lub grupy programistów i odznaczają się konkretnymi cechami i zastosowaniami. Przykładowo, Ubuntu może z powodzeniem zastąpić Windows w pracy biurowej. Osoby wymagające wydajności zdecydują się na Gentoo, a korzystające z multimediów - na KateOS. Wszystkie są odmianami Linuksa, ale zawierają inne domyślnie zainstalowane oprogramowanie i narzędzia pomagające w pracy.

Wolne oprogramowanie nie do szkół!

Przemysław Adam Śmiejek, nauczyciel informatyki

Nasi wychowankowie niedługo pójdą do pracy. Czy dlatego, że nauczyciel miał ideologiczne zapędy, uczeń ma być później poszkodowany?

Osoby, które twierdzą, że należy uczyć technik, a nie programów, nigdy w szkole nie pracowały i nie miały do czynienia z populacją o normalnym rozkładzie. W klasach informatycznych można wymagać nieco więcej, ale mamy także biologów czy humanistów. Pójdą oni do pracy do miejsc, gdzie system operacyjny = Windows, gdzie pakiet biurowy = MS Office, gdzie Internet = niebieska ikonka "e" na pulpicie.

Windows obecny jest wszędzie: w biurach, domach, szpitalach, warsztatach samochodowych, a nawet w bankomatach. Ponadto pozwala on na używanie specjalistycznego oprogramowania (stacja robocza nie kończy się na przeglądarce i pakiecie biurowym). Ideologicznie zaspokojony nauczyciel poprowadzi zajęcia na podstawie GNU/Linuksa i wypuści grupę technologicznie wykluczonych młodych ludzi.

Kolejny aspekt sięgania po "dziwne" produkty to niechęć uczniów. Większość wolnego oprogramowania wzbudza opór. Nowe i nieznane odstrasza, a do tego nie niesie nic potrzebnego i konkretnego. Wykorzystując Windows można przecież zrobić dokładnie to samo, co pod Linuksem, a do tego sporo więcej. Przykładowo, zainstalować programy dla polonistów, anglistów, fizyków czy do prawa jazdy.

Mamy świetnie działające pracownie oparte na nowoczesnych rozwiązaniach, z dostępną pomocą techniczną. Zbudowanie działającej pracowni przy wykorzystaniu rozwiązań niewłasnościowych jest możliwe (choć trudniejsze), ale kto to zrobi i za ile? Nie nauczyciel, który nie ma na to czasu ani kwalifikacji.

Wolne Oprogramowanie nadaje się do szkoły, o ile pominiemy ideologię i będziemy je wybierać z uwagi na jego cechy techniczne. O ile będziemy również zwracać uwagę na rynek oprogramowania, na profil klasy i na to, jaka sylwetka osobowa absolwenta jest wymagana na rynku pracy, a nie jaka powinna zostać ukształtowana według geeków.

(pełna treść tej wypowiedzi jest dostępna pod adresem go.pcworld.pl/10d0e)

Z jednej strony, dostępność wielu dość mocno różniących się między sobą dystrybucji Linuksa może powodować lekkie zamieszanie. Żeby było ciekawiej, istnieje jeszcze możliwość pobrania kernela (jądra systemu) i stworzenia własnej dystrybucji, poprzez dobudowanie do niej dowolnie wybranych aplikacji. Z drugiej strony, owa różnorodność pozwala precyzyjnie dopasować system do konkretnych wymagań. A nawet, jeśli dysponujemy już jakąś określoną dystrybucją, możemy wymienić w niej wszystko, zaczynając od kernela, a kończąc na wyglądzie okien. W przypadku Windows jest to niemożliwe.

Linux i prawie wszystkie działające pod jego kontrolą programy są bezpłatne. W przypadku Windows sytuacja jest odwrotna - za system i większość aplikacji trzeba płacić. Gdy w grę wchodzi nie jeden, lecz kilka czy kilkanaście komputerów, koszty stają się bardzo wysokie. Jeżeli będziemy musieli zapłacić za coś, co jest związane z Linuksem, to tylko za wsparcie techniczne lub jakieś nietypowe programy. Takie sytuacje zdarzają się jednak rzadko.

Instalujesz i pracujesz

Po instalacji, która trwa kilkadziesiąt minut, z systemu można już korzystać. Do dyspozycji są składniki standardowe: pakiet oprogramowania biurowego, odtwarzacz multimedialny (zwykle kilka), przeglądarka internetowa, program pocztowy, komunikator, sterowniki i kodeki, a także różne programy dodatkowe, zależnie od dystrybucji. Wszystkie składniki danej dystrybucji znajdują się w pliku instalacyjnym. Niekiedy, jeśli istnieje taka możliwość, mogą być pobierane z Internetu (dotyczy to przede wszystkim aktualizacji).

Zainstalowany system działa i wykonuje typowe zadania, ale należy go jeszcze skonfigurować. Zadanie to wygodnie jest przeprowadzić poprzez edycję plików systemowych, które w większości przypadków są dobrze udokumentowane. Odpowiednia konfiguracja pozwoli cieszyć się stabilnym, bezpiecznym i działającym zgodnie z oczekiwaniami systemem. Niestety, wymaga to wiedzy lub poświęcenia czasu na przejrzenie rozbudowanej dokumentacji dołączonej do systemu.

Często spotykanym twierdzeniem jest fakt, że pod Linuksem nie działa większość oprogramowania. Rzeczywiście, wyrafinowane edytory multimediów czy pakiety inżynierskie są dostępne tylko w wersjach dla Windows. Ale istnieją też programy, które funkcjonują lepiej pod Linuksem, gdyż dla tego właśnie systemu zostały od początku zaprojektowane. Są to np. wszelkie serwery usług internetowych (na czele ze słynnym serwerem WWW Apache), serwery baz danych (np. MySQL), narzędzia programistyczne. Ponadto większość popularnych programów windowsowych ma swoje bezpłatne odpowiedniki na Linuksa. Nie są to dokładne kopie Photoshopa, Winampa czy pakietu MS Office, ale charakteryzują się podobną lub prawie identyczną funkcjonalnością. Problemem może być jedynie przyzwyczajenie się do ich obsługi - oczywiście tylko wtedy, gdy przesiadamy się z Windows na Linuksa.

Instalacja oprogramowania w Linuksie nie wymaga już, tak jak kiedyś, wpisywania dziesiątek skomplikowanych komend i wielogodzinnej kompilacji plików wykonywalnych ze źródeł. W przypadku szkolnych pracowni komputerowych może się okazać nawet łatwiejsza niż pod Windows. Zamiast graficznych instalatorów stosuje się tu zwykle system repozytoriów, a dodanie składników do systemu można wykonać za pomocą prostego skryptu uruchomionego np. z serwera lub poprzez wygodną graficzną wyszukiwarkę.

Kiedyś częstym problemem występującym w Linuksie był brak sterowników. Obecnie wszystkie popularne drukarki, projektory, pamięci USB i inne urządzenia są obsługiwane. Sporadycznie zdarzają się sytuacje, kiedy coś nie zadziała. Bezpośrednią winę ponoszą producenci sprzętu, którzy nie dostarczają sterowników dla systemów innych niż Windows. Pośrednio winić można architekturę Linuksa, która nie zapewnia kompatybilności między różnymi wersjami jądra. Oznacza to, że w kolejnej wersji systemu jakieś urządzenie może przestać działać. Zdarza się to rzadko, ale jest możliwe.


Zobacz również