Lionheart: Legacy of the Crusader

Pomysły twórców cRPG powoli się wyczerpują. Amerykańscy sztukmistrze szukają zatem natchnienia w dziejach Starego Kontynentu. Niestety po raz kolejny czeka cię kolorowy miks europejskiej historii podanej w naiwny i prostacki sposób made by USA.

Pomysły twórców cRPG powoli się wyczerpują. Amerykańscy sztukmistrze szukają zatem natchnienia w dziejach Starego Kontynentu. Niestety po raz kolejny czeka cię kolorowy miks europejskiej historii podanej w naiwny i prostacki sposób made by USA.

Co by się stało, gdyby pewne wydarzenia historyczne potoczyły się inaczej? Jak wtedy wyglądałby świat, jak żyliby ludzie? To pytania, na które nigdy nie poznasz odpowiedzi. Pozostają one jednak wdzięcznym tematem do tworzenia kolejnych gier komputerowych. Jedną z nich jest Lionheart, cRPG, którego akcja rozgrywa się pod koniec XVI stulecia.

Magią i mieczem

Jedna z wielu potyczek. Nad głowami walczących widać zadawane obrażenia.

Jedna z wielu potyczek. Nad głowami walczących widać zadawane obrażenia.

Trzecia krucjata pod przywództwem Ryszarda Lwie Serce odmieniła rzeczywistość. Na ziemi pojawiła się magia i wszystko co z nią związane. Duchy i demony stały się codziennością, a dla odmiany magia przestała być czymś niecodziennym. Oprócz ludzi na ziemi pojawiły się inne rasy, które powstały z mieszanki krwi ludzkiej i najróżniejszych duchów. Po prostu świat stanął na głowie.

Krucjatę przeprowdzono w 1188 roku. Od tego czasu minęło dokładnie 400 lat. W roku 1588 inkwizycja ma się dobrze i zawzięcie tropi wszelakie przejawy magii oraz czarów.

To mroczny czas dla wszystkich. Leśne głusze zostały opanowane przez ponadnaturalne istoty, a epoka Renesansu właściwie się nie rozpoczęła. A ty siedzisz w wiezieniu oskarżony o opętanie. Najgorszy zaś w tym wszystkim jest fakt, że to prawda...

Nie zagrasz Hiszpanem

Niestety, tego kryształu nie da się sprzedać. To portal, który służy do podróżowania na duże odległości.

Niestety, tego kryształu nie da się sprzedać. To portal, który służy do podróżowania na duże odległości.

Na początku rozgrywki musisz wybrać, kim chcesz grać. Możesz skorzystać z przygotowanych przez twórców kilku postaci lub samodzielnie wykreować swojego bohatera. Wybierasz jedną z czterech ras. Trzy z nich są połączeniem człowieka z jakąś istotą lub duchem, a czwarta to zwykły śmiertelnik. W zależności od wybranej rasy postać będzie miała większe predyspozycje do pewnych umiejętności. Na przykład Sylvant ma ułatwienia w posługiwaniu się czarami, dzięki którym może być znacznie lepszym magiem niż przedstawiciele pozostałych ras. Niestety, twórcy nie popisali się wyobraźnią. Poszczególne rasy przypominają te, znane z literatury fantasy. Sylvanci to elfy, a demokini na pierwszy rzut oka są odpowiednikiem krasnoludów.

Podczas tworzenia postaci określasz wartości atrybutów, nadajesz imię bohaterowi i wybierasz wadę rasy. Może to być kwasowa krew lub zwiększona podatność na trucizny. Twój heros jest opisany za pomocą siedmiu współczynników. Są to: siła, zręczność, wytrzymałość, charyzma, inteligencja, refleks i szczęście.

Kolejnym krokiem jest wybór trzech umiejętności. Do wyboru masz też dwie unikatowe cechy, takie jak szybki metabolizm lub twarda skóra. Po zakończeniu tworzenia postaci rozpoczyna się gra. W trakcie rozgrywki możesz, podczas niektórych awansów na wyższy poziom, wybrać kolejne unikatowe cechy. Jest to taki sam system, jaki zastosowano w kultowej serii gier Fallout.

Z więzienia, na ratunek światu

Budynki, wnętrza i miasta wyglądają sztucznie. To efekt zastosowania brzydkich tekstur i mało ciekawych projektów poziomów.

Budynki, wnętrza i miasta wyglądają sztucznie. To efekt zastosowania brzydkich tekstur i mało ciekawych projektów poziomów.

Na początku gry przebywasz w więzieniu. Co gorsza, słyszysz, że jesteś opętany i ma się tobą zająć inkwizycja. Oznacza to tylko jedno - będzie ciepło. Dla potwierdzenia łucznicy wystrzeliwują do ciebie salwę. Nad twoim ciałem pojawia się zjawa.

Jakiś czas później dochodzisz do siebie w zatęchłym lochu. Po chwili zjawia się demon, który oświadcza, że jest z tobą związany. Zdajesz sobie sprawę, że inkwizycja nie będzie dla ciebie łaskawa, więc korzystając z zamieszania, pośpiesznie ewakuujesz się z lochów.

Lionheart nie jest dopracowany pod względem grafiki. Posunę się nawet do stwierdzenia, że jest to krok w tył. Animacja postaci woła o pomstę do nieba. Bohater gry porusza się sztucznie, jakby zapomniał, do czego służą kolana. O bieganiu zapomnij. Chód twego herosa jest zbliżony do stylu, jaki prezentuje nasz mistrz w chodzie Korzeniowski (a także bohaterowie z najgorszych post-radzieckich gier cRPG). Postacie mocno wyróżniają się od tła, które z kolei sprawia sztuczne wrażenie, zwłaszcza wówczas gdy oglądasz miasta. Plenery prezentują się lepiej, jednak zupełnie nie pasują do krajobrazu Hiszpanii, gdzie rozgrywa się akcja gry. Równie dobrze mogłaby się rozgrywać we Francji czy Polsce. Twórcy gry nie postarali się także, aby oddać architekturę i realia tego regionu Europy. Hiszpania nie różni się w niczym od zwykłych krain fantasy. Równie dobrze mogłaby to więc być Rhonduindia, Sralandia czy inne krwawe północne pogranicze Averdin. No cóż, licentia Americana...

W Lionheart nie znajdziesz wielkich, tętniących życiem miast. Prawie każda plansza jest opustoszała. Na traktach raz na jakiś czas napotkasz pojedyncze postacie, które zmierzają w bliżej nieokreślonym kierunku. Lasy, z wyjątkiem potworów i drapieżników, nie mają żadnej fauny.

Mała sprzeczka z zombiakami na moście. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak wdeptać ich w mostek.

Mała sprzeczka z zombiakami na moście. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak wdeptać ich w mostek.

W dodatku przemierzając bezkresne obszary Hiszpanii, nie będziesz mógł zejść ze ścieżek wytyczonych przez twórców. Jeśli na przykład wchodzisz do lasu, możesz poruszać się tylko określonymi ścieżkami. To duża wada gry, bo uniemożliwia na przykład ominięcie wrogów, których nie chciałbyś zaczepiać.

Dźwięk prezentuje średnią krajową. Motywy muzyczne nie są złe, ale bardzo monotonne. Wszelkie inne efekty dźwiękowe są średnie i nie zachwycają. Bardzo dobrze natomiast dobrano głosy postaci.

Czary mary, czyli czarować każdy może

W trakcie gry będziesz mógł się szkolić w trzech typach magii: duchowej, umysłowej i plemiennej. Każda dzieli się na podgrupy. Magia duchowa korzysta z energii duchów i służy do ochrony i leczenia. Potrafi też poprawić charakterystyki postaci. Magia umysłu kontroluje i kształtuje żywioły, takie jak ogień, lód czy elektryczność. Pozwala także na rzucanie czarów ochronnych. Wykorzystywanie energii magicznej z otoczenia to specjalność magii plemiennej.

Mamo! On mnie bije!

Okno umiejętności. Poszczególne biegłości są pogrupowane w drzewka. Zupełnie jak w Diablo...

Okno umiejętności. Poszczególne biegłości są pogrupowane w drzewka. Zupełnie jak w Diablo...

W trakcie gry napotkasz hordy wrogów - żywych lub nieumarłych. To śmieszne, ale w Hiszpanii żyją stada kościotrupów i zombiaki. Oprócz wilków różnej maści i przerośniętych szerszeni mogą cię zaatakować także duchy, a nawet mongolskie gobliny. Kwestię oceny oryginalności tego patentu - jako ocena subietywna - pozostawiam jednak Czytelnikowi.

Przeciwnicy są trudni do pokonania. Nie masz prawie szans w starciu z więcej niż jednym wrogiem, ale nawet pojedynczy przeciwnik jest w stanie cię mocno poturbować.

Wrogowie nie skończyli nawet pięciu klas. Kiedy zaatakował mnie goblin, zacząłem uciekać w kierunku strażnika, którego widziałem chwilę wcześniej. Na szczęście wartownik pośpieszył mi z pomocą. Co ciekawe, pomimo ataku żołnierza, goblin zupełnie go zignorował i nadal próbował dorwać moją postać. SI zdecydoanie więc stoi na żenującym poziomie.

Wracam do domu

Niestety, rozgrywka w Lionhearta przypomina Diablo, tyle że z rozbudowaną fabułą i rozwojem postaci. Przeciętna grafika, brak realiów XVI wieku oraz duży stopień trudności powodują, że częściej będziesz sfrustrowany niż zadowolony z zabawy Mamy nadzieję, że ostateczna wersja okaże się dużo lepsza, a polski wydawca przyłoży się do tłumaczenia.

Lionheart: Legacy of the Crusader

Paweł Kozierkiewicz: Nie spodziewam się, że Lionheart: Legacy of the Crusader okaże się rewelacyjną grą, ale po zabawie we wczesną wersję sądzę, że to krok w tył. Gra nie wnosi niczego interesującego do komputerowych RPG, a bardzo często doprowadza do męczącej frustracji.

Gatunek: RPG

Producent: Black Isle

Premiera: październik 2003

Wrażenia: przeciętne


Zobacz również