Lustrzanki - elitarne modele dla wymagających

W roku, w którym mają miejsce ważne dla całej branży targi Photokina zazwyczaj ma miejsce wiele ważnych premier sprzętowych. Przed tegoroczną edycją na rynek wprowadzono kilka modeli lustrzanek budzących największe emocje. Chodzi o aparaty z matrycami Full Frame. Jest ich coraz więcej i miejmy nadzieję, że będą tanieć.         

Lustrzanki wyposażone w tak zwane matryce pełnoklatkowe, czyli o wielkości odpowiadającej klatce filmu małoobrazkowego, stosowane są w korpusach najwyższej klasy. Początkowo ten rodzaj sensora był montowany tylko w najdroższych modelach profesjonalnych, niedostępnych nie tylko dla większości fotoamatorów, ale także fotografów zawodowych. Z czasem Full Frame zaczął gościć także w modelach nieco niższej klasy - aparatach, które można określać jako półprofesjonalne (Canon EOS 5D, Nikon D700 czy Sony A850). Przyszedł czas na kolejny krok - tuż przed targami Photokina - Canon i Nikon zaprezentował lustrzanki średniej klasy, wyposażone w matryce o wymiarach 36 x 24 mm.

Zarówno EOS 6D, jak i Nikon D600 nie są tak odporne i doskonałe ergonomicznie jak modele flagowe, ale mają nie kosztować kroci. Nikon D600, który udało się już nam przetestować, nie jest jeszcze co prawda bardzo tani (kosztuje na razie grubo ponad 7 tysięcy złotych). Jako gorąca nowość, która w ofercie jest zaledwie od kilku tygodni musi przejść okres swojej "cyny wywoławczej". Prawdopodobnie po kilku miesiącach od premiery cena D600 spadnie o około 1000 zł, a za rok (kiedy aparat nadal będzie mógł być postrzegany jako łakomy kąsek) może nawet spadnie do pułapu 5-6 tysięcy. Dużo zależy od tego jaką politykę cenową będzie uprawiał Canon oferując niedostępnego jeszcze EOS-a 6D. A może także trzeci gracz na rynku "pełnoklatkowców" - Sony - zaoferuje aparat tej klasy. Z pewnością użytkowników systemu Alfa ucieszyłby model A88, który z jednej strony dysponowałby dużą matrycą, z drugiej nie kosztował tyle co flagowa A99.

Trzecia pełna klatka od Sony

Sony po raz kolejny udowadnia, że chce należeć do elitarnego grona producentów lustrzanek i w swojej ofercie mieć także aparat z naprawdę wysokiej półki (jak na razie na najwyższej półce leżą lustrzanki tylko dwóch producentów - horrendalnie drogie modele ze zintegrowanym gripem Nikona i Canona). Nowym sztandarowym produktem Sony jest następca udanego modelu A900. Aparat został skonstruowany zupełnie inaczej niż poprzednik - po pierwsze wizjer optyczny został zastąiony przez system Translucent Mirror, po drugie zastosowano mechanizm odchylanego ekranu. Aparat - podobnie jak nieco starsze modele Alf - można zaliczyć do grupy "wszystkomających". Mamy tu na myśli szeroki wybór funkcji ułatwiających fotografowanie na czele z trybem HDR, w którym możemy tworzyć łączone obrazy bez konieczności używania statywu. Po raz kolejny Sony stara się udowodnić, że należy do producentów dbających o innowacyjność. Zespół badań i rozwoju opracował nową, czulszą matrycę, która ma skutecznie konkurować z aparatami konkurencji (EOS-ami z serii 5 i Nikonami klasy D700/800). Użytkownik ma także do dyspozycji dodatkowe punkty AF działające na zasadzie detekcji fazy, o których będziemy jeszcze pisać w dalszej części artykułu.

To, co nadal wzbudza kontrowersje wśród potencjalnych nabywców tego korpusu, to elektroniczny system celowniczy. Nie ukrywamy, że odkąd pojawił się pierwszy model SLT, w którym kadrować można li tylko na ekranie LCD kręciliśmy nosem na pomysł strategów giganta z Tokio. Nie jesteśmy jedyni - są także i użytkownicy systemu, którym nie do końca pasuje idea elektronicznego ekranu. Stanisław Puszczyński - autor fantastycznych zdjęć przyrodniczych (być może niektórzy pamiętają jego zdjęcia i porady publikowane na łamach kwartalnika Zoom) przy pierwszym kontakcie z wizjerem elektronicznym modelu SLT-A77, który miał zastąpić wysłużoną Alfę A700, był na tyle rozczarowany, że rozważał nawet zakup niższego modelu Sony, ale ostatniego z pryzmatem. Dopiero po pewnym czasie używania wizjera elektronicznego, przekonał się do nowego typu wizjera elektronicznego. Nie tylko go zaakceptował, ale wręcz uznał za doskonalszy niż tradycyjna matówka i pryzmat. To, co uznaje jako zaletę to możliwość kontrolowania ekspozycji w czasie rzeczywistym (w jednym z trybów pracy wizjer pokazuje podgląd obrazu w takiej postaci, w jakiej zostanie zarejestrowany). Jednocześnie docenia także możliwość obserwowania w wizjerze histogramu, co jest istotne, gdy staramy się prawidłowo naświetlić obraz.

Cóż, trudno się nie zgodzić z argumentacją pana Stanisława. Dodatkowo zaletą elektronicznego wizjera jest oczywiście to, że obraz będzie odpowiednio jasny, niezależnie zarówno od warunków oświetleniowych, jak i od tego, czy założymy obiektyw jasny czy ciemny. Oczywiście należy się liczyć z tym, że podczas fotografowania przy słabym świetle przy użyciu ciemnego obiektywu na podglądzie będą widoczne szumy. To jest wada tego rozwiązania. Na szczęście wraz z doskonaleniem matryc problem będzie malał - szumy widoczne na elektronicznym wizjerze będą mniejsze dzięki coraz czulszym sensorom. To można już zaobserwować w modelu SLT-A99. Mimo, że wizjer jest taki sam jak w A77, obraz na nim wyświetlany jest "czystszy".

Podsumowując rozważania na temat elektronicznego wizjera przyznajemy, że faktycznie można się doń przyzwyczaić czy wręcz polubić. Problem Sony polega na tym, że trudno to zrobić od pierwszego wejrzenia.

Co dalej z E-Systemem?

W naszej tabeli, w której prezentujemy wyniki testów zaawansoanych lustrzanek znajduje się jeden model Olympusa - flagowy, a zarazem jedyny i być może ostatni przedstawiciel E-Systemu. Aparat przetestowaliśmy według nowej procedury testowej. Mimo, że konstrukcja ma już swoje lata daje sobie radę w testach w zestawieniu ze znacznie nowszymi modelami konkurencji (choć oczywiście pewien dystans technologiczny już zaczyna być widoczny pod względem ergonomii konstrukcja nie ustępuje najlepszym).

Czy pojawi się model E-6? Niestety wydaje się to raczej mało prawdopodobne, bo czy warto jest utrzymywać system oferując tylko jeden model lustrzanki? Mamy wrażenie, że Olympus wybierze inne rozwiązanie. Będzie rozwijał nową linię OM-D, które przedstawiciel (E-M5) zbiera całkiem pochlebne recenzje.

Modele dla amatorów czy zawodowców?
Klasyfikacja czy podział modeli na te dla zawodowców i amatorów nie jest prosta i w dużym stopniu zależy od danego rynku i zamożności użytkowników sprzętu. W Polsce niestety jest tak, że fotografowie utrzymujący się z pracy w swoim zawodzie bardzo często zmuszeni są wykorzystywać aparaty przeznaczone dla amatorów - na konferencjach niejednokrotnie widuje się fotografów pracujących aparatami średniej klasy - dwucyfrowymi Canonami (np. EOS 50D) czy Nikonami D7000 czy D300. Pojawienie się nowej klasy - czyli "tanich" modeli pełnoklatkowych - jakie pokazał ostatnio Nikon i Canon może zrewolucjonizować rynek dla profesjonalistów w mniej zamożnych krajach. Nowe konstrukcje powinny też w większym stopniu dotrzeć do zaawansowanych fotoamatorów, korzystających do tej pory z aparatów klasy APS-C.

Aparaty w naszym zestawieniu

W dobie wielu premier lustrzanek dla zaawansowanych trudno inny wybór niż test średniej i wyższej klasy. Udało się nam zdobyć dwa gorące modele - Nikona D600 i Sony SLT-A99. Aparaty Canon EOS 6D i Pentax K-5 II okazały się jeszcze zbyt gorące byśmy je mogli utrzymać w naszych testujących sprzęt dłoniach, więc na ich testy będziemy musieli jeszcze poczekać. W zestawieniu znajduje się także zaprezentowany w tym roku Canon EOS 5D Mark III - jeden z najbardziej wyczekiwanych aparatów przez użytkowników bardzo udanych starych "piątek". Dla porównania zamieściliśmy także wyniki testów (wykonanych zgodnie z nową procedurą) średnio zaawansowanych, ale polecanych przez nas aparatów z matrycami APS-C. Są EOS-y 60 i 7D, Nikon D7000, Sony SLT-A77 oraz kończący już rynkową karierę Pentax K-5.

Co nowego

Trudno jest mówić o przełomowych technologiach, które w ostatnim czasie są wprowadzane do nowych modeli lustrzanek. To, na co warto zwrócić uwagę to oczywiście większa oferta modeli pełnoklatkowych, o czym pisaliśmy już wyżej. Więcej jest także korpusów uszczelnionych - nawet Canon zabezpieczył swoją "piątkę", co było wadą wytykaną jej poprzednikom.

Cieszy także coraz częściej stosowany tryb HDR. Mają go już nie tylko aparaty Sony i Pentax - zdjęcia o powiększonej rozpiętości tonalnej oferują także Nikony D600 i 800 oraz Canon EOS 5D Mark III. Są jednak pewne różnice - ani Canon, ani Nikon nie dysponują technologią pozwalającą na tworzenie HDR-ów z ręki. Atutem trybu HDR nowego EOS-a 5D jest zaś rejestracja składowych w postaci plików RAW. Pozostałe aparaty zapisują jedynie JPEG-i.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na rzadko stosowany mechanizm odchylanego wizjera w tej klasie aparatów. Przyjmuje się, że zaawansowana lustrzanka ma mieć jak najmniej wystających elementów, które można urwać lub uszkodzić podczas intensywnego użytkowania aparatu. Jest to co prawda jakiś argument, ale nas do końca nie przekonuje. Możliwość odchylania ekranu w bardzo dużym stopniu ułatwia fotografowanie. Szczególnie jeśli fotografujemy przyrodę.


Zobacz również