Max Payne

Nowy Jork. Samotny glina. Żądza zemsty. Jeśli ktoś z Was powie, że nie wie jakiej gry będzie to recenzja, to nie uwierzę! Niemal kultowy tytuł i jeden z najdłużej oczekiwanych. Pewny kandydat na grę roku. Same pozytywne recenzje, najwyższe noty w światowych i polskich rankingach. Panie i panowie oto Max Payne! Czy gra zasługuje na aż tak wysokie oceny? Przyjrzyjmy się jej bliżej.

Tytułowy bohater, nowojorski policjant prowadzi sobie beztroskie życie. Jak przystało na typowego szczęśliwego Amerykanina posiada dom na przedmieściu, kochającą żonę i dziecko. Sielankę przerywa bezsensowne morderstwo – rodzina ginie niemal na jego oczach. Mordercy byli pod wpływem nowego narkotyku o tajemniczej nazwie Valkiria.

Zdesperowany Max rzuca pracę w policji, najmuje się do służb specjalnych gdzie głęboko zakonspirowany przenika do mafijnej organizacji rozprowadzającej narkotyk. I wszystko idzie dobrze, ale znów do czasu. Gdy po 3 latach śledztwo zaczyna przynosić realne efekty zostaje wrobiony w morderstwo swojego szefa. Ściga go teraz nie tylko mafia ale również policja i siły specjalne. Nie zostało mu nic do stracenia! Musi walczyć! Śmierć, albo życie...

Akcja gry jest jakby żywcem wzięta z typowego amerykańskiego thrillera. Po nitce zmierzamy do kłębka, a napięcie rośnie od samiutkiego początku. W sumie cała intryga i zagadka nie jest bardzo skomplikowana, ale za to ciekawa. Mam nieodparte wrażenie, ze mimo całej przełomowości i nowatorskich rozwiązań gry (o czym za chwilę) treść jest jej największą zaletą. Ale czyż nie tego właśnie oczekujemy od dobrej gry?

Przerost formy nad treścią to jest niestety to, co coraz częściej otrzymujemy od producentów. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że gdyby Max Payne był przygodówką, a cała grafika była dwuwymiarowa i zupełnie nieruchoma z przyjemnością bym w nią zagrał. Powiem więcej – gdyby to był tylko i wyłącznie komiks, który w prawdziwej grze służy wyłącznie za - rewelacyjny zresztą – przerywnik, przeczytałbym go od deski do deski!

Lekko kiczowate (celowo!) teksty i mimo zupełnie współczesnej akcji klimat jak z czarnych kryminałów lat 50-ch. Samotny detektyw rozwiązujący zagadki i stający w pojedynkę przeciwko ogromnej przestępczej organizacji. Twardziel bez skrupułów. Postać jak detektyw Marlowe a całość zahaczająca o Sokoła maltańskiego. Poza tym mnóstwo autoironii, i mimo całej tej drastyczno-dramatycznej akcji ogromna dawka humoru i to we właściwych momentach. W jednej ze scen dosłownie popłakałem się ze śmiechu, mimo że przed momentem nastrój grozy powodował ciarki na plecach.

A co poza treścią? Właściwie gra byłaby całkiem zwyczajną strzelanką z perspektywy trzeciej osoby, gdyby nie parę dość istotnych szczegółów.

Po pierwsze, takiej doskonałej, niemal filmowej grafiki w żadnej grze jeszcze moje piękne oczy nie widziały. Mocno przypomina rewelacyjną scenkę „Lobby” z benchmarka 3DMark 2001. Ale to nic dziwnego, zważywszy że to właśnie tam został już wcześniej wykorzystany engine firmy Remedy. A ma on naprawdę niesamowite możliwości. Ach ten padający śnieg, latarnie rozświetlające mrok, domy z wszelkimi szczegółami, neony – to niemal realne miasto... Zawsze marzyłem że ktoś zrobi wreszcie grę o takiej grafice jak w demach 3Dmark. No i proszę – marzenia się spełniają.

Druga rzecz – sposób grania – tego jeszcze nie było! Matrix jest wszędzie! Specjalna opcja pozwala nam w trakcie gry zwolnić czas, żeby móc precyzyjniej rozprawić się z przeciwnikami. I chyba nie tylko po to. Także dlatego, żeby móc wprost rozkoszować się scenami walki w zwolnionym tempie jednocześnie biorąc w nich udział! Czysta poezja – w trakcie skoku możemy wykonać serię strzałów w przeciwnika jednocześnie zmieniając kierunek naszego lotu. Widzimy lecące pociski, trafione ciała i upadające łuski. I wszystko to w zwolnionym tempie! Oczywiście nie musimy używać tego trybu, ale aż się prosi. Po pierwsze jest trochę łatwiej grać, po drugie naprawdę wygląda to nieprawdopodobnie! Bez tego chyba gra nie byłaby sobą. Nieźle też wygląda tryb karabinu snajperskiego, gdzie w przypadku trafienia kamera podąża za kulą..

Poza tym - realizm i tak zwana interakcja z otoczeniem. Wreszcie znalazłem elementy które nie do końca przypadły mi do gustu. Oczywiście w grze są bardzo piękne wybuchy, ślicznie tłuką się szyby, a po kulach powstają bardzo ładne dziury. Czasami można zestrzelić kłódkę na zamkniętych drzwiach, a kiedy indziej wysadzić kawałek ściany. Ale nie wszędzie wygląda to tak pięknie. Nie możemy po prostu zrobić tego tam, gdzie nie zostało to zaplanowane przez autorów. W tej grze nawet zwykłe drzwi z dykty są kulo-, a nawet granato-odporne. Jak są już zamknięte, to na amen, możemy zużyć cały arsenał i nic. Równie pancerne są meble i wszelkie inne sprzęty. Przeciwnicy potrafią się nie raz schować za przewróconym stołem i wykorzystać go jako tarczę, a my głupiego krzesła nie możemy przesunąć nawet o milimetr. Po jakimś czasie się do tego przyzwyczajamy, ale na początku to razi. Żeby taki twardy glina nie umiał po prostu wyważyć drzwi? Powinien to zrobić jednym kopniakiem.

Poza tym facet pięknie biega, kurtka mu przy tym zgrabnie powiewa, skacze w różne dziwne strony, potrafi podnosić się z leżącego na plecach jak mistrz kung-fu, a nie umie wspiąć się na najprostszy przedmiot. Żeby na cokolwiek wejść musi podskoczyć. Na rękach nie podciągnie się nigdy, stąd jego możliwości poruszania wzwyż czy wdrapania po drucianej siatce są mocno lub nawet całkowicie ograniczone. Czyżby w dzieciństwie opuścił niektóre lekcje wuefu?

Chyba nie muszę dodawać, iż korzystamy z rozmaitej broni do której dodatkową amunicję znajdujemy po drodze. Broń jest dość typowa, poza tym, że wiernie starano się oddać prawdziwe modele takie jak Beretta czy Ingram. To że możemy trzymać broń w obu rękach to akurat zupełnie nic nowatorskiego czy odkrywczego. Ale nie ma to jak wyskoczyć zza winkla strzelając z dwóch Ingramów na raz!

No i oczywiście spotykamy na swojej drodze cała armię różnorakich bandziorów od najsłabszych złodziejaszków po uzbrojonych po zęby i super wyszkolonych komandosów. Kilkakrotnie przyjdzie nam się też zmierzyć z „bossem”.

Inteligencja przeciwników jest całkiem niezła i też dość zróżnicowana. Niektórzy potrafią nieźle robić uniki, skakać czy chować się za naturalnymi przeszkodami. Inni potrafią zaczaić się tam gdzie się ich najmniej spodziewamy lub pojawić, gdy myślimy że już z nimi skończyliśmy. O ile jednak nasi przeciwnicy mają wzrok jak sokół i bardzo szybko potrafią nas wypatrzyć, o tyle głusi są jak pień, bowiem nawet granaty nie spowodują ich pojawienia się w sąsiednim pokoju, gdzie akurat sobie mocno hałasujemy. Natomiast na pewno należy zachwycić się różnorodnością i komplikacją poszczególnych lokacji. Poczynając od stacji metra poprzez slumsy, niskiej kategorii hotel, do eleganckiej willi i supernowoczesnego szklanego wieżowca. WOW!

Polska wersja której premierę dwukrotnie przesuwano jest w pełni zlokalizowana. Radek Pazura, który zdecydowanie nie jest moim ulubionym aktorem, doskonale pasuje do roli twardziela. Jego monotonny głos wiernie oddaje klimat oryginału i ze względu na doskonałe tłumaczenie polska wersja nawet podobała mi się bardziej. Nie zauważyłem też nawet najdrobniejszych błędów. Gratulacje dla polskiego dystrybutora. Warto było popracować trochę dłużej, żeby osiągnąć taki efekt. Dodatkowo w polskiej edycji dostaniemy podkładkę pod mysz i całą dodatkową, bonusową płytkę zawierającą przede wszystkim edytor poziomów, tekstury z gry, patch 1.01, a także dema i trailery.

Myślę że pomimo pewnych elementów które można by ulepszyć (czego pewnie nie omieszkają zrobić autorzy jeśli tylko zabiorą się za druga cześć) całość zasługuje w pełni na swoją opinię gry nowatorskiej i przełomowej zarówno pod względem grafiki jak i możliwości. Przede wszystkim jednak jest to po prostu kawał doskonałej rozrywki, którą z czystym sumieniem wszystkim polecam, dopisując kolejną wysoką notę do długiej już listy pochwał przez te grę otrzymanych. Max Payne jeszcze długo nie zniknie z listy bestsellerów a potem z całą pewnością przejdzie do klasyki gier komputerowych!


Zobacz również