Megaporażki

Ostatni klaps na planie, postprodukcja, reklama, dystrybucja i... kompletna klapa - kilkadziesiąt milionów dolarów straty. Wielka machina studiów filmowych rok rocznie wypuszcza kilkanaście gniotów, których nic nie jest w stanie usprawiedliwić.

Ostatni klaps na planie, postprodukcja, reklama, dystrybucja i... kompletna klapa - kilkadziesiąt milionów dolarów straty. Wielka machina studiów filmowych rok rocznie wypuszcza kilkanaście gniotów, których nic nie jest w stanie usprawiedliwić.

Zainwestowano setki milionów dolarów w filmy, których nikt nie chce oglądać. Kto zawinił? Producent, reżyser, aktorzy, reklama czy widz? Najgorsi rzecz jasna są krytycy, którzy od samego początku urabiają opinię publiczną nie szczędząc uszczypliwych uwagi Tymczasem największa katastrofa w świecie wielkich produkcji rodem z Hollywood nie jest gorsza od porażki finansowej.

Wszechświat się kurczy

Feralna wyprawa na czerwoną planetę

Feralna wyprawa na czerwoną planetę

W zeszłym roku najgorzej wiodło się komediom i filmom fantastyczno-naukowym. W przypadku science fiction można już nawet mówić o ciągu niepowodzeń trapiących ten gatunek. Najlepszym tego przykładem jest skandalicznie zła Bitwa o Ziemię Johna Travolty, która przejdzie do historii kina jako jedna z najbardziej spektakularnych pomyłek producenckich. Otrzymała wraz ze Stripteasem Maliny, czyli nagrody dla najgorszych filmów. Co więcej, od samego początku zapowiadano tragedię. Bitwa o Ziemię została źle przyjęta na pokazach przedpremierowych i bezlitośnie oceniona przez zażenowaną krytykę. Pisano o niej jako o najgorszej produkcji wszech czasów, dziele wykraczającym poza ramy krytycyzmu, porażce na wielką skalę itp. Wydano na film 73 miliony dolarów, a zarobiono w amerykańskich kinach zaledwie 21,5 miliona. Ten kuriozalny przypadek beznadziei filmowej jest już, dzięki Syrenie, dostępny na DVD w Polsce. Dodajmy, że jest to historia postapokaliptyczna, nawiązująca w stylistyką do innego dzieła wyróżnionego Malinami, czyli Wodnego świata z Kevinem Costnerem, a także do serii Mad Max, moich ulubionych filmów z Melem Gibsonem. Dodatkowego smaczku nadaje fakt, że film nakręcono na podstawie książki Rona Hubbarda, założyciela kościoła scjentologów, do którego należy Travolta. Nic więc dziwnego, że podniosły się głosy oburzenia, że wielki ekran nie powinien służyć indoktrynacji religijnej. Film jest jednak tak zły, że raczej nie ma szans na popularyzację ruchu scjentologów i zapewne odstraszy nawet najzagorzalszych wyznawców.

Najniższe wpływy na rynku amerykańskim osiągnęła kolumbijska produkcja Contaminancion. Film z 1982 r. zarobił 1500 dolarów.

Za podobne pieniądze, bo aż 75 milionów dolarów, zrobiono inny kosmiczny gniot, czyli Czerwoną planetę z Val Kilmerem. Misja na Marsa, tchnąca nudą, skończyła swój lot, a właściwie przelot przez ekrany amerykańskich kin z wynikiem 17,5 miliona dolarów. Międzygalaktyczna przygoda skończyła się też fiaskiem finansowym dla wydanego przez ITI w Polsce na DVD filmu Supernova. Budżet tego dzieła wyniósł 60 milionów dolarów. Z tej niebagatelnej sumy udało się odzyskać zaledwie 14, a stworzony spektakl pozwala zasnąć każdemu normalnemu człowiekowi. Początek zapowiada się interesująco, bo - jak to zwykle bywa - mamy do czynienia z nieznanym zagrożeniem, które zamiast narastać, zanika w związku z pojawieniem się kilku wątków pobocznych. Jednym słowem pozycja zalecana wszystkim cierpiącym na bezsenność.


Zobacz również