Megaupload zamknięty w imię walki z piractwem? Bzdura!

Kilka dni temu FBI zamknęło serwis Megaupload. Czy federalnym służbom chodziło wyłącznie o zakończenie pirackiego procederu, którym się zajmował, czy też może o coś zupełnie innego?

Serwis TechCrunch przekonuje, że mogło chodzić o zupełnie coś innego. Otóż jego zdaniem założyciel serwisu Megaupload, znany pod pseudonimem Kim Dotcom (obecnie oczekuje na ekstradycję do Stanów Zjednoczonych), podpadł służbom federalnym nie tym, że umożliwiał dzielenie się pirackimi treściami, ale tym, że śmiał wpaść na tak groźny dla interesów m.in. wydawców pomysł jak muzyczny serwis Megabox.

Co to jest?

Jest to platforma (obecnie w fazie beta), która pozyskała już takich partnerów jak 7digital, Gracenote, Rovi i Amazon. Dzięki niej artyści mogliby bezpośrednio sprzedawać swoje utwory zachowując dla siebie do 90% przychodów z ich sprzedaży. Co więcej, mogliby nawet zarabiać udostępniając utwory za darmo. Wszystko dzięki systemowi o nazwie Megakey, którego zasady są proste: im większą popularnością cieszy się dany utwór, tym więcej pieniędzy trafia do kieszeni jego autora.

Jak widać, Megabox to rozwiązanie, które może głęboko sięgnąć do kieszeni producentów, pośredników i wydawców. Co więcej, umniejsza ono znaczenie zrzeszających artystów organizacji takich jak np. RIAA.

_____

Biorąc to wszystko pod uwagę wydaje się, że serwis TechCrunch może mieć rację twierdząc, że to właśnie Megabox był przyczyną zamknięcia serwisu Megaupload, a nie walka z piractwem.


Zobacz również