Men of Valor

Z konsolą do dżungli, czyli Wietnam dla opornych

Z konsolą do dżungli, czyli Wietnam dla opornych

I jeszcze raz Wietnam. Jeszcze raz dżungla, śmiertelne pułapki, Vietcong, nieogoleni, klnący na czym świat stoi chłopcy z Oklahomy i wszystkie te dobrze znane okropieństwa wojny. Po Vietcongu, Shelshocku i Battlefieldzie do tematu zabrali się panowie z dwadzieścia-piętnaście, czyli autorzy hitu Medal of Honor. Czego oni jeszcze szukają w wyeksploatowanych do bólu wietnamskich dżunglach? Dlaczego zdecydowali się na kolejną grę o tej wojnie? Jak sami tłumaczą, o II wojnie światowej gry zrobić już nie sposób, bo to temat zupełnie wyczerpany. Jednak zabierając się do pracy nad Medal.... ops! - Men of Valor, nie wzięli chyba pod uwagę, że ktoś (a raczej kilku ktosiów) ich wyprzedzi.

Wietnam arcade

Sołtys Kierdziołek nie pozwala grupie Alfa wejść w szkodę. Zaminował świeżo zaorane pole i ostrzeliwuje się z cekaemu

Sołtys Kierdziołek nie pozwala grupie Alfa wejść w szkodę. Zaminował świeżo zaorane pole i ostrzeliwuje się z cekaemu

Skoro ostatnimi czasy mieliśmy na pecetach tyle wietnamszczyzny, to nie obejdzie się bez porównań. Innymi słowy, jak ma się Valor to coś w stosunku do tego, co już było? Nijaki, można by rzec. Nie jest to gra taktyczna jak Vietcong ani multiplayerowy wypas jak Battlefield Vietnam. Valorowi bliżej jest do konsolowego Shelshocka niż do czegokolwiek innego.

Gra jest uproszczona do bólu i przypomina, co chyba nikogo nie dziwi, Medal of Honor, w którym Niemcy ustąpili miejsca Azjatom, a normandzkie żywopłoty i zagajniki zamieniły się w pseudodżunglę.

Men of Valor to shooter typu PKP i bynajmniej nie chodzi tu o Pewność, Komfort i Punktualność, tylko o to, że w każdej misji grzejemy prosto przed siebie po wyznaczonym torze. Aby gracz przypadkiem z tego toru nie wypadł, autorzy posunęli się nawet do wyłączenia z gry opcji skoku. Tak jest, nie podskoczysz! Bohater jest przytwierdzony do ziemi jakimś solidnym klejem.

Dalej jest już znajomo, zwłaszcza dla graczy przygrywających na konsolach. Idziemy przed siebie, a tu bach! Wypadają Wietnamczycy. Kosimy ich, idziemy dalej, uruchamiamy kolejny wyzwalacz i bach!... kolejni Wietnamczycy. Wypadają, jak się patrzy, w ilościach hurtowych więc co misja redukujemy populację tego kraju gdzieś mniej więcej o połowę. Brakuje tylko tego poważnego głosu, który by mówił: "Proceed to the next stage!"

Mały szaberek

Sołtys nie przypominał babci, żeby nie wkładała plastiku do kominka

Sołtys nie przypominał babci, żeby nie wkładała plastiku do kominka

I tu zaskoczenie. Pomimo, że gra jest konsolowo-arcade'owa, to do łatwych bynajmniej nie należy. Przeciwnicy co prawda nie posiadają czegoś takiego jak SI, ale gdy wypadają dużą grupą, to nie jest lekko. Postrzały są liczone według lokacji - korpus, ręce, nogi i tak dalej. Kulka umieszczona w głowie zabija prawie natychmiast. Jeśli chodzi o broń, to autorzy odrobili pracę domową. Mamy Thompsony, M-14, M-16, granatniki M79 oraz zdobyczne pepesze, kałachy, SKS-y i granaty. Ekwipunek jest oczywiście jak w starych zręcznościówach: bez bólu możesz nieść trzy karabiny i jeszcze kilka granatów się zmieści. Strzelać można z biodra, jak w starych shooterach lub z przycelowania. I tu mała innowacja. Jeśli złożysz się do strzału, uzyskasz przybliżenie i łatwiej będzie namierzyć cel. Jednak w tej pozycji nie możesz się przemieszczać. Zero strafeowania ani innych tricków. Można się co najwyżej wychylać na boki. Pomysł ciekawy, ale raczej się nie przyjmie, bo system, choć realistyczny jest diablo wkurzający. Takich innowacji jest jeszcze w Men of Valor kilka. Użycie apteczki, na ten przykład, wymaga wciśnięcia i trzymania klawisza odpowiedzialnego za bandażowanie ran. Fajny klimat - niby prosty patent, a cieszy. Ciała wrogów da się przeszukiwać - znowu przytrzymujesz przycisk, patrząc na pasek postępu wskazujący, ile jeszcze czasu pozostało, aby faceta wyłuskać ze wszystkich fantów i zapasów. Śmieszy co prawda motyw, że co drugi Wietnamczyk ma za pazuchą wielką i ładnie spakowaną apteczkę. Gorsza jest jednak reminiscencja z Medal of Honor, gdy martwe skurczybyki znikają!

I najlepsze na koniec: w grze nie ma save'ów - w ogóle. Są tylko punkty automatycznego zapisu stanu gry.

Jak to wygląda?!

Alfa urządziła sołtysowi żniwa. Helikopter kosi drzewa

Alfa urządziła sołtysowi żniwa. Helikopter kosi drzewa

Nie specjalnie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby na rynku nie pojawiły się takie bankiety graficzne, jak Far Cry czy Doom III. Fanatycy normalmapingu i nowoczesnych technik dynamicznego oświetlenia wytrzeszczają oczy na te screeny i monitory. Niczego takiego w Men of Valor nie ma. Grafika jest oczywiście mniej kanciasta niż w Vietcongu, ale na kolana nie rzuca. Gra powstawała kilka lat i wiele się w tym czasie zmieniło. Przede wszystkim dżungla - trudno coś o niej powiedzieć, gdyż w grze chodzimy tylko wydeptanymi ścieżkami z obu stron osłoniętymi przez zwartą ścianę lasu. Lepiej jest już z postaciami - wyglądają całkiem, całkiem. Tylko animacje nieco szwankują, a faceci czasem zmieniają się w brzuchomówców. Brak animacji twarzy to wstyd.

Klimat? O fuck!

To był chyba jakiś zakład. Wygląda to tak, jakby developerzy ścigali się między sobą, kto zrobi okrutniejszą i bardziej męską grę o Wietnamie. I jak się to kończy? Goście w grze klną. Klną na potęgę. Jeśli w Vietcongu mówili czasem "fuck", to tutaj mówią: "fuck-fuck-fuck!" Dodatkowo pomiędzy misjami zobaczysz archiwalne zdjęcia i autentyczne filmy. I to one robią największe wrażenie i oddają atmosferę tej wojny. One oraz listy. I tu oddajmy autorom sprawiedliwość - poszaleli. Mamy listy naszego bohatera do domu. Czytamy też pisma jego zaniepokojonych rodziców, którzy widzieli w telewizji, jak oddział ich synka palił jakieś wietnamskie wsie, bo miejscowe kobiety zdecydowały się bronić swoich dzieci. Szlag! W grze nawet eskortujesz tego dziennikarza, który wysmażył ten wojenny reportaż! Masz więc okazję zobaczyć, jak to z tą wsią było naprawdę i co zrobili z tego dziennikarze. Takich klimatów jest w grze więcej. I naprawdę wielka szkoda, że autorzy nie poszli na całość. Że zatrzymali się gdzieś w połowie drogi między grzeczną zręcznościówką a prawdziwą grą o prawdziwej wojnie.

California dreamin

Na polu sołtysa, nadal sytuacja patowa. Żołnierze stracili honor i kryją się jak szczury

Na polu sołtysa, nadal sytuacja patowa. Żołnierze stracili honor i kryją się jak szczury

Muzyka z epoki jest, a owszem. Słuchasz znanych i mniej znanych kawałków Sam The Sham and the Pharaohs, The Mamas and The Papas, Jamesa Browna czy Wilsona Picketta. W tle słychać też doskonałą muzykę Inona Zura.

Dobry, zły czy brzydki?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zadać kilka pytań pomocniczych. Czy Men of Valor jest lepszy od... Dooma? Odpowiedź: wolne żarty. Od Far Cry'a? Gdzie tam! Od Call of Duty? Głupszy - to pewne. Od Vietcongu? To zależy co kto lubi. Vietcong to symulacja typu żyj i umrzyj w Wietnamie, Men of Valor to produkt świetnie korespondujący z hamburgerami i coca-colą. Amerian way of life!

2015 polegli w dżungli

Takie nasuwają się wnioski po kilku nocach spędzonych nad Men of Valor. Gdyby tę grę zrobił jakiś mało znany team, to nikt, nawet pies z kulawą nogą, nie zwróciłby na ten "hit" uwagi. Jakość jest przeciętna, a błędy i niedoróbki zbyt liczne.

Dumne pojazdy

Na pojazdy jeżdżące i latające możesz sobie tylko popatrzeć. No, czasem ktoś nas, gdzieś podrzuci. Czasem da nam jakiś karabin maszynowy, aby się nam droga nie dłużyła. No tu prujemy wtedy do autostopowiczów o azjatyckich rysach. A co?Tym sposobem masz w Men of Valor jeepy, śmigłowce, transportery piechoty M113, czołgi obu stron i kupę innego żelastwa, którym autorzy nie omieszkali się pochwalić na swojej stronie oficjalnej. Się napracowali....


Zobacz również